PODRÓŻE ZADYMIONE – PAPIEROSY

Tym razem o papierosach. Na początek krótki filmik (4,5 minuty) z kanału Youtube:  

HISTORIA
         Historia palenia datowana jest na 5000 lat p.n.e. i wzięła swoje początki od rytuałów plemion pierwotnych. Palenie związane było z religijnymi ceremoniami m.in. składaniem ofiar bóstwom, kontaktem ze światem duchów, zmianą stanu umysłów szamanów lub w celu osiągnięcia duchowego oczyszczenia.
        Tytoń i sposób jego palenia trafił do Europy z Ameryki, gdzie zawijany był w liście różnych roślin. Dopóki nie wynaleziono maszyny do automatycznej produkcji papierosów (pod koniec XIX w.), palenie fajki czy cygar było raczej rozrywką elitarną. Na upowszechnienie palenia miały wpływ dwie wojny światowe. Uznano wówczas, że tytoń należy się żołnierzom tak samo jak racje żywnościowe. Początkowo palili przede wszystkim mężczyźni. Kobieta paląca uchodziła za niemoralną i upadłą, bo jako pierwsze po papierosy sięgnęły prostytutki. Nieliczne zakazy obowiązujące na przełomie XIX i XX w. kobiet dotyczyły w sposób podwójny. Zakazywano na przykład palenia w ich towarzystwie.  W latach 30. pojawiły się pierwsze reklamy kierowane do kobiet. Papieros miał się stać elementem piękna i dobrego stylu, ale też niezależności i emancypacji. Popularności palenia sprzyjało  kino – na ekranie zaciągały się największe gwiazdy. Lata 50. to apogeum popularności papierosów. Palili wszyscy i wszędzie: w samolotach, lokalach, studiach telewizyjnych. Papierosy reklamował nawet św. Mikołaj.  Po 1980 r. rozpoczęła się era ludzi niepalących. Najpierw w Stanach Zjednoczonych, a potem w innych krajach zaczęła gwałtownie rosnąć liczba miejsc, w których palenie jest zakazane: linie lotnicze i wszystkie inne środki komunikacji publicznej, placówki medyczne, szkoły, urzędy. Od 1997r, wprowadzano zakaz palenia w obiektach użyteczności publicznej. Na początku XXI w. zakazy te dotknęły kawiarni i restauracji. Polska wprowadziła restrykcyjne przepisy w 2010 r. Od tego momentu nie wolno palić nie tylko w kawiarniach i restauracjach, ale także na przystankach. 
        Zajadła kampania antynikotynowa sprawia, że wokół papierosów wytworzyła się aura zakazanego owocu. Papierosy, być może właśnie na przekór,  znów stają się w niektórych środowiskach modne, nabrały posmaku buntu, dekadenckiego uroku. Wypędzeni z przestrzeni publicznych palacze znów tworzą specyficzną wspólnotę, połączeni poczuciem, że są dyskryminowaną mniejszością (czy to nie obrazek zza naszej szkolnej hali sportowej?).

FAKTY
 – Dym papierosowy to ponad 4 000 substancji, z których ok. 250 jest szkodliwych, a 40 wywołuje nowotworowy.
– W 2019r. w Polsce paliło 21% ludności – 24% mężczyzn i 19% kobiet.
– Palacze tracą średnio:230 zł miesięcznie na tytoń.
– Uzależnienie od nikotyny i wieloletnie palenie tytoniu może powodować choroby ze strony układu oddechowego, krwionośnego i pokarmowego.
– Rak płuca występuje niemal wyłącznie u palaczy i osób narażonych na bierne palenie. Ryzyko zachorowania na raka płuca zależy przede wszystkim od długości trwania nałogu oraz liczby wypalanych papierosów. Palenie 1-4 papierosów dziennie zwiększa ryzyko raka płuca u mężczyzn 3-krotnie, a u kobiet 5-krotnie

SZKOLDLIWOŚĆ
          W XX wieku było już jasne, że palenie tytoniu niesie za sobą poważne konsekwencje zdrowotne, dlatego usiłowano przeciwdziałać jego negatywnym skutkom. Jedną z ważniejszych prób zmierzających do ograniczenia negatywnego wpływu na zdrowie było rozpoczęcie sprzedaży papierosów z filtrem, które miało miejsce w 1940 roku w Stanach Zjednoczonych. W USA już w 1965 r. ustanowiono prawo nakładające obowiązek umieszczania ostrzeżeń na paczkach papierosów. W 1967 r. w Wielkiej Brytanii wszedł w życie przepis zabraniający reklamowania papierosów w telewizji. Wydarzeniem przełomowym była śmierć Marlboro Mana, który zmarł na raka płuc. Jego żona pozwała firmę Philip Morris, twierdząc, że mąż zmarł z powodu papierosów, bo pozując do reklamy, musiał wypalać nawet pięć paczek dziennie. W 2013 roku Parlament Europejski przegłosował zakaz sprzedaży papierosów mentolowych na terenie krajów Unii Europejskiej. Ustanowione wówczas przepisy zaczęły obowiązywać od 20 maja 2020r.

JAK SIĘ POŻEGNAĆ?

        Patrząc okiem psychologicznym można powiedzieć, że paląc coś zadymiasz, zasłaniasz. Nie chcesz czegoś zobaczyć wyraźnie. Jest to sfera nieuświadomiona. Stąd, gdy dbasz o swój rozwój osobisty, poszerzasz samoświadomość – docierasz do takiego sposobu zaspokajania prawdziwych potrzeb w sposób, który Ci służy. By brać ze świata z wdechem, to co najlepsze i wypuszczać w świat, to co nie szkodzi innym (myślę tu oczywiście o tzw. paleniu biernym). Zadymianie i zatruwanie sobie i innych przestaje być „potrzebne”.
         W rozstaniu z paleniem największe znaczenie ma motywacja do zerwania z nałogiem. Każdy znajdzie swoją osobistą. Nie zawsze udaje się rzucić nałóg za pierwszym razem. Wielu palaczom udawało się to dopiero za 6 – 7 razem. Jest to okres poznawania samego siebie, trzeba wykazać się dużym spokojem. Czasami rzuceniu palenia towarzyszy wzrost wagi ciała o parę kilogramów. Nie jest to nic groźnego dla organizmu, a przybrania na wadze można uniknąć stosując dietę i dbając o ruch. Najczęstszą przyczyną przyrostu masy ciała jest to, że wraca smak i węch, a w związku z tym apetyt i przyjemność z jedzenia. Często też pojawia się chęć zastąpienia papierosa np. cukierkami, co może prowadzić do przytycia. Rzucając palenie pamiętajmy, że najważniejsza jest nasza motywacja i wytrwałość.

Korzystałam ze stron:

https://www.gov.pl/attachment/be3051c1-efd9-4efa-b242-beba3775af6a
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1613921,1,spor-o-papierosy-trwa-od-lat.read
http://www.urazowka.piekary.pl/palenie.pdf
https://www.nfz-katowice.pl/index.php/o-nas/aktualnosci-oddzialu/item/124143-sroda-z-profilaktyka-profilaktyka-uzaleznien-papierosy
https://www.zwrotnikraka.pl/palenie-tytoniu-najgrozniejszy-czynnik-rakotworczy/

—————————————————————————————————————————————————————————————–

PODRÓŻE ZAMROCZONE – ALKOHOL

Zacznę od krótkiego filmiku (4,5 minuty) z kanału Youtube: 

Dziś kolejna używka, która kusi niektórych „zbawiennym wpływem”.  Alkohol jest prawdopodobnie najstarszą i najbardziej popularną substancją chemiczną zażywaną przez ludzi w celu odurzenia. Nie chodzi mi o to, by pokazać, jaki to on jest zły, uważam, że w świecie dorosłych ze zbudowanym mocnym JA, opartym o umiejętności psychospołeczne, samoświadomość i dojrzałość – alkohol ma swoje miejsce. Jeśli sięga po niego młody człowiek, z budującym się dopiero „wewnętrznym domem” (czyli JA) może go użyć zastępczo jako materiału, który w konsekwencji uczyni ten „dom” nietrwałym, chwiejnym i chorym.

 Alkohol jest jedną z substancji o potencjale uzależniającym najczęściej stosowanym przez nastolatków. W 2018 roku uczniowie najczęściej sięgali po piwo w drugiej kolejności – po wódkę, wino i inne mocne alkohole. Co do negatywnych skutków to pewnie słyszałeś/aś o nich nie raz. Nadmienię więc tylko bez rozpisywania się, że wpływa przede wszystkim na układ nerwowy, pokarmowy, oddechowy, krążenia, trawienny oraz wywołuje zaburzenia psychiczne. Badania sondażowe przeprowadzone wśród młodzieży wykazują, że spożywanie alkoholu wiąże się także z podejmowaniem ryzykownych zachowań seksualnych.

CZYNNIKI RYZYKA
Czynnik związany z wiekiem  – Używanie alkoholu i narkotyków, zanim mózg jest w pełni rozwinięty, dramatycznie zwiększa ryzyko przyszłego uzależnienia od alkoholu. Młodzi ludzie, którzy zaczynają pić alkohol przed ukończeniem 15 roku życia są 5 razy bardziej narażeni na nadużywanie lub uzależnienie od osób, które zaczęły używać alkoholu w wieku 21 lat lub później.
Drugie wymieniane czynniki ryzyka to czynniki biologiczne. Naukowcy zauważyli, że osoby, które w wieku 3 lat określano jako impulsywne, niespokojne, mające problem ze skupieniem uwagi, w wieku 21 lat były dwukrotnie częściej diagnozowane jako uzależnione od alkoholu niż ci, których w podobnym okresie dzieciństwa nazywano „dobrze przystosowanymi”.
Liczne badania naukowe pokazały, że czynniki dziedziczne wpływają na rozwój choroby alkoholowej. Wskazują one, że w przypadku dzieci osób uzależnionych, ryzyko rozwoju uzależnienia jest około pięciokrotnie większe niż w populacji ogólnej. Czynniki psychospołeczne – Brak wsparcia oraz kontroli ze strony rodziców, a także uboga komunikacja w rodzinie są istotnie związane z problematyka alkoholu. Również surowa, niekonsekwentnie stosowana dyscyplina oraz wroga lub odrzucająca postawa wobec dzieci są tu istotne.  Dzieci mające lepsze stosunki ze swoimi rodzicami później rozpoczynają inicjację alkoholową od tych narzekających na relacje z najbliższymi.

Mając świadomość  ryzyka, można podejmować działania, które to ryzyko zmniejszy.

UZALEŻNIENIE
Nadużywanie alkoholu, będące przedpolem do alkoholizmu, prawie zawsze uważane jest za „konsumpcję normalną”. Do tego dochodzi jeszcze błędne mniemanie, że tzw. pijący towarzysko, którzy upijają się wyłącznie w towarzystwie innych, nie są właściwie alkoholowo zagrożeni.
Uzależnienie od alkoholu jest zaburzeniem psychicznym, którego podstawowym objawem jest koncentracja na spożywaniu tej używki i ciągła lub wciąż nawracająca potrzeba picia.
Zgodnie z obowiązującymi w Polsce kryteriami ICD-10 uzależnienie rozpoznaje się wtedy, gdy spełnione są co najmniej 3 spośród następujących kryteriów:

  • silne pragnienie lub poczucie przymusu zażywania substancji
  • trudności w kontrolowaniu zachowania związanego z jej przyjmowaniem
  • fizjologiczne objawy stanu odstawienia charakterystyczne dla danej substancji (zespół abstynencyjny) i/lub przyjmowanie tej samej lub podobnej substancji w celu złagodzenia lub uniknięcia objawów abstynencyjnych
  • stwierdzenie objawów tolerancji (aby osiągnąć efekt upojenia, osoba uzależniona potrzebuje coraz większej ilości alkoholu, a ilość alkoholu niebezpieczna dla zdrowia osób bez problemu alkoholowego może być stosunkowo dobrze tolerowana)
  • zaniedbywanie innych źródeł przyjemności lub zainteresowań, zwiększenie ilości czasu koniecznego do zdobycia substancji, jej przyjmowania lub do usuwania skutków jej działania
  • spożywanie alkoholu mimo wyraźnych dowodów szkodliwych następstw.

MITY
MIT I: „Wszyscy piją”

W ostatnich latach można zaobserwować wzrost osób deklarujących abstynencję. Z danych WHO wynika, że ponad połowa światowej populacji (57%, czyli 3,1 mld osób) w wieku 15+ nie piło alkoholu w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a 44,5 proc. (prawie 2,5 mld osób) – nie piło alkoholu nigdy. w życiu.

MIT II : Tylko „wódka” jest prawdziwym alkoholem

Piwo i wino powszechnie uważane są za tzw. alkohole słabe, stwarzające mniejsze zagrożenie dla osoby pijącej. Należy jednak pamiętać, ze każdy napój alkoholowy zawiera tę samą substancję – alkohol etylowy, a jedynie w różnym stężeniu. Niemniej oddziałuje on w ten sam sposób na organizm człowieka.

MIT III: Alkohol poprawia nastrój i może być „sposobem” na kłopoty

Pierwsze wrażenia po spożyciu alkoholu mogą być rzeczywiście bardzo pozytywne. Alkohol daje poczucie bycia atrakcyjnym i „rozwiązuje język”. Jest to jednak wyłącznie pozorna poprawa samopoczucia, chwilowe odprężenie, jakiego doznają niektóre osoby po wypiciu alkoholu, odrywa je na bardzo krótko od problemów życiowych. Problemy pozostają nadal nierozwiązane, nawarstwiają się i często jeszcze bardziej komplikują. Po wytrzeźwieniu powraca się do nich z jeszcze większym napięciem i niepokojem. Kolejne sięgnięcie po alkohol w celu zredukowania tego niepokoju grozi wystąpieniem mechanizmu „błędnego koła”, prowadzącego często do uzależnienia.

MIT IV: Alkohol rozgrzewa organizm

Efekt „rozgrzania” jest tylko chwilowy – wypicie alkoholu powoduje na krótki czas poczucie ciepła poprzez napłynięcie do rozszerzonych naczyń skórnych ciepłej krwi „ze środka” organizmu. Rozszerzone naczynia krwionośne przyspieszą wymianę ciepła z otoczeniem i tym samym jego utratę. Ochłodzona krew wraca z powrotem „do środka”, do narządów wewnętrznych, zaburzając ich funkcjonowanie. Stąd częste przeziębienia (niejednokrotnie zapalenia oskrzeli czy płuc) u osób, które po wypiciu alkoholu starały się gwałtownie ochłodzić na świeżym powietrzu.

