Zdjęcie zrobiłam w Arboretum w Bolestraszycach, tym razem z ogrodów- projektów studentów architektury krajobrazu.

DOTKNĄĆ ŻYCIA

Dzień dobry.
Każdy z nas obserwuje przekształcenia i zmiany dążące do przywrócenia normalnego życia. Życia, w którym można się spotkać z ludźmi, pójść na basen (już za kilka dni ), do kina, restauracji, dotknąć towaru w sklepie (i go poczuć zmysłem dotyku w ten sposób).
Obostrzenia związane z pandemią ograniczyły nasz dostęp do świata zewnętrznego i uczyniły technologię informatyczną pośrednikiem. Pośrednikiem, który i tak był obecny, choć nie w takiej skali.
Jestem z pokolenia trzepaków (dla wersji miejskiej) i pokolenia ganiania boso po kałużach (wersja wiejska – czyli moja osobista). Długo jeszcze przed przekierowaniem życia do Sieci z niepokojem przyglądałam się zmianom w spędzaniu czasu przez dzieci i młodzież. Obraz dziecka/nastolatka z kiedyś = ruch, obecnie to statyczna wizja młodego człowieka, często zgarbionego, wpatrzonego w coraz mniejszy ekran. To trend  w urządzeniach, dążący do miniaturyzacji.(Czy wiecie, że pierwszy komputer tzw. ENIAC ważył 27 ton i zajmował 140 metrów kwadratowych?). Obserwowałam rosnącą niechęć do wysiłku fizycznego czy ruchu. Przeciętnie człowiek spędza około 9,3 godziny W POZYCJI SIEDZĄCEJ (śpi około 7,7 godziny). Spotkałam się nawet z twierdzeniem, że ten styl życia przyczynia się do zmiany w budowie ciała poprzez powiększenie naszych pośladków  – bo, tak już przyroda działa, że ewolucyjnie przystosowuje organizmy do przetrwania. Konsekwencje są czytelne – wzrost zachorowań na tzw. choroby cywilizacyjne (cukrzyca, nowotwory, choroby układu krwionośnego), gorszy stan zdrowia psychicznego (czy pisałam już, że 45 minutowy spacer, w dawce 5 razy w tygodniu zmniejsza poziom depresji z 14, 8 na 3,2 w skali depresji Becka)?
Styl życia kształtowany jest przez rodziców, to od nich zależy, czego nauczy się dziecko w obszarze kontaktu ze światem – czy pozna go przez szybę, bo: za dużo zarazków, kleszcze, za zimno, za gorąco, za daleko, za ciężko= ogólnie niebezpiecznie. A kiedyś mówiło się tak: „Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko”. Wyobrażam sobie, że w niektórych sterylnych domach dziecko nie będzie mogło zjeść rękami (i może łyżeczką, jeśli nie zrezygnuje z tak trudnej operacji) jajka na miękko czy innych pyszności, które można później rozsmarować po blacie.
Moi bliscy znajomi – ze stolicy zabierają swoje dzieci na wakacje w głuszę, gdzie nie ma „atrakcji” nowoczesności a chodzenie w kaloszach z latarką (bo z oświetleniem też jest kiepsko) to dopiero jest przygoda. Tylko z takimi dziećmi trzeba być, spędzić z nimi czas, pokazywać im i tłumaczyć świat. Pozwolić, by posmakowały smaków życia (a nie wszystkie są jak czekoladki z wyższej półki).
Dziecko przed ekranem = spokojne dziecko, którym nie trzeba się zajmować. Słyszę komunikaty „No, teraz puściłam mu bajkę, będzie spokój”. Nawet jeśli dzieciak ogląda bajkę dobrze jest oglądać ją z nim, właśnie po to, by zapytać go, jak coś rozumie, jakie przeżywa emocje,  wyjaśnić, dopowiedzieć, a przede wszystkim TOWARZYSZYĆ, wspólnie doświadczać.
Młodzi ludzie często  są w kontakcie ze sobą za pośrednictwem sprzętu. Dla mnie jest to spotkanie jak przez szybę. Nie ma bezpośredniej interakcji, tego, co w bezpośrednim kontakcie możemy odczytać, zdać się na swoją intuicję czy mądrość, że w tej osobie coś mi nie pasuje (skąd tyle nieszczęść związanych ze znajomościami w Sieci i przeniesionych później do tzw. reala? Ano, zbudowany wizerunek poprzez słowa, który z prawdą może nie mieć nic wspólnego).

Jestem zwolenniczką dotykania życia swoimi rękami. Cenię poczucie przemoczonych butów przy chodzeniu po mokrej trawie. Kontakt z ziemią w ogrodzie – bez rękawiczek . Lubię patrzyć na aktywne dzieci, często spocone i zaczerwienione z wysiłku i ekscytacji. Dzieci,  które korzystają ze swojej twórczości i kreują magiczny świat z koca, patyków, kawałków tkanin…
Cenie młodych ludzi, którzy nie stosują opcji „kopiuj – wklej”, a zamiast pytać „Po co to robić?” myślą raczej „Jak to zrobić?”. Idą pograć na orliku w siatkówkę, poznając tam nowych, innych graczy. Zostawiają swój telefon, by spotkać się z życiem i  światem. I takiego DOTYKU ŻYCIA Wam życzę.

Do następnego razu. Marta W

 

Mamy pięć zmysłów do poznawania świata: dotyk, smak, węch, słuch, wzrok – korzystajmy z nich.