MIT V: „Mocna głowa” chroni przed alkoholizmem

Posiadanie „mocnej głowy”, a więc możliwości wypicia dużej ilości alkoholu bez widocznych skutków zewnętrznych, może jedynie skrócić czas wchodzenia w ostrzegawczą fazę choroby alkoholowej. Oznacza to, że u osób z „mocną głową” choroba alkoholowa rozwija się szybciej. Brak zewnętrznych objawów upicia się może dawać złudne poczucie pewności, że „alkoholizm mnie nie dotyczy”. Na pewnym etapie następuje, najczęściej gwałtowne, przejście do fazy chronicznej choroby alkoholowej, która charakteryzuje się gwałtownym spadkiem tolerancji na alkohol.

To tylko namiastka wiedzy, zainteresowani mogą skorzystać ze stron internetowych, które podaję poniżej lub znaleźć inne.

Mity na temat alkoholu


http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/1042-psychologiczna-problematyka-uzaleznien-od-alkoholu-i-narkotykow
https://zywienie.abczdrowie.pl/alkohole
https://morawica.com.pl/alkohol/wplyw-alkoholu-na-organizm
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/51-alkohol-i-nauka/252-picie-alkoholu-przez-mlodziez-czynniki-ryzyka-i-konsekwencje.html/
https://www.mp.pl/pacjent/psychiatria/uzaleznienia/81263,uzaleznienie-od-alkoholu

———————————————————————————————————–

CYKL – NIEBEZPIECZNE PODRÓŻE: NARKOTYKI

Na rozgrzewkę znów proponuję krótki filmik  z kanału Youtube (też około 5 minut):

Narkotyki to substancje psychoaktywne, które działają na mózg człowieka – silnie go pobudzają, otępiają, uspokajają, wywołują omamy. Mimo zwyczajowego podziału narkotyków na miękkie i twarde, nie można powiedzieć, że tylko twarde narkotyki są niebezpieczne a narkotyki miękkie nie mają większego wpływu na organizm. Z badań wynika, że najczęściej używanymi  przez młodzież narkotykami   są kolejno: marihuana, haszysz i amfetamina. Napiszę o nich, gdyż prawdopodobieństwo, że się z nimi zetkniesz jest największe.

  1. Garść informacji o popularnych narkotykach

Marihuana i haszysz wytwarzane są z konopi indyjskich, tj. roślin,  których główną substancją aktywną jest tetrahydrokanabinol (THC). Marihuana występuje w postaci suszu i jest mieszanką suchych liści i kwiatostanów żeńskich. Haszysz jest żywicą z kwiatostanów żeńskich zmieszanych z kwitnącymi szczytami i pędami roślin żeńskich.

 Marihuana i haszysz, stosowane w małych dawkach, wywołują uczucie euforii, odprężenia i lekkiego podniecenia. Skutkiem ich jednorazowego użycia może być jednak również spadek koncentracji uwagi, pogorszenie sprawności psychofizycznej oraz zmniejszenie samokontroli i zahamowań. Użycie konopi indyjskich, szczególnie w dużych dawkach, połączonych np. z alkoholem, może powodować doświadczenie silnego lęku lub wywołać objawy psychotyczne, np. omamy. Przewlekłe, wieloletnie używanie marihuany i haszyszu może skutkować uzależnieniem, którego znaną formą jest tzw. zespół amotywacyjny objawiający się m.in. apatią, spadkiem zainteresowań i ogólnej aktywności, niechęcią do podejmowania działania, trudnościami z koncentracją uwagi i problemami z przyswajaniem nowych informacji.

Amfetamina to narkotyk syntetyczny o działaniu pobudzającym ośrodkowy układ nerwowy Zwykle występuje w formie białego proszku, ale również może być dostępna w tabletkach, kapsułkach lub pod postacią proszku. Skutki jednorazowego przyjęcia amfetaminy to m.in. uczucie zniesienia zmęczenia, euforia, zwiększenie inicjatywy, napędu, nasilenie pragnień seksualnych, zmniejszenie łaknienia i potrzeby snu, a także subiektywne poczucie wydolności fizycznej i psychicznej. Użycie amfetaminy może nasilać zachowania agresywne. Do skutków zdrowotnych wynikających z regularnego używania amfetaminy należą problemy sercowo-naczyniowe, oddechowe, neurologiczne i psychiatryczne.

  1. Fakty i mity
    „Biorę tylko dla przyjemności, nie uzależnię się”.
    NIEPRAWDA. Żaden z narkomanów nie zaczął brać, bo chciał się celowo i z premedytacją uzależnić. W mózgu osoby biorącej narkotyki po pewnym czasie następuje pewien ,,przeskok” (wzrasta tolerancja, organizm zaczyna się uodparniać), po którym nie da już się wrócić do poprzedniego stanu.                                                                                                                                           „To, czy To, czy uzależnię się od narkotyków, zależy wyłącznie od mojej woli”.
    NIEPRAWDA.Istotą uzależnienia jest właśnie brak tzw. silnej woli, to przymus i trudność w kontrolowaniu.Wszyscy, którzy złapali się w pułapkę tego stwierdzenia mają dzisiaj ogromne problemy z narkotykami.
     „Zawsze wiadomo, co zawiera narkotyk”.
      NIEPRAWDA. Nigdy nie ma pewności, jakie substancje wchodzą w skład narkotyku. Ten towar nie ma znaku jakości, a           rozprowadzane narkotyki zwykle zawierają zanieczyszczenia. Domieszki są bardziej lub mniej toksyczne.

        „Łączenie narkotyku z alkoholem jest niebezpieczne”.

       PRAWDA. Tego typu kombinacje wzmacniają toksyczne działanie używanych narkotyków. Nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć w            wyniku takiego połączenia (wylew, zapaść czy chwilowa utrata przytomności).

          „Wszyscy młodzi ludzie biorą narkotyki”.

   NIEPRAWDA. Jak wynika z ogólnopolskich badań, większość młodzieży nigdy nie brała narkotyków.

          „Marihuana, to niegroźne ,,zioło””.

   NIEPRAWDA. Marihuana uzależnia psychicznie. Może powodować niepokój, rozkojarzenie, pogorszenie koncentracji, pamięci i       

          obniżenie sprawności intelektualnej, a także zobojętnienie i zniechęcenie do codziennych zajęć (syndrom motywacyjny).                 „Amfetamina poprawia zdolność umysłu”.

    NIEPRAWDA. Amfetamina nie utrwala posiadanej wiedzy, ani nie przyśpiesza przyswajania nowej. Pozwala w prawdzie na aktywność  przez całą dobę, jednak kosztem wyczerpania organizmu i depresji, kiedy narkotyk przestaje działać. Ponadto silnie uzależnia.

         „Wszystkie narkotyki uzależniają psychicznie, a tylko niektóre psychicznie i fizycznie”.
PRAWDA. Opiaty i barbiturany powodują uzależnienie psychiczne połączone z fizycznym. Pozostałe narkotyki uzależniają psychicznie.

       „Morfina stosowana w medycynie nie powoduje uzależnienia”.

NIEPRAWDA. Morfina jako alkaloid opium powoduje uzależnienie fizyczne i psychiczne już po 14 dniach regularnego dożylnego zażywania.

       „Heroina to najbardziej niebezpieczny narkotyk”.

PRAWDA. Heroina z uwagi na ogromną siłę działania oraz powodowanie w szybkim czasie degradacji narządów wewnętrznych oraz ze względu na szybkie uzależnienie, rzeczywiście uważana jest za najbardziej niebezpieczny dla życia narkotyk. Może uzależnić już po pierwszym razie.

  1. Podsumowanie
    Jestem przekonana, że znalezienie informacji na temat narkotyków w dzisiejszym świecie jest bardzo łatwe. Nie mam potrzeby się o tym rozpisywać, powielać treści. Chciałam jedynie zasygnalizować, że coś takiego jak substancja psychoaktywna może pojawić się dla Ciebie jako pokusa. Tym bardziej, gdy nie dbasz o siebie, swój rozwój, swoje umiejętności społeczne – tu może służyć jako „proteza” – a przecież każdy ma w sobie potencjał do radzenia sobie w zdrowy i bezpieczny sposób, bez niezdrowego wspomagania. Warto, byś był świadomy, że nasz organizm posiada swoje własne i zdrowe substancje – endorfiny zwane  hormonem szczęścia.To właśnie dzięki nim możemy odczuwać przyjemność, a nawet euforię, redukują poziomu stresu oraz znoszą bodźce bólowe By je mieć w dostatecznej ilości wystarczy dbać o odpowiednią dietę i dołączyć aktywność fizyczną czyli wysiłek. Do tego jeszcze relaks i śmiech i gotowe. I do takiego zdrowego sposobu osiągania dobrego samopoczucia Cię zachęcam.

Przy opracowaniu materiału korzystałam z następujących źródeł:

https://bezpiecznaszkola.men.gov.pl/tematy/przeciwdzialamy-uzaleznieniom/materialy-4/
https://portal.abczdrowie.pl/klasyfikacja-narkotykow
https://www.kbpn.gov.pl/portal?id=15&res_id=4559611
http://www.torun.kujawsko-pomorska.policja.gov.pl/kb3/prewencja/warto-wiedziec/prawdy-i-mity
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/1042-psychologiczna-problematyka-uzaleznien-od-alkoholu-i-narkotykow

DO NASTĘPNEGO RAZU. MARTA W
—————————————————————————————————————–

 

 

CYKL – NIEBEZPIECZNE PODRÓŻE: DOPALACZE

W tym wpisie znajdziecie tematykę profilaktyczną dotyczącą dopalaczy. Może w naszym środowisku nie są popularne (największe w Polsce „ośrodki” to Łódź i Katowice) ale uważam, że warto o nich znać prawdę. Przy kontaktach poprzez komunikatory internetowe odległości nie mają takiego znaczenia jak kiedyś, nie zabezpieczają. Może się zdarzyć, że i Ty staniesz przed propozycją „Hej, chcesz spróbować czegoś co Cię wprowadzi w niesamowity świat możliwości?”

 Na rozgrzewkę proponuję krótki filmik (trwa niecałe 5 minut) z kanału Youtube:

I zachęcam do przeczytania tego krótkiego tekstu:

  1. CO TO SĄ DOPALACZE

Dopalacze to potoczna nazwa substancji psychoaktywnych, które nie znajdują się na liście środków kontrolowanych przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Zawierają w swoim składzie różnorodne substancje takie jak mefedron, kannabinoidy, katynony  i syntetyczne opioidy. Łączy je więc jedna wspólna cecha: zawierają substancje psychoaktywne działające na układ nerwowy człowieka w podobny sposób do dotychczas znanych narkotyków. Jeśli jakiś składnik dopalaczy trafi na listę zakazanych, w jego miejsce pojawiają się nowe. Są nieprzebadane, niewiadomego pochodzenia i niebezpieczne dla naszego zdrowia.

2. PODZIAŁ

  • środki pochodzenia głownie syntetycznego, które zawierają mieszanki różnych substancji o działaniu psychoaktywnym (stymulantów, opioidów, dysocjantów, empatogenów, halucynogenów itp.). Najczęściej występują w postaci proszku lub tabletek
  • środki pochodzenia głównie roślinnego, zawierają m.in. syntetyczne kannabioidy, zwykle w postaci kadzidełek lub suszu do palenia
  • środki syntetyczne zawierające jedną, konkretną substancję, która nie znajduje się na liście substancji zakazanych.

Można je też podzielić na trzy typy: o działaniu pobudzającym,  o działaniu halucynogennym oraz  o działaniu reklamowanym jako zbliżony do marihuany.

  1. DZIAŁANIE

W zależności od tego jakie substancje wchodzą w skład dopalaczy ich działanie na organizm jest zróżnicowane. Działają na ośrodkowy układ nerwowy i układ oddechowy. Powodują spłycenie oddechu, zaburzenia rytmu serca i zwężenie źrenic. Syntetyczne opioidy bardzo łatwo przedawkować ponieważ różnica między dawką „bezpieczną” a toksyczną jest niezwykle mała. Osoba, która je zażyje może stać się pobudzona psychoruchowo, przestaje odczuwać głód i pragnienie, staje się agresywna. Przyjmowanie dopalaczy na bazie syntetycznych kannabinomimetyków może zaostrzać objawy psychotyczne, a nawet indukować ukryte choroby psychiczne. Mogą wywoływać psychozy. Zmysły osoby, która zażyła te substancje zaczynają być zniekształcone. Pojawiają się u niej złudzenia wzrokowe i słuchowe – falowanie obrazu, poczucie ożywienia przedmiotów, „słyszenie” kolorów. Zmysły robią się wyostrzone, pojawiają się wizje, a czas zdaje się zwalniać. Osoba zażywająca te substancje może odczuwać silne emocje – nie tylko euforię i błogość, ale również paniczny strach czy rozpacz.

Wywołują one pozornie pozytywne odczucia: zwiększają wydajność pracy, zmniejszają zmęczenie, powodują poprawę nastroju, euforię, ułatwiają komunikację interpersonalną, ale powodują też utratę apetytu i bezsenność.

Zażycie dopalaczy, nawet jednorazowe może zakończyć się poważnym uszczerbkiem na zdrowiu, a nierzadko też śmiercią. O ile lekarze są w stanie przewidzieć co stanie się z człowiekiem, który zażywa amfetaminę, kokainę czy nawet pali marihuanę, o tyle w przypadku dopalaczy reakcja na substancje aktywne jest nie do przewidzenia.

Często spożywa się je wraz z alkoholem, lekami czy innymi narkotykami, co znacznie zwiększa ryzyko poważnych interakcji i zatrucia organizmu. Dopalacze są szczególnie niebezpieczne dla osób, które cierpią na schorzenia przewlekłe – np. alergików, cukrzyków, dla osób z osłabionym układem odpornościowym i dla tych wszystkich, którzy znajdują się jeszcze w okresie rozwojowym, a więc dla dzieci i młodzieży.

  1. STATYSTYKA

Z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że w 2018 roku z powodu zatrucia dopalaczami zmarło 162 osoby, W tym samym roku zanotowano również aż 4260 przypadków interwencji medycznych związanych z zatruciem substancjami psychoaktywnymi i środkami zastępczymi, w 2019r. – 2200.  Najczęściej interwencji potrzebowały osoby w wieku 16-18 lat.