Dlaczego BRZOZA? Wyjaśnienie pod tekstem

DARY

Dzień dobry.
                 W niedzielę 31 maja w kościele katolickim obchodzone było święto Zesłania Ducha Świętego. W 50 dni od zmartwychwstania Chrystusa zostaje zesłany (obiecany) Duch Święty, apostołowie mówią różnymi językami. W chwili Zesłania ludzkość zdołała symbolicznie przełamać wszelkie bariery i na nowo zjednoczyć się w Duchu Świętym. 
                 Zjednoczyć się… Jak to dziś ująć? Czy przez pryzmat „zjednoczenia się” w demonstracjach w Stanach Zjednoczonych, które trwają około tygodnia, po śmierci46-letniego czarnoskórego George’a Floyda, który zmarł w trakcie zatrzymania przez policję w Minneapolis. To „zjednoczenie” spowodowało wprowadzenie godziny policyjnej w 25 miastach w 16 stanach, bo demonstracje zostały wykorzystane do grabieży, demolowania, niszczenia, podpaleń i innych nagannych zachowań. No i – oczywiście – są ofiary w ludziach.
               Zjednoczenie się  w obliczu koronawirusa – tu mam dwa obrazy: jeden to wzajemne wspieranie się, pomoc, podziękowania dla pracowników służby zdrowia (materialne i niematerialne), branie odpowiedzialności za siebie tak, by nie szkodzić innym. Drugi – to obraz zjednoczenia się w lęku, związanym z koronawirusem. Zjednoczenie, które powoduje lękowe odwracanie się od innych (sytuacja z krakowskiej windy) a wręcz agresję (przy propozycji przepuszczenia w kolejce do kasy osoby, która miała kilka sztuk towaru). Propozycję, która w czasach sprzed połowy marca byłaby potraktowana jako wyraz życzliwości i uważności na innych.
              Wrócę do Ducha Świętego w aspekcie Darów. Interpretowane są one przez religię w odniesieniu do wiary, ja pozwolę sobie odnieść je i do innych aspektów życia. (Prócz Daru Pobożności i Daru Bojaźni Bożej jako stricte religijnych – choć i one wpływają na postawy życiowe…).
Dar mądrości. Bycie mądrym niekoniecznie równa się byciu inteligentnym. Myślę o takiej mądrości życiowej, która mają szczególnie wyraźnie starsi ludzie. Blichtr tego świata nie kusi, świadomość tego, co w życiu ważne wytycza ścieżki, spokój i opanowanie pomagają w podejmowaniu dobrych decyzji. Kiedyś to właśnie Starszyzna Plemienna naradzała się i decydowała o losach grupy… Kiedyś mówiło się o mędrcach… Dziś – no cóż – ja tam wierzę, że każdy może być dla siebie mędrcem poprzez dbanie o swój osobisty rozwój. A kiedy potrzebuje pomocy z zewnątrz, kiedy „uczeń jest gotowy, to i nauczyciel się znajdzie”.  
Dar rozumu jak dla mnie związany jest z Mądrością. Chodzi o właściwe wykorzystanie własnej kory mózgowej (pełny rozwój następuje około 30 roku życia, stąd też ograniczenia wiekowe przy zasiadaniu w senacie – minimum 25 lat czy bycie sędzią – minimum 30 lat). Dalej – Dar rady – tu chodzi znów o właściwe decyzje. A życie stawia przed nami konieczność wyborów co chwilę. Od prostego: Co zjem na śniadanie,  do  takiego związanego z wyborem szkoły, pracy, partnera…I to Ty masz mieć ten Dar, by sobie poradzić, gdy staniesz przez dylematem.  Pytanie – Co sobie poradzę? Gdyby ktoś bliski  przyszedł  do Ciebie z takim problemem – Co byś mu poradził? Pytania dodatkowe to np. takie „Czy to jest dla mnie dobre/właściwe/odpowiednie?”, „Jak się będę czuł, gdy się na to zdecyduję?”. Rady od innych mogą być przeszkodą, jeśli zablokujesz się na głos swojej intuicji i swoich prawdziwych potrzeb. Stąd psychoterapeuta nie radzi lecz pomaga uświadomić, poszerzyć pole wglądu w sytuację, odszukać swoją wewnętrzną prawdę.
Dar męstwa czyli odwagi, bycia gotowym do poświęcenia. Przypomina mi się teraz „Stefek Burczymucha” Marii Konopnickiej. Pamiętacie?
„Ja nikogo się nie boję! Choćby niedźwiedź… to dostoję!
 Wilki?  Ja ich całą zgraję pozabijam i pokraję!”
Nie chodzi o męstwo głoszone ale o czyn. Nie o deklarację ale o postawę.  Dopiero ekstremalna sytuacja może pokazać, co masz głęboko w sobie, czasem będzie to właśnie męstwo, oparte  o odwagę,  a czasem tchórzostwo oparte na lęku. Jak pisała Wislawa Szymborska „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.   
Dar umiejętności … Zazdroszczę (bez bycia zawistną) tym, którzy maja piękny głos, tym, którzy z taką łatwością uczą się języka obcego. Niektórzy mają po prostu talent. Tu powołam się na słowa wielkiego filozofa Artura Schopenhauera „Talent przypomina strzelca trafiającego do celu, w który inni trafić nie umieją; geniusz – takiego [strzelca], co trafia w cel, którego inni nawet dojrzeć nie potrafią”.  Nie wszyscy mamy po równo, cóż pozostaje?  – ja tam z przyjemnością słucham pięknych głosów  innych z wdzięcznością, że mam słuch i mogę doświadczać takich wzruszeń. A co do języka – uczy mnie to akceptacji swoich możliwości.

Życzę otwartości na Dary, dostrzegania ich, umiejętności ich przyjmowania i dzielenia się z innymi.

 Do następnego razu. Marta W.

Brzoza – symbol  związany z kultem płodności,  pozostawiony po naszych przodkach, pogańskich Słowianach, którzy kiedyś obchodzili święto zwane Stadem.  (Obecnie  jego miejsce zajmuje  święto Zesłania Ducha Świętego).  Pozostałością po Stadzie w kulturze ludowej są Zielone Świątki i „majenie” – czyli przystrajanie  domów gałęziami brzozy – symbolem wiosny i kobiecości – dla zapewnienia sobie urodzaju i uchronienia domostwa od złego.

Słonecznego Dnia Dziecka:) 

Dzień Dziecka – co ten dzień znaczy dla Ciebie?

Dzień dobry. Temat – po krótkim wprowadzeniu – podzielę na strefy, dla:
1. ucznia,
2. rodzica,
3. każdego.

Międzynarodowy Dzień Dziecka – dzień ustanowiony w 1954 przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) dla upowszechniania ideałów i celów dotyczących praw dziecka zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych i obchodzony od 1955 w różne dni roku w różnych krajach członkowskich ONZ. W  Polsce – oczywiście – 1 czerwca. Oczywiście, bo chyba każdy zna tę datę, od swojego dzieciństwa.
Proponuję refleksję nad tym:  Co ten dzień znaczy dla Ciebie? 

Jako uczeń jesteś „około – pełnoletni”. Ale jesteś dzieckiem dla swoich rodziców. I zawsze będziesz, niezależnie od wieku. Czego od nich oczekujesz? Jakie są Twoje potrzeby, w tym wieku? Zastanów się… Jasne, że z czasem przechodzimy ze wsparcia zewnętrznego na wewnętrzne ale zawsze korzystanie (nie nadużywanie!) z tego, co oferuje Ci świat społeczny jest w porządku. Buduje międzyludzka wymianę. I po to jesteśmy, po to są więzi, kontakty, po to jest bliskość. No i jeszcze instytucje.

Można popatrzyć na Dzień Dziecka – jako rodzic-  przez pryzmat swojego rodzicielstwa. Dotrzeć do wdzięczności, że masz dziecko/dzieci, przypomnieć sobie o ważnych doświadczeniach związanych z tą osobą. Uświadomić sobie odpowiedzialność, która na rodzicu właśnie spoczywa. Odpowiedzialność za wszelkie aspekty rozwoju dziecka, nie tylko pielęgnację, opiekę i pomoc w nauce ale i kształtowanie charakteru – uczenie radzenia sobie w życiu, z niepowodzeniami, trudnościami, kierowanie się WARTOŚCIAMI, nawiązywanie i utrzymywanie kontaktu, wyrażanie siebie i znajomość siebie.
Można skupić się jedynie na zakupie prezentu i zadbanie o sprawienie przyjemności – to też ważne. Jak dla mnie z prezentem musi iść też przekaz – KOCHAM CIĘ, JESTEŚ DLA MNIE WAŻNY/WAŻNA .
Uważam, że każde dziecko potrzebuje dwóch wymiarów opieki – okazywania miłości i stawiania granic. Symbolicznie – wyciągasz w stronę dziecka obie ręce: lewą (od serca) w geście  otwartej dłoni „Kocham Cię” i prawej (od rozumu) – „To Ci wolno, tego Ci nie wolno”. Dziecko rozwija się, gdy ma  poczucie, że jest kochane i jednocześnie w rodzicu ma oparcie właśnie przez wyraźne granice – wtedy może czuć się bezpieczne. A przecież mamy dwie ręce…

Emocje to świat dziecka, a radość, ekscytacja i poczucie przyjemności  to ta przyjemniejsza strona przeżyć. Także w nas jest takie Wewnętrzne Dziecko. I o niego też dobrze się jest zatroszczyć. Zapytać samego siebie: Co potrzebuję? Co sprawiłoby mi przyjemność? Jeśli o Nim zapomnimy,  Ono – jeśli jest ciche i nauczyło się nie być wymagające – usunie się w cień i będzie cierpieć (a my oczywiście z Nim) albo będzie dopominać się uwagi – czasem tak, jak to robią „niegrzeczne” dzieci. „Niegrzeczne” – w moim rozumieniu (dlatego w cudzysłowie) –zwracające na siebie uwagę właśnie z powodu braku WŁAŚCIWEJ  uwagi.
Z różnych okazji składamy sobie życzenia. Jakie złożyłbyś swojemu Wewnętrznemu Dziecku (tak, jakby w Tobie mieszkało Twoje dodatkowe dziecko, o które dobrze jest dbać – co byś mu powiedział?).
Zadowolony,  szczęśliwy Rodzic (który dba o swoje Wewnętrzne Dziecko) taki świat pokaże i przekaże swojemu Dziecku. No i oczywiście z czasem, gdy Dziecko stanie się Dorosłe będzie umiało dbać o swoje Wewnętrzne Dziecko i przez pokolenia popłynie przekaz: Ja jestem OK, Ty jesteś OK. Brzmi wręcz trywialnie, ale jak się zastanowić, to podstawa Dobrego Życia w każdym jego wymiarze.

Przy tym temacie chcę jeszcze nawiązać do kogoś, kto był blisko dziecka. Kogoś, kto był  lekarzem, pedagogiem, działaczem społecznym, publicystą,  pisarzem (m.in.„Król Maciuś Pierwszy”). Kogoś, kto swoim czynem okazał  Miłość do Dzieci – Janusza Korczaka.
Tak więc na zakończenie kilka cytatów tego Wielkiego, Mądrego Człowieka:
O roli opiekuna: „Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie – naucz. Jeśli nie wie – wytłumacz. Jeśli nie może – pomóż.”
w zakresie samodzielności: „Jeśli umiecie Januszu Korczaku diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższa jest radość z pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania i władania.”
Z zakresie destrukcyjnych zakazów: „Nie biegaj, bo wpadniesz pod konie. Nie biegaj, bo się spocisz. Nie biegaj, bo się zabłocisz. Nie biegaj, bo mnie głowa boli. (…) I cała potworna maszyna pracuje długie lata, by kruszyć wolę, miąć energię, spalać siłę dziecka na swąd.”
– I wreszcie – o poradnikach dla rodziców: „Książka z jej gotowymi formułami przytępiła wzrok i rozleniwiła myśl. Żyjąc cudzym doświadczeniem, badaniem, poglądem, tak dalece zatracono ufność w siebie, że nie chcą sami patrzeć. (…) Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania.”

Do następnego razu. Marta W.
————————————————————————————————————————————————————————————–

to wizualny odbiór, a to jeszcze pachnie 🙂

„Rób co chcesz (…) tylko nie pal”

Dzisiejszy felieton związany jest ze zbliżającym się Światowym Dniem Bez Papierosa (31 maja). Moją oczywistą intencją jest zwrócenie uwagi na szkodliwość palenia. A zrobię to przez bilans zysków i strat. I osobisty akcent.
Sama kiedyś byłam osobą palącą, więc wiem o czym piszę. Gdzie początek – pewnie jak u większości: poczucie wstępu do świata dorosłych, wyjście na zakazany teren, a przez to – oczywiście – bardziej atrakcyjny. Potem kilka okazji – koncerty, towarzyskie spotkania, z czasem  coraz więcej. W papierosie znalazłam sojusznika w radzeniu sobie z emocjami. I tak to już byliśmy razem. Pewnie schemat brzmi znajomo. Zyski: trudni znaleźć, tak z pozycji dorosłego, ale w świecie nastolatka to było coś: łamanie zakazu, pokazywanie się jako osoba niezależna, magia dymu i rozmów w dymie…
Koszty:  bez liku, nie tylko niepalący ale i każdy palacz wymieni je w ilościach hurtowych. Przeliczanie pieniędzy na rzeczy, które można by kupić zamiast, pokaz wpływu na organizm, graficzne prezentacje na paczkach papierosów pokazujące zaawansowane chorobowo konsekwencje palenia….  Czy to pomaga? Niech każdy odpowie sobie sam.

Wiem, że są różne motywy nie sięgania po papierosy i różne motywy rozstawania się z nimi. I KAŻDY JEST DOBRY. Każda osoba, która pokonała każde uzależnienie jest dla mnie bohaterem. Moja droga do rozstawania się z papierosem biegła przez proces rozwoju osobistego. Kiedyś usłyszałam takie pytanie: „Co zadymiasz?” – zaskoczyłam się, zostałam z tym pytaniem, jako ważnym sygnałem uświadamiającym.
Z czasem, gdy zaczynasz naprawdę dbać o siebie, szanować się i WZRASTAĆ papieros wadzi. Gdy odkryjesz inne sposoby prezentacji siebie przed innymi, radzenia sobie z trudnymi emocjami, spędzania czasu itp. papieros straci przypisaną mu wartość.

To, co jest zyskiem po rozstaniu się z nikotyną to branie wdechu ze świeżym powietrzem pełnymi płucami (a oddychanie to Twoja wymiana ze światem, ciągła). To smakowanie potraw a nawet zwykłego chleba z masłem (i odrobiną soli). To wyczuwanie woni – nie tylko perfum ale i zapachu skoszonej trawy, kwitnących bzów, powietrza po ulewie, zapachu świeżego chleba…
To poczucie niezależności i kontaktu ze sobą i światem. Kontaktu bez protezy. I to takiej protezy, która zaczyna kontrolować Ciebie i Twoje życie.

Do następnego razu. Marta W.

Tytuł zaczerpnęłam z piosenki Maryli Rodowicz „Tylko nie pal” –przy okazji: zachęcam do posłuchania.

_______________________________________________________________________

Kura z wolnego wybiegu. O wolności i konieczności


Dzień dobry. Tym razem na fotografii właśnie tytułowa kura. Ciekawa jestem, jakie uczucia, jakie myśli Ci towarzyszą, gdy patrzysz na to zdjęcie.
Zastałam ją śpiąca pod moim ogrodowym krzakiem (dla jasności – kura nie jest moja, jest sąsiadowa) i pomyślałam właśnie o wolności. Dla porównania mam od razu przed oczami obraz z hodowli drobiu w wielkich farmach, gdzie kura ma tyle miejsca, byle się zmieściła, dziób zaś wysunięty przez kratę, by mogła dziobać płynący taśmą pokarm. A potem tylko śmierć (no chyba, że jest nioską, to może ma ciut lepiej). Ale to już temat biegnący innym torem…
„Moja” kura jest wolna – idzie gdzie chce, je to, co znajdzie – a i gospodarz dba o pożywienie dla niej. Z ta wolnością jest też tak, że na tę kurę czekają „wolnościowe” niebezpieczeństwa – ot choćby lisy.

Jak to przełożyć na ludzi? Są tacy, którzy tej wolności się boją – boją się wyrazić swoje zdanie, wypowiedzieć się przy innych, szczególnie wtedy, gdy jest ono odmienne od pozostałych (większości lub  lidera grupy). Wybierają podporządkowanie się, dostosowanie. Z jakiego powodu może to być trudne? Niskie poczucie własnej wartości, obawa przed odrzuceniem (które się właśnie z tym niższym poczuciem wiąże). W ten sposób tworzą postawę  konformizmu. Przypomina mi się baśń „Nowe szaty króla” Hansa Christiana Andersena: próżność króla wykorzystują dwaj tkacze-oszuści i pozorując pracę udają że widzą niezwykły materiał i niezwykły krój. Najpierw wysłani dworzanie, potem sam król i kolejno poddani nie chcąc dać się ośmieszyć (że nic nie widzą tak naprawdę) udają, że dostrzegają te cudowne szaty. Nikt się nie przyznaje, że to wszystko to fikcja. Dopiero niewinne dziecko wypowiada na paradzie znamienne słowa „Król jest nagi”.