  1. HISTORIA

W 2005 r. na rynkach europejskich nastąpił rozwój tzw. smart shops, czyli sklepów oferujących substancje psychoaktywne, pozostające poza kontrolą prawną.  Pierwsze doniesienia o pojawieniu się tzw. dopalaczy w Polsce datuje się na rok 2008. Działania mające na celu zlikwidowanie sklepów wprowadzających do obrotu te substancje rozpoczęto dwa lata później. Zamknięto niemal 900 sklepów. Na mocy decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego nakazano wycofać z obrotu na terenie całego kraju wyroby, które mogły mieć bezpośredni wpływ na zdrowie i życie ludzi. Handel dopalaczami przeniósł się przede wszystkim do sieci.

  1. PRAWO

W sierpniu  2018 roku uchwalona została nowelizacja Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii i ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Zgodnie z nowymi przepisami osoby sprzedające dopalacze traktowane są tak samo, jak te sprzedające narkotyki. Grozi za to kara do 12 lat więzienia. Do odpowiedzialności zostaną pociągnięci również posiadacze zabronionych substancji. Tu karą może być z kolei grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie jej do lat 3.

Przy opracowaniu materiału korzystałam z następujących źródeł:

https://portal.abczdrowie.pl/uzaleznienie-od-dopalaczy
https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zdrowie-psychiczne/dopalacze-objawy-zatrucia-i-skutki-uboczne-zazywania-dopalaczy-aa-sW8m-DP25-ZasE.html
https://dopalaczeinfo.pl/
https://www.medonet.pl/narodowy-test-zdrowia-polakow/zyj-zdrowiej,jak-dzialaja-dopalacze–tego-nie-da-sie-przewidziec,artykul,47714294.html
https://www.focus.pl/artykul/dopalacze-jak-narkotyki-w-zycie-wchodzi-nowe-prawo

 

 

 

Na zdjęciu: dworzec kolejowy Sao Bento  w Porto z charakterystycznymi dla Portugalii płytkami ceramicznymi – azulejos

 

PODRÓŻOWANIE

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do następnego razu. Marta W.

———————————–

Podróż kojarzyła się kiedyś z życiowym wręcz przedsięwzięciem. Wyjazd z Europy  do Ameryki Północnej trwał 40-45 dni. Kto jechał? Bogatsi, by spędzić czas w innym miejscu, biedniejsi „za chlebem”. Artyści wyjeżdżali w inne kraje, by szukać inspiracji, chorzy (oczywiście bogaci) po zmianę klimatu. Dziś każdy może wsiąść w samolot i za np. 79 złotych znaleźć się w Portugalii w przeciągu 3, 5 godziny. 

Po co nam podróże? No rzeczywiście po co, skoro globalizacja ujednoliciła krajobraz na polu i krajowym, i międzynarodowym. Galerie handlowe w każdym mieście wyglądają podobnie, Mc Donald usytuował się prawie wszędzie, rozsądniejsze wydaje się napisanie gdzie go nie ma zamiast, gdzie jest: Korea Północna, Islandia, Boliwia, Macedonia, Ghana i  Bermudy.
A jednak podróże są istotne. W każdej zaś istotny jest i cel, i samo podróżowanie.
Cel =coś, co warto zobaczyć. I tu może być różnie. Tu przypomina mi się powiedzenie, które od dzieciństwa kształtowało moje wyobrażenie o tym, co warto najbardziej:  „Zobaczyć Neapol i umrzeć”. Te słowa przez wiele lat świadczyły dla mnie o cudowności tego włoskiego miasta, dokąd nie dowiedziałam się, że powiedzenie to oznacza wcale nie zachwyt ale określeniem ryzyka zakończenia  życia w tym mieście (było to miasto portowe, które przez to stawało się siedliskiem różnych chorób z całego świata i wielu z tego miasta żywymi już nie wyjechało). Mimo tego odkrycia ja tam nadal chcę zobaczyć ten Neapol 🙂
Ciekawe, co dla Ciebie jest takim wymarzonym celem podróży, gdzie chciałbyś/chciałabyś pojechać i dlaczego. No i skąd Twoja inspiracja.
Podróżowanie: od spontanicznego ruszenia przed siebie, jak w starej piosence „Wsiąść do pociągu byle jakiego(…)”,  do zorganizowanego komfortu. Dla mnie zwiedzaniem jest znalezieniem czegoś nieoczywistego, jak np. miejsca w Palermo, w którym w roku 1971r. z rąk mafii  zginął sędzia Pietro Scaglione. To poczucie się w tym miejscu jak w Chorwacji, przy opuszczonej wiosce, zamieszkałej przed wojną w latach 1991-1995 przez Serbów. To zaciekawienie, które każe mi sięgnąć po jakieś źródło i czegoś dowiedzieć się –  jak o Świętym Spirydonie na greckiej wyspie Korfu.
      Podróżowanie niesie ze sobą różne niespodzianki.  Nie wiesz, co wydarzy się w trakcie, musisz odnaleźć się w nowych warunkach. Odkryć – tym razem w sobie – jakąś umiejętność, kreatywność, czasem zmierzyć się ze swoim ograniczeniem, trudnymi emocjami.
Podróżowanie zmienia perspektywę, z innego miejsca możesz inaczej spojrzeć na siebie, otaczającą rzeczywistość. Tu polecam film „Siedem lat w Tybecie”, który pokazuje wewnętrzną przemianę „człowieka Zachodu” po zetknięciu się z kulturą Tybetu i jego przywódcą duchowym  Dalajlamą XIV.
       Podróżowanie w czasie Covid 19 zostało znacznie ograniczone ale nie niemożliwe. Przeważnie kwarantanna zniechęca tych, dla których cel jest pozazarobkowy czy pozazawodowy. Trzeba wypełniać dodatkowe formularze, stosować się do obostrzeń (np. zakazu wyjścia z mieszkania w określonych godzinach) itp. Ale można zobaczyć miejsca, które zazwyczaj toną w tłumie turystów tak, że trudno poczuć ich atmosferę, dostrzec cokolwiek głębiej, wyraźniej, dokładniej.
       Taką największą podróżą jest nasze Życie, od nas dużo zależy jak ta podróż przebiega, gdzie i jak prowadzi. Obecny jej odcinek także zabarwiła sytuacja epidemiczna. Więc może i w sobie dotkniesz takich obszarów, których wcześniej nie byłaś/byłeś świadoma/y, zobaczysz coś głębiej, wyraźniej, dokładniej…. DOBREGO PODRÓŻOWANIA!                                                   

————————————

W listopad wchodzimy ze światem zmarłych. Temat dnia Wszystkich Świętych podejmuję dziś, 12 listopada, w rocznicę urodzin mojej Babci Eleonory, która jest już po Drugiej Stronie.

  1 listopada to w Kościele katolickim  dzień uroczystości ku czci wszystkich chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie. Święto ustanowił papież Grzegorz III w VIII wieku, jednak zwyczaje sięgają daleko przed tę decyzję dostojnika kościelnego. Pierwsze wzmianki o obchodzeniu święta wszystkich zbawionych, przede wszystkim męczenników pochodzą już z IV wieku. Sięgając jeszcze dalej, przed kulturę chrześcijańską odnajdziemy takie zwyczaje u Anglosasów, Franków, Celtów, Germanów a przede wszystkim- to, co dotyczy Polski – u Słowian. Mowa tu o Święcie Dziadów (w etymologii „dziad” to bezimienny przodek). Miało ono miejsce w nocy z 31 października na 1 listopada.  Istotę Święta Przodków stanowiła możliwość łączności ze światem zmarłych, z duchami przodków, które w pewnych szczególnych porach roku tymczasowo wracały do swych dawnych siedzib. Należało w odpowiedni sposób ugościć przybywające dusze, ich przychylność było można zapewnić sobie odpowiednim jadłem i piciem. Ucztowanie odbywać się mogło w domach lub bezpośrednio na grobach zmarłych. Zainteresowanych kulturą dawnych Słowian, naszych przodków, odsyłam na stronę internetową: www.slawoslaw.pl.
     Nadmienię też o Helloween, w formie pop, która dostaje się do nas z kultury amerykańskiej. Maskarada, która obecnie jest skomercjonalizowana także ma swoje korzenie w głębszej tradycji, głównie z Europy Północnej. Głębsza tradycja zakłada coś więcej niż „Cukierek albo psikus” czy ubranie się w strój wampira.
      W tym dniu w 2020r.  roku cmentarze były zamknięte. Zamknięte ale nie na tzw. kłódkę – co umożliwiło pochylenie się nad mogiłami moich przodków i bliskich.  Przodkowie, ród, braterstwo krwi. Jeśli nie podzielisz świata na świat żywych i świat umarłych, to za Tobą stoją Twoi rodzice, za każdym z nich jego rodzice, za nimi ich rodzice …. Jeśli zechcesz spojrzeć w ten sposób masz za sobą cały zastęp bliskich. To może dawać siłę.
       1 Listopad to czas, w którym możesz pomyśleć o zmarłych, odświeżyć wspomnienia z nimi związane, przypomnieć sobie spędzone z nimi chwile i przekazy życiowe, które Ci zostawili. Moja babcia zostawiła mi sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach materialnych. W nich przychodzą oczywiście dręczące myśli związane z brakiem, budzi się niepokój. Babcia Eleonora wydając wtedy mimo wszystko pieniądze na coś poza przysłowiowym chlebem,  miała zwyczaj mówić „A niech się Bida wścieknie”. (bida=bieda). To tylko jeden przykład, by nie mnożyć tego bogactwa, które zawdzięczam przodkom.  
        1 listopada to także czas, by przypomnieć sobie o własnej doczesności, śmiertelności. Tu cytat z  powieści „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya: „ Dlatego nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie”. Myśli o śmierci raczej do najłatwiejszych nie należą, bywają odsuwane, często z przestrachu. A warto postawić koło siebie Śmierć, by zastanowić się JAK CHCESZ PRZEŻYĆ SWOJE ŻYCIE, JAKIMI WARTOŚCIAMI CHCESZ SIĘ KIEROWAĆ, BY U JEGO ZMIERZCHU OGLĄDNĄĆ SIĘ DO TYŁU ZE SPOKOJEM I POCZUCIEM SPEŁNIEMIA. By nie podpisywać się przed odejściem z tego świata pod tekstem  „Człowiek poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości – W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc”. *                     

  DO NASTĘPNEGO RAZU. MARTA W.

* autorem tych słów jest Dalajlama XIV                                                                           _______________________

                            POLSKOŚĆ

  11 listopada 1918 – 11 listopada 2020. 102 lata życia Polski po 123 latach jej nieistnienia na mapach świata. Święto Odzyskania Niepodległości to wyjątkowa okazja, by pomyśleć o poczuciu własnej tożsamości narodowej, zastanowić się CO TO DLA CIEBIE JEST POLSKOŚĆ, CO TO ZNACZY, ŻE JESTEŚ POLKĄ/POLAKIEM.
       W moim dzieciństwie POLSKOŚĆ kształtowała się przez biel i czerwień, powiewające w wielu flagach, chorągwiach i chorągiewkach  na pochodach pierwszomajowych tzn. w  Święto Pracy. Była w piosenkach, związanych oczywiście z PRL ale dla mnie, 5-letniego dziecka była po prostu nie-politycznie o Polsce:
„Znowu przyszła wiosna i zaszumiał maj
w kwiatach cała Polska w kwiatach cały kraj.
Złocą się kaczeńce i liliowy bez,
 kwitną miasta, wioski, bo to przecież jest:
Ref: Trzydziestolecie….”.
Była w lekcjach historii, podawanej w pięknych opowiadaniach, z których do dziś pamiętam obronę Głogowa w 1109r.  Mam w sercu wspomnień słowa chłopca, jednego z polskich zakładników przywiązanego do maszyny oblężniczej Niemców, który do obrońców zablokowanych widokiem swoich dzieci skazanych na pewną śmierć przy podjęciu czynnej obrony grodu,  krzyknął: „Bijcie, z ojca ręki nie boli”.
       Polskość wyczuwałam w wycieczce do Krakowa, w hejnale mariackim (oczywiście z podaną tematyczną legendą), na Wawelu – w siedzibie polskich królów. To był dotyk dzwonu Zygmunta, to było zejście do grobów królewskich, to znów piosenka („Płynie Wisła płynie po polskiej krainie, zobaczyła Kraków pewno go nie minie…)
      Późniejsze poczucie polskości było trudne – okres stanu wojennego w latach 1981 – 1983. Wojsko na ulicy, poczucie na sobie, co to jest gaz łzawiący, stanie w kolejkach, niezależnie od tego, jaki towar pojawi się w sklepie…
     To także poczucie bycia gorszym, biedniejszym podczas wyjazdów „na Zachód”, gdzie było tak bogato  i kolorowo. I „na Wschód”, gdzie też było dostatniej, gdzie można było kupić kolorowy telewizor i go przywieźć (pociągiem) do Polski.
      Polskość później to czas poznawania prawdy o Katyniu, wywozach na Sybir, żołnierzach Armii Krajowej, to znów piosenki, tym razem Jacka Kaczmarskiego
„(…) A my nie chcemy uciekać stąd,
krzyczymy w szale wściekłości i pokory.
Stanął w ogniu nasz wielki dom,
dom dla psychicznie i nerwowo chorych.”
     A teraz polskość jest dla mnie w kuchni, gdy jem gołąbki, pierogi, kopytka i „ziemniaki z kwaśnym mlekiem”, w filmach Jana Jakuba Kolskiego (rekomenduję „Szablę od komendanta”), w muzyce (w fortepianowych dźwiękach ułożonych w niepowtarzalne kompozycje przez Fryderyka Chopina).
     Jest w tradycji:  dożynkowej, w złocie zbożowych wieńców, w wieczerzy wigilijnej, w śmigusie-dyngusie. Jest w zwyczajowym „Szczęść Boże”, mówionym do ludzi pracujących w polu. Jest w kościele, a tu znów w pieśniach :
„Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki
otaczał blaskiem potęgi i chwały.
Coś ją otaczał blaskiem swej opieki
od nieszczęść, które przygnębić ją miały (…)”.
       Jest w bocianach przylatujących na wiosnę. Jest w makach i chabrach (coraz rzadszych w polskich zbożach). Jest w wierzbach i zaoranej ziemi. Jest w słonym Bałtyku i wyniosłych Tatrach. Jest w stolicy  – w pomniku Syrenki, Zamku Królewskim, Kolumnie Zygmunta i Kościele Św. Krzyża (z sercem F. Chopina).
      Jest w języku, w którym codziennie formułuję swoje myśli i słowa.
     Jest szczególna w dniu 11 listopada. Z polska muzyką w radio, z pamięcią narodowych bohaterów w audycjach (słuchałam akurat o Tadeuszu Kościuszce). Jest we flagach biało-czerwonych, wywieszonych na domach. W ten dzień może być dla Ciebie i przez Ciebie bardziej uświadomiona. By budować swą tożsamość w oparciu o  przynależność narodową. Jestem przekonana, że to bardzo ważne.