Moje pytanie w tym obszarze – jak Ty wykorzystujesz swoją WOLNOŚĆ (prawo do wypowiedzi, własnego zdania), czy masz odwagę na taką wolność?  

Drugi biegun – niektórzy myślą, że wolność to jest zupełny brak ograniczeń, robienie tego, na co się ma ochotę . To nie jest WOLNOŚĆ, a przynajmniej nie jest to dojrzała wolność. Jeśli ktoś poddaje się wewnętrznym impulsom, to nie jest wolność, jeśli ktoś nie licząc się z konsekwencjami czyni krzywdę sobie lub innym – to nie jest wolność . Według doktryny chrześcijańskiej „Wolność jest zakorzenioną w rozumie i woli możliwością działania lub niedziałania, czynienia tego lub czegoś innego, a wiec podejmowania przez siebie dobrowolnych działań.” Rozum i wola – razem, w parze.

Włączę tu kontekst konieczności – odnosząc się do kury. Otóż – ją też czeka śmierć, może na rosół, może – jako nioska pożyje dłużej. Na wsi nie ma sentymentu – zwierzę ma być użyteczne.  Ludzką koniecznością jest także to, że jesteśmy śmiertelnikami. Ale konieczność to także konsekwencja wyboru wolności lub jej nie wybrania. Zawsze ponosimy konsekwencje każdego wyboru.

W czasie zdalnego nauczania – masz wolność – możesz włączyć skype na lekcji, wyłączyć mikrofon i robić, co Ci się podoba. Nawet wyjść i udawać, że uczestniczyć. Możesz nie zgłaszać się na lekcje, bo argument, ze nie miałeś dostępu do sieci czy urządzenia teraz przejdzie. To Twoja wolność. Tylko – na czym ona jest oparta? Na jakich WARTOŚCIACH. Czy jesteś wolny, czy zniewolony swoim lenistwem, brakiem odpowiedzialności, chodzeniem na łatwiznę?
Parafrazując Cypriana Kamila Norwida: Gdyby niewolnikom dać skrzydła, to zamiataliby nimi ulice. Masz wolną wolę. To ważny składnik życia. Możesz latać, rozwijać się, wzrastać lub „zamiatać ulice”. Życzę Ci pięknych lotów, z perspektywy których widać dużo więcej. I można nabrać dystansu, także i do siebie samego.

Do następnego razu. Marta W
                                                                                   

„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – Alexis de Tocqueville”.
_________________________________________________________

 

tym razem w Bolestraszycach koło Przemyśla

Sztuka w prostocie

Dzień dobry. Dzisiejszy felieton wynikł z mojego zafascynowania rzeźbą, którą dodaję na sąsiadującej u góry fotografii (znów Święty Franciszek). Cztery elementy połączone ze sobą – ot i tyle. Albo aż tyle. Sztuka, która przemawia prostotą. Nie ma w niej wysokopodniebnej egzaltacji artystycznej, jak się to mówi „przerostu formy nad treścią”. A jednocześnie zostawia miejsce dla wyobraźni…

 Dzieci potrafią zrobić coś z niczego – konia z kija, zupę z piasku z wodą, berło z tłuczka do ziemniaków. A te z Bullerbyn nawet latać na miotle (- „Ale miotła nie umie latać! – Tak, ale miotła o tym nie wie.”). Z czasem dziecko dorasta i w miejsce wyobraźni pojawiają się gotowe produkty, najlepiej markowe. Sklepy uginają się od nadmiaru zabawek (nawet w czasie pandemii w którymś to kraju postulowano, by sklepy zabawkami były cały czas otwarte, bo przecież dzieci się nudzą…) Gotowe i na wyciągnięcie ręki, ot nasza cywilizacja. A gdzie miejsce na kreatywność, wyobraźnie, twórczość? Sama przyznaję, że gdy wpadłam na pomysł pisania do Was jako formy kontaktu w czasie pandemii najpierw przyszło mi na myśl, że poszukam coś „mądrego” w Internecie i będę wysyłać linki albo cytaty. No i z tego zrezygnowałam, na rzecz własnej inwencji, koncentrując się na temacie, który trafi do mojej głowy lub serca. Uważam za bardzo ważne to, by KAŻDY MÓWIŁ SWOIM GŁOSEM. By każdy dotarł do tego osobistego kawałka SZTUKI, jaką jest jego  niepowtarzalność. Nie musi być ładnie – ma to być Twoje.

A gdy już o wyrażaniu się: jako ludzie mamy zdolność posługiwania się językiem mówionym. Służyć miał komunikacji międzyludzkiej, sygnalizowaniu ważnych informacji. Gdzie jesteśmy obecnie – w tzw. szumie informacyjnym. A z niego trudno wyłonić sedno, rozeznać się i jeszcze odszukać swoją osobistą reakcję na to co słyszysz, czytasz. Minimum słów, maksimum treści.  Przychodzi mi na myśl związek frazeologiczny – WYPOWIEDŹ LAKONICZNA (wypowiedź krótka, zwięzła, streszczająca cały tekst w kilku zrozumiałych zdaniach) . A skąd się wzięła w języku stosowanym? Otóż Filip II Macedoński zbliżając się ze swoim wojskiem do bram Lakonii  groził mieszkańcom: „Jeśli was pokonam, wasze domy spłoną, wasze miasta staną w płomieniach a wasze żony zostaną wdowami.” I usłyszał odpowiedź „Jeśli” – krótką, zwięzłą i treściwą.        \

Dalej w krainie języka – zangielszczanie wyrazów, co ma nadać słowu czy wypowiedzi „charakter” Bo nie ma już prześladowania, osaczenia tylko stalking, nie ma zastraszania, tyranizowania, znęcania ale jest bullying, w miejsce nauczyciela, korepetytora jest tutor i tak dalej ( a im dalej w świat korporacyjny, tym więcej).

I na koniec prostota w wydaniu księdza Jana Twardowskiego. Taka prostota, która jest blisko PRAWDZIWEGO ŻYCIA, nie oddala nas od tego, co ważne. Prostota, która trafia prosto do serca…To on napisał znane większości słowa, które pojawiają się na nekrologach „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” .
Świat nas kusi – dobrostanem, nowościami, produktami, bez których „żyć wręcz nie można”, zmieniającymi się modelami  spodni, samochodów, mebli… Oby w tym biegu nie odbiec za bardzo od siebie samego… Bo sztuką jest BYĆ SOBĄ,  bez całego bagażu rzeczy (nie)zbędnych. A to dla niektórych wcale nie jest takie proste….

Do następnego razu. Marta W.

 

 Przytoczę jeszcze wiersz księdza J. Twardowskiego „ Rachunek dla dorosłego”

Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną

ty stary koniu
_______________________________________________________________________

Św. Franciszek w Kalwarii Pacławskiej

Królestwo zwierząt

Na początek coś z definicji: Królestwo zwierząt –  „ wielokomórkowe organizmy cudzożywne o komórkach eukariotycznych, bez ściany komórkowej, w większości zdolne do aktywnego poruszania się. Są najbardziej zróżnicowanym gatunkowo królestwem organizmów. Największą grupę zwierząt stanowią bezkręgowce, a wśród nich owady. Drugą, obok bezkręgowców, grupą zwierząt są kręgowce. Wśród nich tradycyjnie wyróżnia się rybypłazygadyptaki i ssaki, do których należy również człowiek”.