____________________________________________________________________

POLA NADZIEI

Pola Nadziei. Pierwsze skojarzenie zaprowadzi Was prawdopodobnie do ogólnopolskiej kampanii na rzecz pomocy dla hospicjum. Akcja polega na sadzeniu jesienią żonkili – symbolu nadziei, które po wiosennym zakwitnięciu są rozdawane w ulicznych kwestach a pozyskane środki pieniężne przeznaczane na potrzeby hospicjum. To polska wersja programu stworzonego przez Fundację Marie Curie Cancer Care z Wielkiej Brytanii, pomagającej nieuleczalnie chorym na raka. Celem jest głównie zbieranie środków finansowych na działanie hospicjum, edukacja dotycząca pracy/kontaktu z nieuleczalnie chorymi ludźmi oraz osobami w żałobie, propagowanie postaw altruistycznych otwartych na drugiego, zwłaszcza cierpiącego człowieka oraz zachęcanie młodzieży do praktycznego zaangażowania się w pomoc dla ludzi cierpiących.
      Moje „Pola Nadziei” to dwa pola uprawne, obok których przebiega moja trasa spacerowa. Wiosną, gdy lockdown ograniczył nam korzystanie ze świata,  przeżywaliśmy różne nieprzyjemne emocje. Sytuacja była nowa, zaskakująca,  zupełnie nie byliśmy przygotowani na taki stan rzeczy. Pamiętam, że szczególnie trudno było mi w okresie Świąt Wielkanocy, gdy tradycyjne poświęcenie pokarmu pierwszy raz w moim życiu było zabrane. „Wiosenne Pole Nadziei” zasiało we mnie nadzieję, gdy dostrzegłam, że gospodarze zasadzili ziemniaki Był to znak, że jest jakaś perspektywa, przyszłość dla której już teraz można i trzeba działać.  „Jesienne Pole Nadziei” (z zasianym i już wykiełkowanym zbożem ozimym)przydało mi się, gdy po raz drugi ograniczają nas restrykcje. Jesteśmy już oswojeni z tą sytuacją, śmiem twierdzić, że poziom niepokoju, lęku może być nawet nieco niższy niż na wiosnę, gdy emisja Covid 19 była wielokrotnie niższa. Mamy Teams w nauce zdalnej, webinaria, repertuar zachowań już utrwalonych, by sobie poradzić z taką sytuacją. A jednak może być coś trudnego w tej ponowności. Nabraliśmy już nadziei na normalność – powrót do szkół, spotkania nielimitowane, otwarte kina, teatry, baseny, restauracje… Jeszcze nie zdążyliśmy się przyzwyczaić do tej swobody i znów, druga fala. Przypomniałam sobie o powodzi zwanej powodzią tysiąclecia w 1997 roku. Śledziliśmy z trwogą, co dzieje się na Dolnym Śląsku a i u nas nie było za ciekawie. Pierwsza fala dokonała spustoszeń okrutnych ale za kilka dni przyszła druga fala w rejonach, gdzie ludzie jako tako ogarnęli resztki swoich dobytków. Znaleźć w sobie siłę, by się nie poddać i ponownie powstać– do dziś myślę z ogromnym poruszeniem o tych ludziach. Każdy musiał znaleźć swoje Pole Nadziei.
        Odwołam się jeszcze do krańcowej sytuacji, życia w obozie koncentracyjnym. Przez trzy lata przyszło żyć w niemieckich obozach koncentracyjnych  profesorowi neurologii i psychiatrii Victorowi E. Franklowi. Przy okazji zachęcam Was do zapoznania się choćby z cytatami tego twórcy nurtu psychoterapii egzystencjonalnej. Miał on w zwyczaju zadawać swoim pacjentom pytanie „Dlaczego nie odbierzesz sobie życia?”. I to nie chodziło o prowokację, w ich odpowiedziach znajdował wskazówki, którymi kierował się w dalszej pracy terapeutycznej, w oparciu o to, co danego człowieka trzymało przy życiu, jaki sens nadawał  swojemu istnieniu.
      Dobrze jest, gdy każdy ma swoje Pole Nadziei. Na różne trudne okoliczności życiowe. Życzę znalezienia go/utrzymania/rozwinięcia i uprawy każdemu z Was.

Jeszcze coś dla melomanów: https://www.youtube.com/watch?v=VwuxGjES5dA

Do następnego razu. Marta W.

_______________________

 

 

Wiosenne 

 

 

Jesienne

                            BEZCENNE.

Ten psiak spędzał codziennie wszystkie godziny pracy
ze  swoimi właścicielami  którzy prowadzili sklep do późna w nocy.

    Tym razem przeznaczę temat dla zwierzaków. Tych domowych, czyli wcześniej udomowionych. I tak psiaki (których rodowód wywodzi się przede wszystkim od wilka szarego) zostały udomowione  daaawno temu, jak podają różne źródła:  około 10 tysięcy lat p.n.e.,  do 30 tysięcy lat p.n.e., a niedawno odkryto nawet dwa jeszcze starsze stanowiska archeologiczne –sprzed ponad 33 tysięcy lat.
W kwestii udomowienia kota: większość źródeł sugeruje lata 4000 – 3700 p.n.e., istnieją jednak dowody że domestykacja kota zaczęła się znacznie wcześniej (grób mężczyzny    z kotem] z Cypru sprzed ok. 7500 r. p.n.e.).
         Być może teraz, gdy więcej czasu spędzasz w domu masz okazję spędzić więcej czasu ze swoim czworonożnym (skrzydlatym, pływającym, pełzającym itd.) przyjacielem. Ja ograniczę  zasięg do  psów i kotów, bo to moi dobrzy znajomi od dzieciństwa.
Psy mają różne zadania – towarzyskie, myśliwskie, pasterskie, terapeutyczne (tzw. dogoterapia), obronne, pomocne przy niepełnosprawności (np. jako przewodnicy dla osób niewidomych), policyjne, ratownicze (np.            w górach). Skupię się na tym towarzyszeniu człowiekowi. Bezkrytycznym, bez obrażania się, bez oczekiwań poza miską strawy i kontaktu. Są psy rasowe, za które słono się płaci, są psy ze schroniska, których ktoś się pozbył, są psy, które wybrały sobie nowego właściciela           i podjęły decyzję o pozostaniu. Tak, sama jestem przykładem, gdy psina przyplątała się do mnie i już mnie nie opuściła – mimo mojego     nie – chcenia –jej,  wyraźnego wręcz odrzucania. Na marginesie: była ze mną 13 lat i nauczyła mnie bezwarunkowej miłości.  Los psów ze schroniska budzi we mnie wielki smutek. Ktoś je wyrzucił, pozbył się, odtrącił, te istoty, które przywiązują się najmocniej. Jak mówił Mały Książę „Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. Na szczęście psiaki często znajdują drugi dom. Z radosnym uśmiechem wspomnę tu o jodłowskim gabinecie weterynaryjnym który zajmuje się adopcją zwierząt bardzo skutecznie, bo z sercem.
        Koty, to dopiero zagadka. Niezależni indywidualiści, niby nic nie robią cały dzień a zwinne, jakby po systematycznych treningach. Co do roli to oczywiście są traktowane jako łowcy myszy ale i  towarzysko. Miłośnicy kotów cenią sobie głaskanie miękkiej sierści (oczywiście, jak kot pozwoli) i słuchanie jego mruczenia (nie wiadomo do końca skąd się bierze). Co do mruczenia, to jest one dla nas, ludzi wręcz lecznicze – w naszym organizmie wytwarza hormony szczęścia, działa rozluźniająco, obniża się ciśnienie tętnicze i objawy stresu oraz niweluje zaburzenia snu. Towarzystwo  kotów jest na tyle pożądane, że powstały tzw. Kocie Kawiarnie, gdzie mieszkają kociaki, gdzie można spędzać czas przy kawie i obserwować te zwierzaki a jak któryś zechce to i pogłaskać czy mieć chwilę na kolanach.       
                Moje dwa kocury chodzą ze mną na spacery po lesie, „pracują” na zmianę ze mną, gdy mam zdalne sesje psychoterapeutyczne – śmieję się, że mam koterapeutę (od określenia kooterapeuty czyli drugiego, pomocniczego terapeuty w pracy grupowej), dostarczają mi wiele wrażeń estetycznych, bogactwa różnych emocji, uczą szacunku do siebie i świata natury.
        W tytule użyłam słowa „bezcenne”. Każdy kundel, każdy dachowiec może tak być traktowany, jeśli jego właściciel kieruje się sercem. Bo to, co od nich dostajemy nie da się przełożyć na żadną walutę. Mnóstwo opowieści, książek na ten temat to potwierdza. Jestem przekonana, że obecność zwierzaka może wpłynąć na przemianę człowieka, pomóc mu w trudnych chwilach, zmotywować do wyjścia nawet w stanach depresyjnych, wywołać uśmiech na twarzy, stanowić bazę do nauki wielu ważnych życiowych lekcji.
          Może i Ty spojrzysz głębiej na Twojego towarzysza, dasz mu czas na to, by coś Ci pokazał, czegoś Cię nauczył. A może pomyślisz, że Twój dom mógłby pomieścić jakiegoś zwierzaka? Dla obopólnej korzyści.

Do następnego razu. Marta W     

Jestem taki mały – powiedział kret.Może i tak – przyznał chłopiec. Ale Twoja obecność wiele zmienia.”          Chłopiec, kret, lis i koń” Charlie Mackesy

_____________________________________

Piękno na wyciągnięcie ręki. Nie na kopnięcie nogą.

Obecnemu czasowi trudno nadać określenie „magiczny”. Owszem – dziwny, niecodzienny, inny, zaskakujący, niespodziewany, nieoczekiwany … W informacjach królują wieści o Covid 19 a ostatnio o strajkach związanych z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Może więc dla zdrowia psychicznego warto oddalić się od tego strumienia medialnego i znaleźć dla siebie coś, co sprawia radość, zachwyca, poprawia nastrój. Dla mnie takim czymś jest las. Życie w nim biegnie swoim nurtem, zgodnym z naturą. Kobierzec różnokolorowych liści pod stopami, mieszkańcy lasu pojawiający się na mojej drodze, promienie słońca zabarwiające jesienne drzewa… tak, tam oddech zwalnia. A spokojny, głęboki oddech (z długą fazą wydechu) to podstawa zdrowia. Dlaczego nadmieniłam o długiej fazie wydechu – ano dlatego, że jest ona związana z układem przywspółczulnym (część autonomicznego układu nerwowego), który zapewnia odpoczynek, relaks, uspokojenie. Układ ten powinien być w równowadze z układem współczulnym, wprowadzającym pobudzenie i ostrzegającym przed zagrożeniem, a przecież w takim stanie  zagrożenia funkcjonujemy. Nawet jeśli ktoś nie lęka się/boi zakażenia, to zewnętrzne okoliczności w postaci obostrzeń sugerują wyraźnie, że nie jest normalnie i bezpiecznie.
A wracając do lasu – atrakcją jesienną dla wielu jest grzybobranie. Jeśli masz takie doświadczenia, to wiesz, jak to jest chodzić w koncentracji, śledzić, być czujnym. Dla zatroskanych to według mnie dobra terapia – nie ma szansy na to, by uporczywe myśli przebiły się przez to zogniskowaną na szukaniu grzyba uważność.
A grzyby są co najmniej ciekawe – są odmienną od roślin i zwierząt formą życia, istnieją we wszystkich strefach klimatycznych, przede wszystkim na lądach, ale także w wodach (słodkich i słonych).  Nie dały się ludziom zniewolić (czytaj uprawiać) – tylko nieliczne z opisanych 120 tysięcy gatunków. A drzewa mają swoisty Internet zbudowany z … grzybów!  Za pośrednictwem sieci grzybni oplatającej korzenie, drzewa przekazują sobie związki azotu i fosforu, ale także dwutlenek węgla. Okazało się, że drzewa są w stanie komunikować sobie nawzajem informacje o zagrożeniach, wzmacniając przy tym nawzajem swoją odporność. 
Dla mnie są po prostu magiczne. Szczególnie muchomory. Przyznam, że z wielką przykrością patrzę na te przewrócone ludzka nogą, na kopnięte kapelusze. Tylko dlatego, że ktoś ich nie zbiera. To znowu taki ludzki brak szacunku dla innych form życia. Dawanie sobie prawa do zniszczenia. Smucą mnie takie akty także w świecie pozaleśnym. Z wielu dóbr możemy korzystać, z wielu mogą korzystać inni. I nie tylko poprzez zabranie czegoś, co się nam przyda ale i poprzez oglądanie, obserwowanie. Tak, by tym  światem się zachwycić a nie go posiąść.   Do następnego razu. Marta W

Grzyby traktuję jako coś magicznego. A muchomorom nadaję rangę bajkowości

            

       ten sam okaz jakiś czas później

 

Na zdjęciu moje ulubione od dzieciństwa biszkopty, firma dr. Gurgul, rok założenia 1887. Nadal w sprzedaży (choć „dr” jako skrót od „doktor” obecnie piszemy bez kropki) OBOK innych nowych produktów.  Mają swoich klientów, nie pozwoliły zmieść się nowoczesnym słodyczom i co istotne – ich opakowanie nie zmieniło się w ogóle przez co najmniej 45 lat. A jeśli jeszcze poczytasz o firmie i o tym, jak tam przygotowują te smakołyki….

 

 

Każda epoka ma swe własne cele
I zapomina o wczorajszych snach…
Nieście więc wiedzy pochodnię na czele
I nowy udział bierzcie w wieków dziele,
Przyszłości podnoście gmach! 