A więc dzisiejszy temat dotyczy  królestwa, w którym żyjemy. Najbliżej w nim nam (pod względem zoologii) do ssaków.
Jak widzisz w nim swoje miejsce? Jaki jest twój stosunek do innych istot z naszego Królestwa?
Tu można uwzględniać kilka obszarów:
1. Zwierzęta domowe. Jak traktujesz (jeśli masz) swojego psa, kota, chomika itp.? Czego się od niego uczysz? Jaka zachodzi między Wami wymiana? Tu przypomina mi się cytat z „Małego księcia” Antoina De Saint Exupery :  „ Ludzie zapomnieli o tej prawdzie – rzekł lis
– lecz Tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś”. I z tą głęboką prawdą tu Cie zostawię na własne przemyślenia…

2.Zwierzęta hodowlane, czyli te, które są poświęcane dla człowieka. Przyznaję, że czuję głęboki smutek, gdy patrzę na lady sklepowe uginające się pod ciężarem mięsa. Szanuję tych, którzy mają dietę mięsną, bardziej moją uwagę przyciąga ilość oraz cena („ćwiartka” kurczaka – niecałe 4 złote)  – tak niska cena za ŻYCIE… Co z produktem, które się nie sprzeda? Kosz i śmietnik? Zachęcam Cię, byś zwrócił  swoją uwagę na to, jak żyją i jak są uśmiercane zwierzęta hodowlane, uważam, że każdy konsument powinien mieć świadomość co je. Nasuwa mi się obraz hodowli wiejskiej, z mojego dzieciństwa i obecnych, sąsiedzkich. Tu także hoduje się i  zabija koguty, świnie, kozy a następnie spożywa ich mięso. Zwierzęta traktowane są z SZACUNKIEM I TAK TEŻ SĄ ZABIJANE. Ich ofiara wykorzystana jest w całości. Zabijanie zwierząt a raczej dopuszczenie tego do społecznej świadomości budzi kontrowersje – jak choćby obywatelski projekt nowelizacji „Prawa łowieckiego”, który zezwala niepełnoletnim na udział w polowaniach za zgodą rodziców lub opiekunów prawnych.  W kulturze Słowian każdy chłopiec (w wieku około 7 lat) przechodził spod opieki matki pod opiekę ojca, odbywały się rytualne postrzyżyny (obcięcie włosów) i od tego czasu brał udział w męskich zajęciach, w tym oczywiście w polowaniach.  Dzieci na co dzień widziały śmierć zwierząt, które potem stanowiły ich pokarm. To nie jest przyjemny obraz – sama pamiętam zakrwawiony pieniek do ścinania głowy kogutom i bezgłowy kadłub ptaka w miednicy…. Ale to wszystko stanowiło CAŁOŚĆ – życie i śmierć. W moim przekonaniu – pomaga SZANOWAĆ zwierzęta.
3. Gdy już o śmierci. W świecie zwierząt nie ma litości – rządzi naturalne prawo: drapieżnik atakuje ofiarę, słabsze osobniki giną. Przyznaję, że trudno mi było zaakceptować śmierć jaskółki schwytanej na moich oczach przez pustułkę (wiesz, co to za ptak? ). Tym bardziej, że wcześniej podziwiałam tę pustułkę oglądając ją przez lornetkę… Agonię przerażonej myszy, którą bawi się jeszcze przed jej śmiercią kot. Takie jest prawo przyrody. Prawo które mam okazję poznawać na co dzień…
Zwierzęta także przeżywają żałobę, jest to cierpienie – instynktowne, pierwotne. Miałam okazję dowiedzieć się o tym, gdy dzięcioł stracił swoją partnerkę (nie wiedział o tym ale ja wiedziałam, bo znalazłam jej ciało) i przez około miesiąc nadawał dziobem dla niej sygnał  w blachę na dachu budynku. Czemu nie w drzewo? Bo dźwięk był dużo głośniejszy. Po prostu na nią czekał i ją przywoływał.

 

Moją intencją dzisiejszego felietonu było zwrócić Twoją świadomość na Twoją postawę wobec zwierząt, przybliżyć ich świat jako istot ŻYJĄCYCH I CZUJĄCYCH. Postawę bliską Św. Franciszkowi z Asyżu…

Do następnego razu. Marta W.

PS. Kilka poniższych informacji w tematyce śmierci i żałoby zwierząt uzyskałam na stronie WWF (organizacja ekologiczna):

Najbardziej widowiskowy obrządek żałoby obserwuje się u kruków. Ptaki te odbywają nad ciałem spektakularny rodzaj tańca, wydając jednocześnie charakterystyczny odgłos. W ten sposób informują pozostałych o tym, że jeden z osobników jest martwy.
Słonie również są niezwykle emocjonalne. Zbliżającą się śmierć jednego z członków wyczuwają na długo przed ostatecznością. Gdy śmierć jest już blisko, całe stado otacza umierającego i towarzyszy konającemu do samego końca. Podobnie jest u żyraf. Szczególnie bolesne jest dla nich odchodzenie młodych – opłakuje nie tylko matka – w czuwaniu, jako gest solidarności,  uczestniczą wszystkie samice. Przeżywanie śmierci dzieci jest wyjątkowo trudne także dla małp.  Zdarza się, że zarówno goryle jak i szympansie matki noszą przy sobie ciała swych utraconych pociech nawet przez… kilka miesięcy. Zresztą u tego drugiego gatunku obserwuje się równie wzruszające zachowania także w przypadku, gdy odchodzi matka. Szympansie dzieci z rozpaczy po jej stracie potrafią się wręcz zagłodzić.
Depresja po śmierci bliskich występuje też u ptaków, np. szarych gęsi. Niektóre osobniki znoszą samotność tak źle, że po miesiącu same umierają.
Zwierzęta również odwiedzają groby swoich bliskich (np. wilki).
_______________________________________________________________________

Jeśli przyglądniesz się wnikliwie, to zauważysz, że po  dawnej linii elektroenergetycznej (po prawej) zostały  słupy … Jasne, że dobrze, że zmienili, ale co z pozostałością na polu mojego dalszego sąsiada ?

JAK KORZYSTAMY Z RZECZY

Dzisiejszy temat związany jest z  podejściem człowieka do rzeczy materialnych. Najpierw tak najogólniej. Gdyby zestawić potrzeby jakiejkolwiek istoty żywej na tym świecie z tym, co potrzebuje człowiek- DYSPROPORCJA – to byłoby zbyt słabe słowo. Zwierzęta pozostawiają po sobie nory, dziuple, gniazda, które są potem wykorzystywane przez inne gatunki. Gdy drapieżnik upoluje zwierzynę – zjada ją w całości (ZABIJA, bo jest GŁODNY a nie, że ma OCHOTĘ), resztki zostają spożytkowane przez padlinożerców.

A jak to jest u nas, ludzi? Co zostaje po przedstawicielach naszego gatunku? Pomyśl, proszę przez chwilę ile ludzkich wytworów cywilizacyjnych zostawiamy – począwszy od wspaniałych zabytków a skończywszy na woreczku foliowym. A ten „woreczek foliowy” tworzy  gigantyczne „wysypisko” na Oceanie Spokojnym, zwane Wielką Pacyficzną Plamą Śmieci, ważącą więcej niż 43 tysiące dużych samochodów osobowych. I zajmuje powierzchnię pięciokrotnie większą niż Polska. A to zaledwie część problemu odpadów w morzach i oceanach naszej planety.

Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa wynika, że każdego roku marnuje się jedną trzecią wyprodukowanej globalnie żywności czyli 1,3 mld ton jedzenia. Na świecie głoduje miliard osób, podczas gdy aż 40 proc. Amerykanów wyrzuca zakupione towary, marnując przy tym rocznie kwotę stanowiącą równowartość 7 tys. złotych na osobę. W Europie rocznie marnuje się 89 mln ton żywności (średnio 179 kg na osobę), z czego w Polsce aż 9 mln ton (52 kg na osobę).

Dlaczego? Powód jest prosty – DOBROBYT. I drugi – brak szacunku. Żyjemy w kraju, o którym Cyprian Kamil Norwid, pisał: „ (…)gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba”, gdzie właśnie chleb przed pokrojeniem znaczyło się znakiem krzyża… Jak Ty traktujesz jedzenie – czy z SZACUNKIEM DLA  POKARMU? Szczególnie, jeśli jest ono pochodzenia zwierzęcego, a to znaczy, że istota żywa została poświęcona, byś Ty mógł żyć.

Jak jest z pozostałymi rzeczami, których tak „potrzebujemy” – różne sprzęty, samochody, ubrania, gadżety…..

Uważam, że zawsze warto sobie zadać pytanie – CZY TEGO POTRZEBUJĘ?  I tu jest sedno problemu – OKREŚLENIE POTRZEBY. To przy nabywaniu. A przy pozbywaniu się – drugie pytanie – DO CZEGO MOGĘ TĘ RZECZ WYKORZYSTAĆ lub: KOMU MOŻE SIĘ ONA PRZYDAĆ?

Dziś zachęcam Cię do uważności w traktowaniu rzeczy materialnych, w zwróceniu uwagi na Twój udział w zaśmiecaniu świata. Do budowania postawy odpowiedzialności za swoje „podwórko” w tym obszarze. Może niewielkie ale jednak znaczące. To tak, jak z akcja „Góra Grosza” – jeden grosz niczego niby nie zmienia ale taki jeden grosz uczynił kwotę 37 922 319,26 zł! (dane zbiórki do ubiegłego roku).

Do następnego razu. Marta W

Tym razem: Przesąd udowodniony naukowo

Dziś 15 maj, imieniny Zofii oraz  23 innych. Ale mnie dziś interesuje właśnie Zofia. A jeszcze bardziej „Zimna Zośka” –  termin związany z agrokulturą. Związany jest z oczekiwanymi przez rolników, sadowników, działkowców i sympatyków ogrodów kwiatowych i warzywnych przymrozkami lub – co najmniej – załamania pogody. Nowoczesny świat często lekceważy mądrości ludowe uważając je za przesądy. A od wielu, wielu lat nasi przodkowie wiedzieli i przekazywali następnym pokoleniom to, co było ważne dla przetrwania. I co nie było poparte ekspertyzami, wiedzą teoretyczną, wykorzystaniem sztucznej inteligencji… lecz wiedzą praktyczną, opartą na doświadczeniu i obserwacji. KONTAKTEM Z NATURĄ.

Tak więc – wracając do Zimnej Zośki – wydawać by się mogło, że zasady, by np. nie sadzić ogórków, cukini, siać fasolki przed Zimną Zośką są przesądami. Przecież kwiecień był taki słoneczny i ciepły a o maj zaczął się przyjemnie. A jednak… Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadziło analizę temperatury w latach 1881-1980. Okazało się, że 95 razy (na 100) zaobserwowano istotne ochłodzenia w okresie od 1 do 25 maja. Na podstawie tych danych ustalono, że najwyższe prawdopodobieństwo ochłodzenia występuje między 10 a 17 maja.

Aktualnie Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia przed przymrozkami w województwach: dolnośląskim, śląskim, małopolskim, podlaskim i warmińsko-mazurskim. „ Na północy kraju i terenach podgórskich może nawet spaść śnieg. Noce między 12. a 15. będą bardzo chłodne, nad ranem temperatura będzie w granicach od -1 do 4 stopni Celsjusza, a przy gruncie w wielu miejscach spadnie do -3 stopni C”. W Jodłowej ten czas jest łaskawy, jednak sama świadomość, że jest Zimna Zośka a koło niej jeszcze Trzej Zimni Ogrodnicy (tak, bo Zośka ma do współpracy Pankracego, Bonifacego i Serwacego) budziła we mnie troskę i napięcie.

Mądrość ludowa zawarta jest i zawsze była w słowie mówionym – w powiedzeniach, przysłowiach, opowieściach. Tak kiedyś przekazywano TRADYCJĘ a wraz z nią to, co najcenniejsze – MĄDROŚĆ ŻYCIOWĄ.  W czasach, gdy słowo miało moc (tu mała dygresja: kiedyś  termin „Słowo honoru”, który i dziś jest używany, miał znaczenie tak, jak obecnie wielostronicowe umowy – wystarczyło, że ktoś, a raczej KTOŚ takie słowo dał).

Lubiłam pytać o różne rzeczy mojego dziadka Antoniego Chmielowskiego, który pogodę przewidywał na podstawie chmur. Do dziś pamiętam, że słowiki milkną na Świętego Wita, bo Bóg pytał tego świętego, co tam się dzieje w zbożu, a konkretnie w życie  ale nie mógł usłyszeć odpowiedzi bo ptaszyska głośno śpiewały. Więc je uciszył, by się dowiedzieć, jak się rozwija zboże… Dziś też wiem,  że słowiki przylatują w kwietniu i samce mają zadanie przywabić samiczkę swym śpiewem a potem, pochłonięte obowiązkami ojcowskimi na śpiewanie nie mają już czasu… I to jest właśnie czas na Św. Wita, 15 czerwca.

Cenię to, co starsi ludzie mają do powiedzenia, wiem, że w wielu przekazach zawarta jest mądrość. Mądrość dająca grunt w tak zmiennych i dynamicznych czasach, w których przyszło nam żyć.

Zimna Zośka – łaskawa tego roku.

Do następnego razu. Marta W

„PRZYSŁOWIA SĄ MĄDROŚCIĄ NARODU”

 

Afirmacja w miejsce przesądu

Dzień dobry.

 Dziś 13 maja, dzień uważany za „pechowy”. A już piątek, trzynastego…

Ale po kolei – skąd pechowość trzynastki: 12 to cyfra święta, kompletna. Jest dwanaście miesięcy, dwanaście znaków zodiaku, doba składa się z 24 godziny – dwóch dwunastek. Starożytni Egipcjanie wierzyli, że życie człowieka dzieli się na dwanaście etapów, trzynastym jest śmierć. Liczba dwanaście symbolizuje ład i harmonię świata. Dodanie do niej jedynki powoduje zaburzenie tej harmonii, chaos, zamęt i zniszczenie. W tarocie trzynastą kartą Arkanów Wielkich jest Śmierć.

W naszym kręgu kulturowym pechowości 13 można dopatrzyć się w Ostatniej Wieczerzy, gdy do stołu usiadło 13 ludzi – Jezus i jego 12 (znów ta dwunastka) apostołów. Trzynastym zaproszonym był Judasz. Wierzono, że pechowe jest zasiadanie do posiłku w 13 osób, przewidywano, że jeden z biesiadników umrze w ciągu roku (i to ta, która pierwsza odejdzie od stołu lub usiądzie przy nim jako ostatnia).

A teraz ten „piątek, trzynastego”. Pierwsze skojarzenie z obszarem religijnym to piątek, 13 maja 1981r. gdy Ali Agca dokonał zamachu (na szczęście nieudanego) na papieża Jana Pawła II.

A skąd rodowód pechowości piątku, trzynastego? 13 października (w piątek) 1307 r. na rozkaz Filipa IV Pięknego aresztowani zostali wszyscy templariusze we Francji. Zadłużony król Francji pozazdrościł majątku templariuszom i nakazał swojemu kanclerzowi, Wilhelmowi de Nogaret, aresztowanie członków zakonu, zarzucając im herezję, świętokradztwo, czary, rozpustę i spiskowanie z Saracenami. Templariuszy kazał spalić na stosie, a ich majątek sobie przywłaszczył. Według legendy, Ostatni Wielki Mistrz Zakonu, Jacques de Molay, zanim spłonął na stosie rzucił klątwę na króla, jego kanclerza i papieża. Żaden z nich nie przeżył roku…

Lęk przed piątkiem, trzynastego zyskał nawet miano jednostki chorobowej  – Paraskewidekatriafobia =  rzadka fobia, czyli paniczna reakcja na piątek trzynastego.