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!”
Adam Asnyk „Do młodych”

_______________


Niech lepsze jutro będzie oparte o dobre wczoraj

         W  świecie, gdzie technika przyspiesza niemal wszystko, modele telefonów niemalże w chwili wejścia na rynek stają się przestarzałe (przesadziłam trochęJ) a cena samochodu spada od razu po jego zakupie to, co stare często jest co najmniej przyjmowane z niechęcią, czasem z  zawstydzeniem, budzi się chęć zdobycia nowego auta, zmywarki, butów, na szczycie pragnień zaś najnowszy  sprzęt teleinformatyczny.
          Jak patrzysz na rzeczy, które Ci służyły, może dobrze było by podziękować, wyrazić wdzięczność za to, ze Ci służyły zamiast wyrzucać je z odrazą, pośpiesznie, bez uszanowania. Może ktoś jeszcze z nich by skorzystał?
         Osobiście lubię stare rzeczy, ubrania z „secondhandu”, elementy urządzania domu z flomarku. Kocham stare, drewniane domy, czuję w nich duszę, w jednym z takich właśnie mieszkam. Mam sentyment do naszego Mercedesa model 190 z roku 1986. Bardzo szanuję starsze osoby, jestem przekonana o ich mądrości płynącej  z doświadczeń życiowych. Myślę o mądrości z dawnych czasów, gdzie decydowała starszyzna plemienna.
          Doceniam też komfort płynący z nowoczesności, ot, choćby i teraz, gdy mogę zrobić zdjęcie, napisać tekst i wysłać w miejsce, gdzie każdy, kto ma chęć i dostęp do Internetu może się z tym zapoznać. Postęp jest potrzebny i jest wpisany w gatunek ludzki.
         Uważam, że znakomite jest połączenie tego co nowe, z tym, co stare a nie bezwarunkowe wyparcie tego, co było. Czasem przewrotność losu sprawia, że się do tego z pokorą wraca…  
         Obecne trendy społeczne oparte o szeroko rozumianą wolność (może bardziej swobodę) podważają stary porządek oparty o religię, zasady, porządek społeczny. Myślę teraz o proteście, który skierował energię (a raczej jego organizatorzy) przeciw kościołowi.  Przyznam, że z oburzeniem patrzyłam na wtargnięcia do świątyń, przerywanie nabożeństw, naruszanie pierwiastka duchowości innych ludzi w imię „Ja mam prawo i mam gdzieś Twoje prawo”. Szacunek i domaganie się go musi wiązać się   z wyjściem poza czubek swojego nosa. Dla przeciwwagi  – słowa modlitwy tybetańskiej stanowiąca część nauczania w ramach treningu umysłu. Mistrz modli się „Za każdym razem, gdy spotkam innego człowieka, obym nigdy nie poczuł się lepszy od niego. Z głębi serca pragnę szczerze docenić osobę, która stoi przede mną”. I takiego szacunku do innych Ci życzę.
       Wierzę, że dla wszystkich starczy miejsca a pracą nad poszerzaniem świadomości, współczucia, akceptacji, pogody ducha, nabieraniem dystansu do swojego ego jest podstawą dobrych zmian, które czynią świat bezpiecznym i pięknym.
Do następnego razu. Marta W.

_________________________________ 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zachęcam do wsłuchania się w treść piosenki Kaśki Nosowskiej, wokalistki, której warto według mnie posłuchać
https://www.youtube.com/watch?v=5UtDmijb8h8

 

 

 

 

_______________

„Poza to, co widać” czyli kilka słów o aktualnych wydarzeniach

Dziś chcę napisać o tym, co żywe w naszym kraju – o protestach związanych z aborcją. Na zdjęciu, na pierwszym planie widoczna jest roślina polna. Jeśli uważniej się przyjrzysz, to zobaczysz Księżyc. Księżyc ma nieporównywalnie większe znaczenie niż jednoroczna roślinka, która urosła gdzieś w Jodłowej… Dotykając tematu Strajku Kobiet chcę skupić się właśnie na tym, co WAŻNE, a jednocześnie niewidoczne, niewyraźne na pierwszy rzut oka. Pierwsze to konflikt wartości Życie – Wolność. Moralny osąd wydaje się czytelny, co jest ważniejsze z tego zestawu w naszej kulturze. Zostawiam Ci wątek pod Twoją ocenę moralną….
Uważam, że  istotne jest nie kierowanie się jedynie emocjami a oparcie się o rzeczowe argumenty i logikę. Otóż: Zadaniem Trybunału Konstytucyjnego jest badanie zgodności aktów prawnych: ustaw, umów i innych przepisów prawnych z Konstytucją, a wiec ustawą wyższego rzędu. Orzekł on, że artykuł dotyczący aborcji (z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) jest niezgodny z Konstytucją Rzeczpospolitej Polski. I jest to prawda, tak stanowi Konstytucja. Trybunał pracował nad tym już w ubiegłym roku a 17 września 2020r. podał termin ogłoszenia orzeczenia.
              Garść faktów: w 2019r. w Polsce wykonano (oficjalnie)1110 aborcji,  z czego 1074 po stwierdzeniu „dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Najczęstszym rozpoznaniem była trisomia 21, czyli zespół Downa – w 271 przypadkach bez współistniejących wad somatycznych, a w 164 przypadkach z wadami somatycznymi. Znacie kogoś z zespołem Downa? Ja znam:  uśmiechniętą, kochająca zwierzęta kobietę, która jest w związku, żyje samodzielnie.
           Wyobrażam sobie, że wiadomość o wadach dziecka jest bardzo trudnym doświadczeniem dla kobiety, która jest w ciąży, każdy chce mieć zdrowe, ładne i mądre dziecko. Ale tak natura nie daje. Nie istnieją na świecie tylko rzeczy doskonałe. Natura sama uśmierca dziecko w łonie matki , które nie jest zdolne do życia (tzw. samoistne poronienia). Jeśli  kierujemy się moralnością – szanujemy także i tych niedoskonałych. Wiem coś o tym, bo pracowałam w szkole z klasami integracyjnymi. I wiecie co? Jedną z ważniejszych lekcji życiowych dał mi Krystian, chłopiec z głębokim upośledzeniem, problemami w poruszaniu się, śliniący się, z bardzo zaburzoną artykulacją. To była prosta lekcja, nie zbudowana na podwalinie nauk – trafiła w mój przekaz „Spiesz się”, który budował we mnie wiele napięcia, niepokoju i niezadowolenia. Pospieszając Krystiana (bo już był dzwonek, a on dopiero na pierwszym stopniu schodów, a tu jeszcze dwa piętra) usłyszałam jego przekaz, który dla kogoś, kto go nie znał słyszalny był jako „Ja a a”. Ja wiedziałam, co mi mówi: „Ja mam czas”. Wtedy zrozumiałam, że i ja mogę mieć czas/dawać sobie czas.
        Warto wiedzieć, że każda kobieta, która urodzi dziecko (zdrowe czy chore) może je zostawić w szpitalu i zrzec się praw rodzicielskich. Jako koordynator pieczy zastępczej miałam okazję widzieć szczęście młodego małżeństwa, z problemem niepłodności gdy dostali Michalinkę właśnie zostawioną w szpitalu przez biologiczną matkę. Państwo zapewnia opiekę takim dzieciom, szuka się dla nich rodzin zastępczych, adopcyjnych lub umieszcza w specjalnych ośrodkach opiekuńczych. A i dla tych dzieci „niedoskonałych” trafia się ciepły, kochający DOM…
         Jeśli popatrzysz uważniej, to dostrzeżesz, że protest ukierunkowany jest politycznie. To na nim krzyczą wulgarne słowa, obrażające ekipę rządzącą (a przypomnę, że wybraną większością głosów w niedawnych, demokratycznych wyborach). Znam osobę, która wzięła udział w proteście, w wierze, że solidaryzuje się z kobietami a znalazła się w tłumie, który nienawistnie wykrzykiwał wulgaryzmy. Kwestia sprawy orzeczenia to figura, warto widzieć, w jakim znajduje się polu.
           Jestem kobietą. Bliski mi jest pierwiastek kobiecy, który głosem Antygony daje taki przekaz: „Mój los – współkochać, nie współnienawidzić”. Który za Pemą Chodron mówi: „Gdy za wszelką cenę obstajemy przy swoim, choćby najsłuszniejszych poglądach, nasza zapalczywość podnosi poziom agresji w świecie, powoduje wzrost przemocy i cierpienia”. Który jest w słowach Luisy L. Hay „W głębi serca zachowuję spokój, który ośmielam się głosić pośród chaosu i szaleństwa. Wszelkie trudne sytuacje otaczam w moich myślach miłością i pokojem”.
Nienawiść, walka, gniew, zniszczenie to nie droga ku wartościom. To wzbogacanie ładunku negatywnej energii, której i tak pełno. Ze smutkiem słyszę o przerywaniu mszy, dewastowaniu kościołów, słowach nienawiści. I otaczam to w moich myślach miłością i spokojem…
Do następnego razu. Marta W.


 

 

nutka tajemniczości… 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Tylko dlatego, że jesteś nikim
Możesz pogadać z drugim człowiekiem
Życie bogate, pełne sekretów

W szarym człowieku, w szarym człowieku

Oszczędne słowa, twarze, uśmiechy
Nie mów za dużo szary człowieku
Choć jesteś nikim takim pozostań
Szare sekrety dla mnie pozostaw  (…)

I tajemnicą niech pozostanie
Co zwykle jadasz na śniadanie
I czy w tygodniu kochasz się
Razy siedem czy też pięć

Twój dom wśród setek innych domów
Z szarymi drzwiami, z szarym balonem
Jeśli Cię dręczą szare sny
Zapukaj do mych szarych drzwi”

„Szare miraże” Maanam

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oversharing* w Sieci

*Oversharing (ang.)= Dzielenie się zbyt wieloma informacjami lub detalami (np. swojego życia)
Obecny trend komunikacji poprzez różnego rodzaju media społecznościowe opiera się na  nadmiarowym dzieleniu się swoim światem. Można przeczytać co ktoś aktualnie robi, co ktoś je na śniadanie, co go ucieszyło/zaskoczyło/rozdrażniło, co właśnie kupił lub zamierza kupić, gdzie był lub gdzie zamierza być, jaki placek upiekł  itp., itd.
Takie upublicznianie się niestety nie idzie w parze z prawdziwą otwartością. Otwartością, która buduje KONTAKT z drugim człowiekiem. Niepokoi mnie to z pozycji osoby zajmującej się pomocą psychoterapeutyczną. Namiastka kontaktu nie zastąpi KONTAKTU. A jest on potrzebny do wspierania się, pomagania sobie nawzajem. Jednym z czynników (z pięciu potwierdzonych naukowo) mający wpływ na zdrowie i długowieczność mózgu (a zatem i naszego zdrowia i życia ogólnie)jest wsparcie społeczne. Sieć łącząca nas z innymi „wzmacnia więzi, przywiązanie, przynależność do grupy, regulowanie strachu, poczucie bezpieczeństwa oraz regulację nastrojów (…) znacznie łagodzi lęk i depresję” [John.B. Arden „Neuronauka w psychoterapeutycznym procesie zmiany”].Ujmę to tak: złudzenie bliskości, jaką daje  aktywność w mediach społecznościowych tego nie daje. I nie da.
To, co pojawia się w Sieci odbieram jako raczej obraz autoprezentacji „Takiego/taką chcę byście widzieli”. To jakby tworzenie maski a pod nią pozostaje prawdziwe JA. Ukryte, może nawet nieuświadomione lub celowo opuszczone bo nie jest „cool”.  Jeśli zostawisz siebie na rzecz potrzeby bycia zauważonym możesz się zatracić, stworzyć obraz, gdzie nie ma tak naprawdę Ciebie. Kreowanie siebie na zewnątrz nie buduje Ciebie wewnętrznie. A o to w rozwoju chodzi.

Drugi wątek, to ujęcie tego nowoczesnego trendu jako swoistego ekshibicjonizmu. Owszem, są osoby, które z zainteresowaniem Tobą (bo są w Twoim Kręgu Bliskości) dowiedzą się, co u Ciebie, po to, by cieszyć się z Tobą, zatroskać się o Ciebie, wyrazić swoje zdanie – dla Twojego dobra lub Waszej relacji. To jest Kontakt, wymiana, budowanie więzi realnej.
 W tym nadmiernym dzieleniem się brakuje tajemnicy, pozostawania czegoś do odkrycia, intymności, którą masz do zaoferowania tylko wybranej osobie/wybranym osobom. Podejmuję ten temat z pozycji człowieka, który ceni sobie swoją prywatność. I uważam ją za WARTOŚĆ.
Jak zwykle zachęcam Cię do tematycznej refleksji… DO NASTĘPNEGO RAZU. Marta W.

____________________________________________

Piękno widoczne w mroku

Na zdjęciu widzisz wiesiołka. Ci, co znają tę roślinę wiedzą, że udostępnia ona swój urok nocą, w dzień wygląda jak przywiędły chwast i prawie szpeci ogród. Za to po zmroku… Rozchyla swoje płatki korony, które są rażąco żółte, pozwalając na posilenie się nocnym owadom i cudnie pachnie. A, że to mój ulubiony kwiat, to poświęcę mu jeszcze trochę miejsca i dodam, że posiada właściwości lecznicze  – zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe i minerały (wapń, magnez, cynk, selen), przeciwdziała miażdżycy naczyń krwionośnych, a w konsekwencji – ogranicza ryzyko wystąpienia zawału serca. Produkty na bazie wiesiołka stosuje się przy neutralizowaniu zespołu napięcia przedmiesiączkowego i łagodzeniu wahań nastroju oraz migrenie. Ma pozytywny wpływ na procesy pamięciowe i koncentrację, stosuje się go jako środek pielęgnacyjny, ma właściwości kosmetyczne: wygładza cerę, wzmacnia włosy i paznokcie.

Piękno widoczne w nocy, gdy jest ciemno (dla niektórych straszno)… Pomyślałam o obecnej sytuacji epidemicznej i postawach, które przyjmujemy wobec siebie. Mam wrażenie, że obecnie zachorować na Covid 19 to narazić się na odtrącenie, niechęć. Dla osób zarażonych lub podejrzewających, że tak może być może przynieść to jakiś rodzaj swoistego zawstydzenia, zakłopotania. Uważnie słucham co kryje się emocjonalnie pod tym, gdy ktoś mówi „Słyszałaś, że X zachorował?”. Często jest to sensacja, poczucie zagrożenia. Mało w tym troski i empatii. To jak  „bycie trędowatym” a to tylko wirus. Nie pierwszy i nie ostatni. Oczywiście ważne jest dbanie o zdrowie, o to, by się nie zarazić. Ale gdy drugi człowiek staje się dla nas wrogiem, wysyłasz mu groźne spojrzenia tylko dlatego, że tak jak Ty wyszedł do sklepu, to warto się zastanowić nad swoim człowieczeństwem. Gdy pod spodem kryje się lęk łatwo pokieruje nami tak, by zachować się wrogo wobec drugiego człowieka. Warto sobie ten swój lęk uświadomić. I zdecydować jak chcesz się zachować. Jak powiedział C.G.Jung (znany szwajcarski psycholog, psychiatra) „Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”.

A gdy mowa o czasie nasyconym lękiem – oczywiście przychodzi mi na myśl okres wojny. Czas strachu, niepokoju, lęku, niepewności. A w nim postawy ludzi, którzy  MIMO LĘKU narażali się niosąc pomoc Żydom, ukrywając ich, podejmowali konspiracyjną walkę… Ilu to było prawdziwych bohaterów. Znaleźć w sobie taką odwagę, znaleźć ją  w takich okolicznościach…

Różne trudne sytuacje uruchamiają w nas różne instynkty, postawy. Te wysoce moralne i te niższe. Warto być tego świadomym i kierować się wartościami tak, by jak Danuta Siedzikówna ps. Inka móc mówić:  „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba” . Zachęcam Cię, byś ten czas wykorzystał(a)  na wgląd w siebie – jak traktujesz innych, jakie postawy przyjmujesz, jakie emocje się w Tobie pojawiają, gdy słyszysz o kimś, kto zachorował, jak się zachowujesz.

To taka duża lekcja wychowawcza.

Do następnego razu. Marta W

A pod spodem jeszcze „Post Scriptum”

„My, którzy żyliśmy w obozach koncentracyjnych, pamiętamy ludzi, którzy chodzili po barakach, pocieszając innych, oddając ostatni kawałek chleba. Być może było ich niewielu, ale są oni wystarczającym dowodem na to, że człowiekowi można zabrać wszystko za wyjątkiem jednej rzeczy: ostatniej z ludzkich wolności – wyboru swojej postawy w każdych okolicznościach, wyboru swojej drogi” Victor E. Frankl „Człowiek w poszukiwaniu sensu

————————————————————————————————————————————–

Czasem słońce, czasem deszcz – czyli: Dwie strony medalu Życia


Dzień dobry.
Zacznę od tytułowego deszczu i słońca. Otóż jeszcze w maju groziła nam susza, a nawet miejscami wystąpiła na tyle, by zniszczyć uprawy i ciężką pracę rolników. Teraz deszcze zalewają nasz kraj, gniją truskawki na polach, szaleją pomrowiki/ślimaki nagie.  Można przeklinać los, złościć się i narzekać.
Można – co nie jest proste – przyjąć to, co niesie Życie i odnajdywać się w tym. Przypomina mi się opowieść o tym, gdy na pielgrzymce padało i padało (a wiadomo, że długi marsz w deszczu to nic przyjemnego) i uczestnicy zaintonowali pieśń religijną „Oto jest dzień” zmieniając słowa z „Oto jest dzień, który dał nam Pan…” na „Oto jest deszcz, który dał nam Pan. Weselmy się i radujmy się nim…”.
Przyjmowanie tego, co jest. Akceptacja. W naszej kulturze nie jest to proste, wschodnie kultury, nie nakierowane na jednostkę i jej byciepępkiemświata radzą sobie z tym znacznie lepiej. Dalajlama wyjaśnia, że źródłem stresu i niepokoju są oczekiwania na temat tego, jak powinno wyglądać życie.  Jak jednak znaleźć w sobie na to miejsce? Można poprzez praktykę medytacji lub/i praktykowanie akceptacji tego, co jest, co niesie los.
Rolnicy od zawsze żyli z naturą  i w naturze. Nie zawsze skoszoną własnoręcznie kosą trawę można było potem „skopić” a nawet, jeśli to się udało, to zdarzyło się, że mokła na łące i nie nadawała się do zwiezienia do stodoły. Płynęła stąd nauka POKORY i WDZIĘCZNOŚCI . Nie ma i nie było tam miejsca na „Mi się to należy”. Akceptacja to nie to samo co wycofanie się czy  udawanie, że wszystko jest w porządku. To pierwsza warstwa „odzieży”, którą zakładasz, by potem wybrać odpowiedni „strój”. Wieczorem uzbrajam się w wysokie kalosze i idę walczyć ze ślimakiem luzytańskim, kopię rowek, by odpływała woda. Ale pietruszkę już poświęciłam, uznałam, że jej nie uratuję. To jest kwestia DECYZJI.
Łatwiej nam przyjmować „słoneczne dni”, gdyż jako ludzie jesteśmy tak uwarunkowani, że unikamy cierpienia a dążymy do przyjemności. Ale, gdy już się przed cierpieniem nie da ochronić, no to wtedy trzeba stawić mu czoła – myślę teraz o osobach mierzących się z lękiem. Tu droga wiedzie przez … zbliżenie się do lęku, poznawanie go, oswajanie jego i siebie z nim.
Może kojarzysz taką sytuację, gdy wybrałeś się gdzieś na wędrówkę i spadł deszcz. Początkowo może kuliłeś się w sobie, by jak najmniej mieć kontakt z wodą, ochronić skrawek suchego ubrania, przeskakiwałeś kałuże… A z czasem… prostowałeś się, kierowałeś twarz w stronę nieba i szedłeś spokojnie, może nawet już boso… To jest WOLNOŚĆ.
Mamy w życiu i to i to, czasem słońce, czasem deszcz. A sensem życia jest jego smakowanie we wszystkich smakach: słodkim, słonym, kwaśnym i gorzkim.

Do następnego razu. Marta W

_________________________________________________

Widok z „patrzenia przed siebie” – w rzeczywistości liście były bardziej pomarańczowe                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    Jak mówi Wiliam James „Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednia odzież”

Widok z „odwrócenia się ” -koloryt był jeszcze bardziej szary.                                                                                                         Na tym samym jesiennym spacerze…                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          „A nigdy nie zabłądzi,
Kto tak umysł narządzi,
Jakoby umiał szczęście i nieszczęście znosić,
Temu mężnie wytrzymać, w owym sie nie wznosić.”        Jan Kochanowski, Pieśń IX

Sukcesy i porażki  (społeczne)

Dzień dobry. Dzisiejsza inspiracja związana jest z …pochlebstwem. W kontekście relacji interpersonalnych. Nierzadkie to przypadki, gdzie ktoś, dla utrzymania relacji nie mówi tzw. prawdy w oczy. Związane to może być z obawą o utratę tej relacji. A wtedy włącza się lęk przed odrzuceniem, samotnością, brakiem wsparcia. Kiedyś wykluczenie z grupy wiązało się z poważnymi konsekwencjami. Jeśli człowiek nie przestrzegał norm i zasad poddawany był specjalnemu traktowaniu – najlżejszą formą była dezaprobata, najsurowszą pozbawienie życia czy  wykluczenie z grupy. W wielu kulturach prenarodowych wygnanie takie równało się ze śmiercią – jednostka nie była w stanie przetrwać. Czy dziś ten lęk przed wykluczeniem może wpływać na zachowanie? Czemu nie. Z tym, że w naszej cywilizacji konsekwencje nie są już tak surowe, ot, najwyżej zmienisz towarzystwo, ktoś oddali się od Ciebie, ktoś inny przybliży…
Zablokowanie się przed powiedzeniem prawdy wiąże się nieodmiennie z obawą o tzw.  opinię publiczną. „Co o mnie pomyśli X ?”, „Na pewno się obrazi”, „Obgada mnie potem z…”.  Przypomina mi się powiedzenie mojego kolegi – psychoterapeuty: „Bądź grzeczna – wtedy nigdy nie będziesz sobą” . I nie chodzi tu absolutnie o łamanie prawa czy bycie niekulturalną –  Grzeczna w znaczeniu ULEGŁA.         Czasem rządzą nasze wewnętrzne przekazy, często nieświadome (w analizie transakcyjnej określa się je mianem skryptu życiowego) „Sprawiaj innym przyjemność”, ” Staraj się”, „Nie bądź ważny”, „Nie bądź sobą” czy nawet „Nie istniej”. 
Więc niektórzy milczą, pozostając w relacjach, które ich nie satysfakcjonują a w moim przekonaniu psują się od środka jak owoc – nie widać na wierzchu ale w środku już coś gnije.  Przy próbie skonsumowania okazuje się, że trzeba go wyrzucić lub co najmniej okroić. Mówienie o tym, co prawdziwe buduje prawdziwą relację, bo bliskość to nie tylko spijanie sobie z dzióbków. I tu następny obszar – jak i co mówić? A mówić z dbałością o relację i tę drugą osobę, bez przekraczania jej granic psychologicznych. Mówić to, co utrudnia kontakt i tak, by wskazać, że mówisz to właśnie po to, by ten kontakt był lepszy. Na zajęciach grupowych często wprowadzam taką aktywność – członkowie grupy mówią do siebie – bezpośrednio, twarzą w twarz to, co im ułatwia i to, co utrudnia kontakt. A osoba, która słucha odpowiada tylko tyle „Przyjęłam”. Nie tłumaczy się i nie zaprzecza, po prostu przyjmuje. I już w jej odpowiedzialności jest czy coś z tym zrobi, bo uzna, że zobaczyła coś w lustrze psychologicznym i co najmniej się temu uważnie przyjrzy. Lub – nic z tym nie zrobi, nie rozezna tej informacji jako ważnej. Tak już jest – bo nie o to chodzi, by ktoś się zmieniał tylko dlatego, że Tobie coś nie pasuje, czasem to Ty masz zmienić coś w sobie… A zmiana może zajść w związku, gdzie dzielisz się swoją prawdą.
Życzę Wam związków bliskich i prawdziwych, w których przytaczając słowa Osiołka ze „Shreka” – „TYLKO PRZYJACIELA STAĆ NA TAKĄ SZCZEROŚĆ”.  

Do następnego razu. Marta W.

_________________________________________________

„Dwaj portretów malarze słynęli przed laty:
Piotr dobry, a ubogi, Jan zły, a bogaty.
 Piotr malował wybornie, a głód go uciskał,

Jan mało i źle robił, więcej jednak zyskał.
 Dlaczegóż los tak różny mieli ci malarze?Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze”. 

Ignacy Krasicki

Bohaterowie pominięci w czasie pandemii

Dzień dobry.
Czas pandemii trwa. Zmieniło się jednak wyraźnie nasze  funkcjonowanie (ku normalności), zmniejszyły się restrykcje a i lęk – mam wrażenie – też. Dziś napiszę o tych, o których w ogóle się nie mówiło (i nie mówi) w czasie koronowirusowym. Na pierwszym planie przez  cały czas była i jest służba zdrowia: informacje o lekarzach, pielęgniarkach, ich dyżurach, poświęceniu, przemęczeniu, zakażeniach itp. Minister Zdrowia p. Łukasz Szumowski był chyba najczęściej cytowanym człowiekiem, jego wizerunek , opinie pojawiały się  w  różnych środkach masowego przekazu. Chylę czoła przed służbą zdrowia i nie umniejszam ich ważnej roli.
Chcę jednak napisać o … pracownikach sklepów spożywczych, tych cichych bohaterach ostatnich dni. To dzięki tym paniom (najczęściej to jednak kobiety) każdy z nas mógł zapełnić sobie lodówkę i półki tym, czego potrzebował. Sklepy były otwarte i każdy mógł do nich wejść – bez mierzenia temperatury, bez ustaleń, czy zakup soku pomarańczowego czy batonika toffi  (bo akurat na taki ktoś miał ochotę) jest dopuszczalnym powodem udania się na zakupy.
Pamiętam pierwsze dni, gdy szkoły zostały zamknięte, większość nas odczuwała wzmożony poziom niepokoju, bezpiecznie było zostać w domu i ograniczyć kontakty. No cóż – panie ze sklepu tego nie mogły zrobić. Przy prowizorycznych ochronach i zabezpieczeniach obsługiwały morze klientów (a większość robiła gigantyczne zakupy).
Jak sobie radziły psychicznie idąc codziennie do pracy? Jak uspokajały myśli, że może przyniosą wirusa do domu, bo przecież spotkały się z 100-300 osobami? Jakie konsekwencje ich spotykały? Wiem, że do jednej pani pracującej w sklepie do tej pory nie przyjeżdża jej siostra, bo się boi, że ją „zarazi”.
Dla mnie to są ciche bohaterki ostatnich dni i miesięcy. Czy zobaczyłeś je pakując do swojego koszyka to, co potrzebowałeś?
Tym krótkim felietonem chcę Cię zachęcić do zwrócenia uwagi na te osoby, dzięki którym mogłeś jeść, gotować, piec i nie martwić się, że zamkną Ci dostęp do produktów spożywczych jak granice państwowe.
A jeśli to czyta ktoś z pracowników sklepów – to do Ciebie kieruję słowa uznania, wdzięczności i podziękowań.

Do następnego razu. Marta W.

Wdzięczność za dobro, które już jest w Twoim życiu jest podstawą wszelkiej obfitości” Eckart Tolle

_______________________________________________________________________________________________________________

Droga składa się z punktów – w świetle matury

Dzień dobry.