To tyle, co do dzisiejszej trzynastki majowej. Inne przesądy – przebiegnięcie drogi przez czarnego kota, przejście pod drabiną, stłuczenie lustra, odpukiwanie w niemalowane drewno, wstawanie z łóżka lewą nogą… Są też i z branży szkolnej – tu nadmienię choćby o czerwonym elemencie garderoby na studniówce.

A jak jest u Ciebie jeśli chodzi o przesądność ? Czy mają wpływ na Twoje życie? Jeśli tak, to jaki?

A teraz AFIRMACJE. Przekonania wzmacniające, które proponuję w miejsce powyższych. I nie tylko w ich, bo głównie w miejsce takiej narracji rzeczywistości, która Ci nie służy.

Słowo afirmacja pochodzi od łacińskiego affirmare, co oznacza zrównoważony, wzmocniony. Afirmacje to pozytywne stwierdzenia, które rzeczywiście nas wzmacniają – nasze postanowienia, naszego ducha, nasze zamiary, marzenia i plany, a nawet nasze fizyczne ciało.
To, jak i co myślimy o sobie, innych, świecie wpływa na nasze życie i nasze postępowanie. Nasz umysł nie przetwarza faktów, tylko to, co myślimy o faktach. Prawa półkula mózgu nie ma zdolności do odróżniania wyobrażeń (przekonań) od obiektywnej rzeczywistości. Stąd ważne jest, by nasze myślenie oprzeć na faktach (w razie wątpliwości zapytać samego siebie: Czy to jest FAKT? I poszukać RACJONALNYCH, OBIEKTYWNYCH argumentów).

Tak więc, skoro nasze myśli są takie ważne, to po co się nimi straszyć („Ojej, czarny kot przebiegł mi drogę”), niepokoić („Jutro piątek, trzynastego, coś złego może mi się stać”), złościć („Kto na mojej drodze postawił tę drabinę”) itp. Czy nie lepiej wykorzystać nasz wręcz nieograniczony potencjał myślowy dla swojego dobra, pomyślności i spokoju?

Być może będziesz potrzebował przeprowadzić długie przeprogramowanie myślowe, bo  jedna afirmacja nie zmieni struktury mózgowej, by wytworzyć nowe połączenia i zmienić „drogę neuronową” tak, by Twoje myślenie pracowało na Twoją korzyść.
Co ważnego przy afirmacjach:

  1. Są budowane bez NIE, są twierdzące (zamiast „Nie chcę trafić do tej grupy”- „Moja nowa grupa jest mi przyjazna”).
  2. W powyższym przykładzie podałam drugi warunek tworzenia afirmacji – czas teraźniejszy.
  3. Afirmacje mogą dotyczyć tylko Cienie – nie masz prawa zmieniać innych osób, ich wyborów, decyzji.
  4. Dobra afirmacja to krótka afirmacja.
  5. Stosujemy ją długoterminowo, niektórzy mówią o co najmniej 3 tygodniach.

Zachęcam Cię do zapoznania się z książkami Luise Hay, która – jak dla mnie – jest mistrzynią w tym obszarze. Kilka z nich chcę Ci przekazać:

„Mam poczucie godności własnej i jestem bezpieczny”

„Moje ciało jest dobrym przyjacielem, o którego troszczę się z miłością”

„Mam wszystko, czego teraz potrzebuję”

„Moje myśli wspierają moje poczucie bezpieczeństwa”

„Wszystkie moje doświadczenia są częścią bogactwa i pełni mojego życia”.

Moją intencją dzisiejszego felietonu było zachęcenie Cię do wglądu w sposób, w jaki myślisz. A tylko to, co uświadomione możemy zmienić.

W moim osobistym poczuciu to bardzo istotny teren, gdzie zasiane ziarna (myśli) dają owoce, którymi karmisz się potem w swoim życiu. Jeśli zaglądasz do swego mentalnego ogrodu masz szansę prowadzić go w sposób, by się z nim i w nim dobrze czuć. W dbałości o swoją kondycję psychiczną i fizyczną, relacje z innymi i światem.  

 

 

 

„Uważaj na swoje myśli, staja się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem.”  Lao Tze

Do następnego razu. Marta W.
_______________________________________________________________________

Dlaczego takie zdjęcie w tematyce czasu? Wyjaśnienie: Jest ono wykonane 24 listopada 2019r. – a więc jak na nagietki, to późno, a nawet ZA PÓŹNO

 

Dwa miesiące odkąd ostatni raz byliśmy w szkole – kilka słów o czasie

Od 12 marca nie funkcjonujemy jak dotychczas: w szkole, w kontakcie bezpośrednim, za to z wieloma innymi zmianami, z którymi wszyscy się mierzymy. Dwa miesiące.

Szerzej: CZAS. Czas, w którym przebiega nasza egzystencja, a te dwa miesiące to odcinek czasu, który spędzamy teraz w domach.

Co ważnego się dla Ciebie w tym CZASIE dzieje? Nowa sytuacja mierzy nas wszystkich z różnymi emocjami, wpływa na poglądy, budzi refleksje.

Co się w Tobie zmieniło? Co się w Tobie ugruntowało? Co nowego ten czas Ci przyniósł dobrego? Jakie wyzwania przed Tobą postawił?

Jaka nazwę nadałbyś temu odcinkowi Twojego życia?

Może  poganiasz czas, bo Ci się nudzi i chcesz, by już był weekend, wakacje, ukończenie szkoły a w aktualnej sytuacji – by już było po restrykcjach, ograniczeniach. Jeśli zachowasz w sobie taką tendencję to będziesz się spieszył … ku śmierci. Tak, ostatecznie w tę stronę wszyscy dążymy. Pamiętaj, że każda chwila powoduje przesunięcie na Twojej Linii Życia  do przodu, ku mecie… Pytanie więc nasuwa się samo: Po co? I jeszcze do tego myślowe przesunięcia „Byle do piątku”, „żeby już było po (tym czy tamtym)”, „W następnym tygodniu będzie…(i już tam spędzasz czas, w tym następnym tygodniu)”.

Są też tacy, którzy rozpamiętują przeszły czas, trudno im pogodzić się ze stratą czegoś, kogoś, rozpamiętują zakończone już sceny w Teatrze Życia, notorycznie wracają do wspomnień, i tam rozbijają namiot mentalny, zapominając o tym, co TERAZ w ich życiu następuje.

Są też tacy, którzy żyją życiem równoległym – myślę tu o osobach oglądających seriale, w których śledzą losy innych, patrząc jak tamci jedzą, rozmawiają, wsiadają do samochodu, robią zakupy a nawet … jak oglądają telewizję 🙂 

Dziś chcę zachęcić Cię do refleksji na temat Twojej odpowiedzialności za czas, który dostałeś. A nikt nie wie ile go dostał… Od Ciebie zależy, jak go spożytkujesz i na co go przeznaczysz.