W szkołach średnich tematem przewodnim jest teraz egzamin maturalny: Jakie były pytania/zadania? Czy trudne? Jaka będzie zdawalność – to zainteresowanie od strony kadry pedagogicznej. Matura: rzeczownik, liczba pojedyncza, co prawda dla każdego maturzysty rozbity na kilka podpunktów – język polski, matematyka, język obcy+ przedmioty rozszerzone.
Ale czy rzeczywiście jest to jeden punkt? W moim przekonaniu to przystanek na drodze o nazwie  EDUKACJA. Przystanek, do którego trzeba było donieść bagaż wiedzy i różnych umiejętności. To dlatego nauczyciele przypominają, motywują , „straszą” maturą, to dlatego są matury próbne. To zewnętrzny wpływ na każdego ucznia. Jak z własną motywacją i świadomością, że matura jest tylko punktem w procesie, który trwa wiele lat? Od kilku lat przeprowadzam zajęcia „Moja motywacja do nauki”. Zachęcam do uświadamiania sobie czynników utrudniających, wspomagających, ustalenia celu, któremu ma służyć uczenie się a w końcu własnej odpowiedzialności za tę drogę. Staram się pokazać właśnie tę drogę, w ujęciu jak najkorzystniej dla Ciebie jest nią kroczyć. Matura nie jest na niej uwzględniana jako cel (chyba, że ktoś sobie taki wyznaczy), cel ma być dalszy, perspektywiczny, dotyczący tego, co chcesz robić w życiu i jak żyć.  Różnie jest z odbiorem – od pytania: „Po co mi to?” po głębszą refleksję i poszerzenie obszaru swej świadomości przez uczestników zajęć.
Bagaż wiedzy i umiejętności  każdy maturzysta przynosi na egzamin. Siada, rozpakowuje go i korzysta z niego lub …nie korzysta. Ot, bo okazało się, że w bagażu było Niebranieodpowiedzialności albo Natejlekcjimnieniebyło, albo Liczęnacud. Dużo można zapakować w swoją podróżną torbę.
Jeśli  w Twoim bagażu jest Wiedza i Umiejętności Posługiwania Się Nią, jeśli w nim są Umiejętności Radzenia Sobie Ze Stresem, jeśli włożyłeś tam przygotowany wcześniej ekwipunek to tylko siadasz i czekasz na kolejny autobus. Bo na tym przystanku zatrzymuje się autobus pt. DALSZA EDUKACJA.
Może być tak, że mimo Twojego zaangażowania osobistego Przystanek okazał się za trudny. Co robisz? Czy rezygnujesz i włączasz poczucie krzywdy czy wracasz kilka życiowych kroków, pakujesz się jeszcze raz – bogatszy o to doświadczenie, które Cię spotkało – i jeszcze raz docierasz do przystanku?
Niektórzy mają – jak się to mówi –  tzw. farta, sprzyja im los – ci nie muszą nawet długo czekać na autobus, a czasem podjeżdża dwa i kierowca zachęca do skorzystania właśnie z jego pojazdu. Ale niektórzy tak nie mają. A o tych, co wrócili, zebrali podróżny tobołek i podeszli jeszcze raz  myślę z dużym szacunkiem. Myślę tu o bliskim mi młodym człowieku, który mimo wieloletniej, skrupulatnej nauki, dużych możliwościach intelektualnych, głębokim zainteresowaniom  nie dostał się na wymarzony kierunek studiów. Co zrobił – od września zaczął się uczyć,  z pełnym zaangażowaniem, podszedł jeszcze raz do matury i wsiadł wreszcie w swój wymarzony autobus (choć z przesiadką 🙂 .
I taka postawa dotyczy nie tylko egzaminu maturalnego ale i innych wyzwań, ot choćby egzamin na prawo jazdy. Idziesz do celu, przekraczasz przeszkody, idziesz nie bez lęku ale mimo lęku.

I jeszcze – matura =egzamin dojrzałości. Jaka dojrzałość, Twoja osobista jest eksponowana na tym egzaminie? Jaki próg rozwojowy przekraczasz? Do czego dostajesz „przepustkę”?

Do następnego razu. Marta W.                            

,,JEŚLI KTOŚ NIE WIE, DO JAKIEGO PORTU PŁYNIE, ŻADEM WIATR NIE JEST DLA NIEGO KORZYSTNY” Seneka

——————————————————————————————

Zdjęcie zrobiłam w Arboretum w Bolestraszycach, tym razem z ogrodów- projektów studentów architektury krajobrazu.

DOTKNĄĆ ŻYCIA

Dzień dobry.
Każdy z nas obserwuje przekształcenia i zmiany dążące do przywrócenia normalnego życia. Życia, w którym można się spotkać z ludźmi, pójść na basen (już za kilka dni ), do kina, restauracji, dotknąć towaru w sklepie (i go poczuć zmysłem dotyku w ten sposób).
Obostrzenia związane z pandemią ograniczyły nasz dostęp do świata zewnętrznego i uczyniły technologię informatyczną pośrednikiem. Pośrednikiem, który i tak był obecny, choć nie w takiej skali.
Jestem z pokolenia trzepaków (dla wersji miejskiej) i pokolenia ganiania boso po kałużach (wersja wiejska – czyli moja osobista). Długo jeszcze przed przekierowaniem życia do Sieci z niepokojem przyglądałam się zmianom w spędzaniu czasu przez dzieci i młodzież. Obraz dziecka/nastolatka z kiedyś = ruch, obecnie to statyczna wizja młodego człowieka, często zgarbionego, wpatrzonego w coraz mniejszy ekran. To trend  w urządzeniach, dążący do miniaturyzacji.(Czy wiecie, że pierwszy komputer tzw. ENIAC ważył 27 ton i zajmował 140 metrów kwadratowych?). Obserwowałam rosnącą niechęć do wysiłku fizycznego czy ruchu. Przeciętnie człowiek spędza około 9,3 godziny W POZYCJI SIEDZĄCEJ (śpi około 7,7 godziny). Spotkałam się nawet z twierdzeniem, że ten styl życia przyczynia się do zmiany w budowie ciała poprzez powiększenie naszych pośladków  – bo, tak już przyroda działa, że ewolucyjnie przystosowuje organizmy do przetrwania. Konsekwencje są czytelne – wzrost zachorowań na tzw. choroby cywilizacyjne (cukrzyca, nowotwory, choroby układu krwionośnego), gorszy stan zdrowia psychicznego (czy pisałam już, że 45 minutowy spacer, w dawce 5 razy w tygodniu zmniejsza poziom depresji z 14, 8 na 3,2 w skali depresji Becka)?
Styl życia kształtowany jest przez rodziców, to od nich zależy, czego nauczy się dziecko w obszarze kontaktu ze światem – czy pozna go przez szybę, bo: za dużo zarazków, kleszcze, za zimno, za gorąco, za daleko, za ciężko= ogólnie niebezpiecznie. A kiedyś mówiło się tak: „Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko”. Wyobrażam sobie, że w niektórych sterylnych domach dziecko nie będzie mogło zjeść rękami (i może łyżeczką, jeśli nie zrezygnuje z tak trudnej operacji) jajka na miękko czy innych pyszności, które można później rozsmarować po blacie.
Moi bliscy znajomi – ze stolicy zabierają swoje dzieci na wakacje w głuszę, gdzie nie ma „atrakcji” nowoczesności a chodzenie w kaloszach z latarką (bo z oświetleniem też jest kiepsko) to dopiero jest przygoda. Tylko z takimi dziećmi trzeba być, spędzić z nimi czas, pokazywać im i tłumaczyć świat. Pozwolić, by posmakowały smaków życia (a nie wszystkie są jak czekoladki z wyższej półki).
Dziecko przed ekranem = spokojne dziecko, którym nie trzeba się zajmować. Słyszę komunikaty „No, teraz puściłam mu bajkę, będzie spokój”. Nawet jeśli dzieciak ogląda bajkę dobrze jest oglądać ją z nim, właśnie po to, by zapytać go, jak coś rozumie, jakie przeżywa emocje,  wyjaśnić, dopowiedzieć, a przede wszystkim TOWARZYSZYĆ, wspólnie doświadczać.
Młodzi ludzie często  są w kontakcie ze sobą za pośrednictwem sprzętu. Dla mnie jest to spotkanie jak przez szybę. Nie ma bezpośredniej interakcji, tego, co w bezpośrednim kontakcie możemy odczytać, zdać się na swoją intuicję czy mądrość, że w tej osobie coś mi nie pasuje (skąd tyle nieszczęść związanych ze znajomościami w Sieci i przeniesionych później do tzw. reala? Ano, zbudowany wizerunek poprzez słowa, który z prawdą może nie mieć nic wspólnego).

Jestem zwolenniczką dotykania życia swoimi rękami. Cenię poczucie przemoczonych butów przy chodzeniu po mokrej trawie. Kontakt z ziemią w ogrodzie – bez rękawiczek . Lubię patrzyć na aktywne dzieci, często spocone i zaczerwienione z wysiłku i ekscytacji. Dzieci,  które korzystają ze swojej twórczości i kreują magiczny świat z koca, patyków, kawałków tkanin…
Cenie młodych ludzi, którzy nie stosują opcji „kopiuj – wklej”, a zamiast pytać „Po co to robić?” myślą raczej „Jak to zrobić?”. Idą pograć na orliku w siatkówkę, poznając tam nowych, innych graczy. Zostawiają swój telefon, by spotkać się z życiem i  światem. I takiego DOTYKU ŻYCIA Wam życzę.

Do następnego razu. Marta W

 

Mamy pięć zmysłów do poznawania świata: dotyk, smak, węch, słuch, wzrok – korzystajmy z nich.

________________________________________________________________________

Dlaczego BRZOZA? Wyjaśnienie pod tekstem

DARY

Dzień dobry.
                 W niedzielę 31 maja w kościele katolickim obchodzone było święto Zesłania Ducha Świętego. W 50 dni od zmartwychwstania Chrystusa zostaje zesłany (obiecany) Duch Święty, apostołowie mówią różnymi językami. W chwili Zesłania ludzkość zdołała symbolicznie przełamać wszelkie bariery i na nowo zjednoczyć się w Duchu Świętym. 
                 Zjednoczyć się… Jak to dziś ująć? Czy przez pryzmat „zjednoczenia się” w demonstracjach w Stanach Zjednoczonych, które trwają około tygodnia, po śmierci46-letniego czarnoskórego George’a Floyda, który zmarł w trakcie zatrzymania przez policję w Minneapolis. To „zjednoczenie” spowodowało wprowadzenie godziny policyjnej w 25 miastach w 16 stanach, bo demonstracje zostały wykorzystane do grabieży, demolowania, niszczenia, podpaleń i innych nagannych zachowań. No i – oczywiście – są ofiary w ludziach.
               Zjednoczenie się  w obliczu koronawirusa – tu mam dwa obrazy: jeden to wzajemne wspieranie się, pomoc, podziękowania dla pracowników służby zdrowia (materialne i niematerialne), branie odpowiedzialności za siebie tak, by nie szkodzić innym. Drugi – to obraz zjednoczenia się w lęku, związanym z koronawirusem. Zjednoczenie, które powoduje lękowe odwracanie się od innych (sytuacja z krakowskiej windy) a wręcz agresję (przy propozycji przepuszczenia w kolejce do kasy osoby, która miała kilka sztuk towaru). Propozycję, która w czasach sprzed połowy marca byłaby potraktowana jako wyraz życzliwości i uważności na innych.
              Wrócę do Ducha Świętego w aspekcie Darów. Interpretowane są one przez religię w odniesieniu do wiary, ja pozwolę sobie odnieść je i do innych aspektów życia. (Prócz Daru Pobożności i Daru Bojaźni Bożej jako stricte religijnych – choć i one wpływają na postawy życiowe…).
Dar mądrości. Bycie mądrym niekoniecznie równa się byciu inteligentnym. Myślę o takiej mądrości życiowej, która mają szczególnie wyraźnie starsi ludzie. Blichtr tego świata nie kusi, świadomość tego, co w życiu ważne wytycza ścieżki, spokój i opanowanie pomagają w podejmowaniu dobrych decyzji. Kiedyś to właśnie Starszyzna Plemienna naradzała się i decydowała o losach grupy… Kiedyś mówiło się o mędrcach… Dziś – no cóż – ja tam wierzę, że każdy może być dla siebie mędrcem poprzez dbanie o swój osobisty rozwój. A kiedy potrzebuje pomocy z zewnątrz, kiedy „uczeń jest gotowy, to i nauczyciel się znajdzie”.  
Dar rozumu jak dla mnie związany jest z Mądrością. Chodzi o właściwe wykorzystanie własnej kory mózgowej (pełny rozwój następuje około 30 roku życia, stąd też ograniczenia wiekowe przy zasiadaniu w senacie – minimum 25 lat czy bycie sędzią – minimum 30 lat). Dalej – Dar rady – tu chodzi znów o właściwe decyzje. A życie stawia przed nami konieczność wyborów co chwilę. Od prostego: Co zjem na śniadanie,  do  takiego związanego z wyborem szkoły, pracy, partnera…I to Ty masz mieć ten Dar, by sobie poradzić, gdy staniesz przez dylematem.  Pytanie – Co sobie poradzę? Gdyby ktoś bliski  przyszedł  do Ciebie z takim problemem – Co byś mu poradził? Pytania dodatkowe to np. takie „Czy to jest dla mnie dobre/właściwe/odpowiednie?”, „Jak się będę czuł, gdy się na to zdecyduję?”. Rady od innych mogą być przeszkodą, jeśli zablokujesz się na głos swojej intuicji i swoich prawdziwych potrzeb. Stąd psychoterapeuta nie radzi lecz pomaga uświadomić, poszerzyć pole wglądu w sytuację, odszukać swoją wewnętrzną prawdę.
Dar męstwa czyli odwagi, bycia gotowym do poświęcenia. Przypomina mi się teraz „Stefek Burczymucha” Marii Konopnickiej. Pamiętacie?
„Ja nikogo się nie boję! Choćby niedźwiedź… to dostoję!
 Wilki?  Ja ich całą zgraję pozabijam i pokraję!”
Nie chodzi o męstwo głoszone ale o czyn. Nie o deklarację ale o postawę.  Dopiero ekstremalna sytuacja może pokazać, co masz głęboko w sobie, czasem będzie to właśnie męstwo, oparte  o odwagę,  a czasem tchórzostwo oparte na lęku. Jak pisała Wislawa Szymborska „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.   
Dar umiejętności … Zazdroszczę (bez bycia zawistną) tym, którzy maja piękny głos, tym, którzy z taką łatwością uczą się języka obcego. Niektórzy mają po prostu talent. Tu powołam się na słowa wielkiego filozofa Artura Schopenhauera „Talent przypomina strzelca trafiającego do celu, w który inni trafić nie umieją; geniusz – takiego [strzelca], co trafia w cel, którego inni nawet dojrzeć nie potrafią”.  Nie wszyscy mamy po równo, cóż pozostaje?  – ja tam z przyjemnością słucham pięknych głosów  innych z wdzięcznością, że mam słuch i mogę doświadczać takich wzruszeń. A co do języka – uczy mnie to akceptacji swoich możliwości.