Na koniec pomyślałam jeszcze o powszechnie stosowanym zwrocie „Nie mam czasu” – jakże to kłamliwe! Każdy ma czas, istota sprawy polega na tym, na co go chce lub nie chce przeznaczyć. Tekst „Nie mam czasu Ci teraz pomóc/porozmawiać z Tobą/wysprzątać/poczytać książkę/…. – to miejsce dla Twojej opcji/ – jest wymówką w miejsce prawdy, która brzmi:  „Tak naprawdę DECYDUJĘ nie przeznaczać na To swojego czasu” – niektórzy mogą mieć jeszcze swoje osobiste uzasadnienie. Zastanów się, gdy w swoich ustach (lub kogoś) usłyszysz „Nie mam czasu”, co pod tym jest nieco głębiej.

 

Marta W.

PS. Spotkałam się z takim powiedzeniem „Zła wiadomość jest taka, że czas leci. Dobra wiadomość jest taka, że to Ty jesteś pilotem”. Dobrego i udanego lotu!

SAMODYSCYPLINA

Witaj w kolejnym dniu zdalnego życia.

Każdy z naszej społeczności Liceum (i nie tylko my) jest w specyficznej sytuacji, w której nie musi wychodzić z domu o określonej porze, by dotrzeć do szkoły, ubrać się i zjeść odpowiednio wcześniej. Dyscyplinowaniu w szkole sprzyjał: plan zajęć, dzwonki, sroga mina nauczyciela i inne. Po południu niektórzy mieliście pewnie zaplanowane swoje aktywności związane z pracą domową- szkolną, treningi, wyjścia towarzyskie, zajęcia w szkole muzycznej i inne.

Zewnętrzny świat budował nam konstrukcję, w której mieliśmy się odnaleźć i w jej ramach funkcjonować. Jeśli się komuś nie chciało – świat zewnętrzny pomagał: a to upomnienie wychowawcy, a to ocena niedostateczna,  to wezwanie rodzica do szkoły czy rozmowa z nim… Poza szkołą podobnie. Twoja dyscyplina mogła oprzeć się o tę konstrukcję, może nawet próbowałeś tę konstrukcję nagiąć…

Teraz sytuacja wymaga od Ciebie więcej SAMODYSCYPLINY. „Lekcje” są po prostu inne, zakres materiału jest ten sam. Jeśli pozwolisz sobie na nierzetelną pracę, jak się to mówi w żargonie: będziesz „ściągał” – masz ku temu idealne warunki.

Jest to jednak taka sytuacja, gdzie powinieneś zadać sobie podstawowe pytanie – DLA KOGO JA TO ROBIĘ? Odpowiedź powinna brzmieć – DLA SIEBIE. Słyszałam, że w szkołach zachodnich uczniowie byli zdziwieni, że jest coś takiego jak odpisywanie, oszukiwanie na testach, bo przecież – w ich rozumieniu – testy i inne formy sprawdzianu wiadomości miały właśnie im dać informację o tym, jak sobie radzą. Ocena była tylko etykietą ich umiejętności i wiadomości…

To też element samodyscypliny – pilnujesz siebie, by być uczciwy.

Obecna sytuacja wymaga budowania swojej własnej konstrukcji – nie ma wychowania fizycznego, treningu, wyjścia na basen – sam masz zadbać o ćwiczenia i aktywność fizyczną, zmobilizować się wewnętrznie, by wyrwać się do działania (bez ram zewnętrznych). Inne aktywności podobnie. Ciekawe jakie masz obserwacje siebie w tym obszarze?

By wszystkiego nie rozmazać w jedna wielką plamę warto zadbać o drobne (i większe) rytuały, ot choćby strojem zaznaczać, że jesteś na lekcji a nie w domowych pieleszach. Zadbać o fryzurę, choć nikt poza Tobą (lub mało kto) będzie tego odbiorcą.

Warto ułożyć i utrzymywać w swoim rozkładzie dnia stałe pory różnych aktywności jak i same aktywności.

Znaleźć w sobie Dorosłego, który rozleniwione Dziecko Wewnętrzne zmobilizuje do działania, znaleźć w sobie Rodzica Normatywnego, który pokaże Ci co jest ważne, dlaczego tak trzeba i jak dobry rodzic poprowadzi ku temu co Ci służy.

Do następnego razu. Marta W.

„Jeśli nie umiesz się skupić i skoncentrować to pozostaje ci praca dla kogoś innego kto cie do tego zmusi z mocy swojego stanowiska”. Brian Tracy
_______________________________________________________________________

Brak dostępu do sieci

w dzisiejszym świecie

(na podstawie moich wczorajszych doświadczeń)

DZIEŃ DOBRY! 


 Wczoraj nie posłałam Wam kolejnego tekstu, nie z własnej winy. Odpowiedzialność za to ponosi awaria sieci, przez którą łączę się z Wami i w wielu innych sprawach ze światem. Niemożność włączenia Internetu czy wykonania połączenia telefonicznego pokazała mi jak bardzo jesteśmy zależni od systemu teleinformatycznego.

Wyobraź sobie – a może co niektórzy z Was mieli tak, jak ja – że przez kilka godzin jesteś odcięty od sieci, szczególnie teraz, gdy wszystko prawie jest zdalne. Nie przekażesz pocztą pantoflową „Przekaż X,  że chce jej przekazać to i to…”, nie dotrzesz do materiału dydaktycznego i lekcji, nie sprawdzisz czy ktoś chce Ci coś przekazać. Każdy z Was ma taki obszar, który jest dla Ciebie ważny i jednocześnie uzależniony od działania sieci takiego czy innego operatora…

Jeśli do tego dołączysz operacje finansowe wykonywane przelewami online, wykonywanie pracy zdalnej przez telefon (lekarze, właściciele firm, wiele różnych innych zawodów zawieszonych obecnie na liniach)…..

A wszystko zmierza w kierunku coraz większego wpływu elektroniki, teleinformatyki na nasze życie. Warto być tego świadomym i dostrzegać zagrożenia płynące z nowoczesności. Wspomnę choćby o nowej technologii mobilnej piątej generacji, zwanej 5G, która budzi kontrowersje.

Jeśli do tego dołożyć zagrożenie ataku crackerów zaczyna być jeszcze groźniej. Bo ludzie ci to informatycy z dużymi umiejętnościami informatycznymi i/lub elektronicznymi. Tak więc taki specjalista może stanąć po jasnej lub ciemnej stronie mocy, zależy od jego systemu wartości. „Cracker” to właściwa nazwa dla używanej potocznie i BŁĘDNIE nazwy „hacker” – określanie cyberprzestępców tym mianem jest nadużyciem. Subkultura hackerska oparta jest na wartości WOLNOŚCI w trzech wymiarach:
wolność tworzenia
wolność w dostępie do wiedzy
wolność form dzielenia się wiedzą

Media powszechnie używają określenia „HACKER” wobec osób łamiących zabezpieczenia systemów komputerowych, co w słownictwie informatycznym określa się mianem „crackingu”, a osoby łamiące te zabezpieczenia mianem „crackerów”. Określanie crackerów mianem hakerów jest bardzo źle widziane w środowisku, gdyż etyka hakerska sprzeciwia się cyberprzestępczości.

Dzisiejszy wpis jest skierowany do Ciebie po to, byś korzystając ze swojego telefonu miał świadomość, że jest to urządzenie, które niesie oczywiście wiele udogodnień, wiele dobrego ale wiąże się też z ryzykiem bycia bezradnym, gdy system lub ktoś wyłączy nam dostęp a przez to  możliwość zwykłego funkcjonowania.

Dbajmy o pozatelefonowy świat !

Do następnego razu. Marta W

 

W zacisznym gabinecie pedagoga szkolnego


W obliczu nauczania zdalnego powstała myśl, by stworzyć kącik pedagoga. Przecież każdy z nas potrzebuje wsparcia, rozmowy, obecności drugiego człowieka.

 

 

 

Marta Wardęga

pedagog szkolny w LO Pilzno