Życzę otwartości na Dary, dostrzegania ich, umiejętności ich przyjmowania i dzielenia się z innymi.

 Do następnego razu. Marta W.

Brzoza – symbol  związany z kultem płodności,  pozostawiony po naszych przodkach, pogańskich Słowianach, którzy kiedyś obchodzili święto zwane Stadem.  (Obecnie  jego miejsce zajmuje  święto Zesłania Ducha Świętego).  Pozostałością po Stadzie w kulturze ludowej są Zielone Świątki i „majenie” – czyli przystrajanie  domów gałęziami brzozy – symbolem wiosny i kobiecości – dla zapewnienia sobie urodzaju i uchronienia domostwa od złego.

_______________________________________________________________________

Słonecznego Dnia Dziecka:) 

Dzień Dziecka – co ten dzień znaczy dla Ciebie?

Dzień dobry. Temat – po krótkim wprowadzeniu – podzielę na strefy, dla:
1. ucznia,
2. rodzica,
3. każdego.

Międzynarodowy Dzień Dziecka – dzień ustanowiony w 1954 przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) dla upowszechniania ideałów i celów dotyczących praw dziecka zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych i obchodzony od 1955 w różne dni roku w różnych krajach członkowskich ONZ. W  Polsce – oczywiście – 1 czerwca. Oczywiście, bo chyba każdy zna tę datę, od swojego dzieciństwa.
Proponuję refleksję nad tym:  Co ten dzień znaczy dla Ciebie? 

Jako uczeń jesteś „około – pełnoletni”. Ale jesteś dzieckiem dla swoich rodziców. I zawsze będziesz, niezależnie od wieku. Czego od nich oczekujesz? Jakie są Twoje potrzeby, w tym wieku? Zastanów się… Jasne, że z czasem przechodzimy ze wsparcia zewnętrznego na wewnętrzne ale zawsze korzystanie (nie nadużywanie!) z tego, co oferuje Ci świat społeczny jest w porządku. Buduje międzyludzka wymianę. I po to jesteśmy, po to są więzi, kontakty, po to jest bliskość. No i jeszcze instytucje.

Można popatrzyć na Dzień Dziecka – jako rodzic-  przez pryzmat swojego rodzicielstwa. Dotrzeć do wdzięczności, że masz dziecko/dzieci, przypomnieć sobie o ważnych doświadczeniach związanych z tą osobą. Uświadomić sobie odpowiedzialność, która na rodzicu właśnie spoczywa. Odpowiedzialność za wszelkie aspekty rozwoju dziecka, nie tylko pielęgnację, opiekę i pomoc w nauce ale i kształtowanie charakteru – uczenie radzenia sobie w życiu, z niepowodzeniami, trudnościami, kierowanie się WARTOŚCIAMI, nawiązywanie i utrzymywanie kontaktu, wyrażanie siebie i znajomość siebie.
Można skupić się jedynie na zakupie prezentu i zadbanie o sprawienie przyjemności – to też ważne. Jak dla mnie z prezentem musi iść też przekaz – KOCHAM CIĘ, JESTEŚ DLA MNIE WAŻNY/WAŻNA .
Uważam, że każde dziecko potrzebuje dwóch wymiarów opieki – okazywania miłości i stawiania granic. Symbolicznie – wyciągasz w stronę dziecka obie ręce: lewą (od serca) w geście  otwartej dłoni „Kocham Cię” i prawej (od rozumu) – „To Ci wolno, tego Ci nie wolno”. Dziecko rozwija się, gdy ma  poczucie, że jest kochane i jednocześnie w rodzicu ma oparcie właśnie przez wyraźne granice – wtedy może czuć się bezpieczne. A przecież mamy dwie ręce…

Emocje to świat dziecka, a radość, ekscytacja i poczucie przyjemności  to ta przyjemniejsza strona przeżyć. Także w nas jest takie Wewnętrzne Dziecko. I o niego też dobrze się jest zatroszczyć. Zapytać samego siebie: Co potrzebuję? Co sprawiłoby mi przyjemność? Jeśli o Nim zapomnimy,  Ono – jeśli jest ciche i nauczyło się nie być wymagające – usunie się w cień i będzie cierpieć (a my oczywiście z Nim) albo będzie dopominać się uwagi – czasem tak, jak to robią „niegrzeczne” dzieci. „Niegrzeczne” – w moim rozumieniu (dlatego w cudzysłowie) –zwracające na siebie uwagę właśnie z powodu braku WŁAŚCIWEJ  uwagi.
Z różnych okazji składamy sobie życzenia. Jakie złożyłbyś swojemu Wewnętrznemu Dziecku (tak, jakby w Tobie mieszkało Twoje dodatkowe dziecko, o które dobrze jest dbać – co byś mu powiedział?).
Zadowolony,  szczęśliwy Rodzic (który dba o swoje Wewnętrzne Dziecko) taki świat pokaże i przekaże swojemu Dziecku. No i oczywiście z czasem, gdy Dziecko stanie się Dorosłe będzie umiało dbać o swoje Wewnętrzne Dziecko i przez pokolenia popłynie przekaz: Ja jestem OK, Ty jesteś OK. Brzmi wręcz trywialnie, ale jak się zastanowić, to podstawa Dobrego Życia w każdym jego wymiarze.

Przy tym temacie chcę jeszcze nawiązać do kogoś, kto był blisko dziecka. Kogoś, kto był  lekarzem, pedagogiem, działaczem społecznym, publicystą,  pisarzem (m.in.„Król Maciuś Pierwszy”). Kogoś, kto swoim czynem okazał  Miłość do Dzieci – Janusza Korczaka.
Tak więc na zakończenie kilka cytatów tego Wielkiego, Mądrego Człowieka:
O roli opiekuna: „Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie – naucz. Jeśli nie wie – wytłumacz. Jeśli nie może – pomóż.”
w zakresie samodzielności: „Jeśli umiecie Januszu Korczaku diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższa jest radość z pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania i władania.”
Z zakresie destrukcyjnych zakazów: „Nie biegaj, bo wpadniesz pod konie. Nie biegaj, bo się spocisz. Nie biegaj, bo się zabłocisz. Nie biegaj, bo mnie głowa boli. (…) I cała potworna maszyna pracuje długie lata, by kruszyć wolę, miąć energię, spalać siłę dziecka na swąd.”
– I wreszcie – o poradnikach dla rodziców: „Książka z jej gotowymi formułami przytępiła wzrok i rozleniwiła myśl. Żyjąc cudzym doświadczeniem, badaniem, poglądem, tak dalece zatracono ufność w siebie, że nie chcą sami patrzeć. (…) Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania.”

Do następnego razu. Marta W.
————————————————————————————————————————————————————————————–

to wizualny odbiór, a to jeszcze pachnie 🙂

„Rób co chcesz (…) tylko nie pal”

Dzisiejszy felieton związany jest ze zbliżającym się Światowym Dniem Bez Papierosa (31 maja). Moją oczywistą intencją jest zwrócenie uwagi na szkodliwość palenia. A zrobię to przez bilans zysków i strat. I osobisty akcent.
Sama kiedyś byłam osobą palącą, więc wiem o czym piszę. Gdzie początek – pewnie jak u większości: poczucie wstępu do świata dorosłych, wyjście na zakazany teren, a przez to – oczywiście – bardziej atrakcyjny. Potem kilka okazji – koncerty, towarzyskie spotkania, z czasem  coraz więcej. W papierosie znalazłam sojusznika w radzeniu sobie z emocjami. I tak to już byliśmy razem. Pewnie schemat brzmi znajomo. Zyski: trudni znaleźć, tak z pozycji dorosłego, ale w świecie nastolatka to było coś: łamanie zakazu, pokazywanie się jako osoba niezależna, magia dymu i rozmów w dymie…
Koszty:  bez liku, nie tylko niepalący ale i każdy palacz wymieni je w ilościach hurtowych. Przeliczanie pieniędzy na rzeczy, które można by kupić zamiast, pokaz wpływu na organizm, graficzne prezentacje na paczkach papierosów pokazujące zaawansowane chorobowo konsekwencje palenia….  Czy to pomaga? Niech każdy odpowie sobie sam.

Wiem, że są różne motywy nie sięgania po papierosy i różne motywy rozstawania się z nimi. I KAŻDY JEST DOBRY. Każda osoba, która pokonała każde uzależnienie jest dla mnie bohaterem. Moja droga do rozstawania się z papierosem biegła przez proces rozwoju osobistego. Kiedyś usłyszałam takie pytanie: „Co zadymiasz?” – zaskoczyłam się, zostałam z tym pytaniem, jako ważnym sygnałem uświadamiającym.
Z czasem, gdy zaczynasz naprawdę dbać o siebie, szanować się i WZRASTAĆ papieros wadzi. Gdy odkryjesz inne sposoby prezentacji siebie przed innymi, radzenia sobie z trudnymi emocjami, spędzania czasu itp. papieros straci przypisaną mu wartość.

To, co jest zyskiem po rozstaniu się z nikotyną to branie wdechu ze świeżym powietrzem pełnymi płucami (a oddychanie to Twoja wymiana ze światem, ciągła). To smakowanie potraw a nawet zwykłego chleba z masłem (i odrobiną soli). To wyczuwanie woni – nie tylko perfum ale i zapachu skoszonej trawy, kwitnących bzów, powietrza po ulewie, zapachu świeżego chleba…
To poczucie niezależności i kontaktu ze sobą i światem. Kontaktu bez protezy. I to takiej protezy, która zaczyna kontrolować Ciebie i Twoje życie.

Do następnego razu. Marta W.

Tytuł zaczerpnęłam z piosenki Maryli Rodowicz „Tylko nie pal” –przy okazji: zachęcam do posłuchania.

_______________________________________________________________________

Kura z wolnego wybiegu. O wolności i konieczności


Dzień dobry. Tym razem na fotografii właśnie tytułowa kura. Ciekawa jestem, jakie uczucia, jakie myśli Ci towarzyszą, gdy patrzysz na to zdjęcie.
Zastałam ją śpiąca pod moim ogrodowym krzakiem (dla jasności – kura nie jest moja, jest sąsiadowa) i pomyślałam właśnie o wolności. Dla porównania mam od razu przed oczami obraz z hodowli drobiu w wielkich farmach, gdzie kura ma tyle miejsca, byle się zmieściła, dziób zaś wysunięty przez kratę, by mogła dziobać płynący taśmą pokarm. A potem tylko śmierć (no chyba, że jest nioską, to może ma ciut lepiej). Ale to już temat biegnący innym torem…
„Moja” kura jest wolna – idzie gdzie chce, je to, co znajdzie – a i gospodarz dba o pożywienie dla niej. Z ta wolnością jest też tak, że na tę kurę czekają „wolnościowe” niebezpieczeństwa – ot choćby lisy.

Jak to przełożyć na ludzi? Są tacy, którzy tej wolności się boją – boją się wyrazić swoje zdanie, wypowiedzieć się przy innych, szczególnie wtedy, gdy jest ono odmienne od pozostałych (większości lub  lidera grupy). Wybierają podporządkowanie się, dostosowanie. Z jakiego powodu może to być trudne? Niskie poczucie własnej wartości, obawa przed odrzuceniem (które się właśnie z tym niższym poczuciem wiąże). W ten sposób tworzą postawę  konformizmu. Przypomina mi się baśń „Nowe szaty króla” Hansa Christiana Andersena: próżność króla wykorzystują dwaj tkacze-oszuści i pozorując pracę udają że widzą niezwykły materiał i niezwykły krój. Najpierw wysłani dworzanie, potem sam król i kolejno poddani nie chcąc dać się ośmieszyć (że nic nie widzą tak naprawdę) udają, że dostrzegają te cudowne szaty. Nikt się nie przyznaje, że to wszystko to fikcja. Dopiero niewinne dziecko wypowiada na paradzie znamienne słowa „Król jest nagi”.

Moje pytanie w tym obszarze – jak Ty wykorzystujesz swoją WOLNOŚĆ (prawo do wypowiedzi, własnego zdania), czy masz odwagę na taką wolność?  

Drugi biegun – niektórzy myślą, że wolność to jest zupełny brak ograniczeń, robienie tego, na co się ma ochotę . To nie jest WOLNOŚĆ, a przynajmniej nie jest to dojrzała wolność. Jeśli ktoś poddaje się wewnętrznym impulsom, to nie jest wolność, jeśli ktoś nie licząc się z konsekwencjami czyni krzywdę sobie lub innym – to nie jest wolność . Według doktryny chrześcijańskiej „Wolność jest zakorzenioną w rozumie i woli możliwością działania lub niedziałania, czynienia tego lub czegoś innego, a wiec podejmowania przez siebie dobrowolnych działań.” Rozum i wola – razem, w parze.

Włączę tu kontekst konieczności – odnosząc się do kury. Otóż – ją też czeka śmierć, może na rosół, może – jako nioska pożyje dłużej. Na wsi nie ma sentymentu – zwierzę ma być użyteczne.  Ludzką koniecznością jest także to, że jesteśmy śmiertelnikami. Ale konieczność to także konsekwencja wyboru wolności lub jej nie wybrania. Zawsze ponosimy konsekwencje każdego wyboru.

W czasie zdalnego nauczania – masz wolność – możesz włączyć skype na lekcji, wyłączyć mikrofon i robić, co Ci się podoba. Nawet wyjść i udawać, że uczestniczyć. Możesz nie zgłaszać się na lekcje, bo argument, ze nie miałeś dostępu do sieci czy urządzenia teraz przejdzie. To Twoja wolność. Tylko – na czym ona jest oparta? Na jakich WARTOŚCIACH. Czy jesteś wolny, czy zniewolony swoim lenistwem, brakiem odpowiedzialności, chodzeniem na łatwiznę?
Parafrazując Cypriana Kamila Norwida: Gdyby niewolnikom dać skrzydła, to zamiataliby nimi ulice. Masz wolną wolę. To ważny składnik życia. Możesz latać, rozwijać się, wzrastać lub „zamiatać ulice”. Życzę Ci pięknych lotów, z perspektywy których widać dużo więcej. I można nabrać dystansu, także i do siebie samego.

Do następnego razu. Marta W
                                                                                   

„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – Alexis de Tocqueville”.
_________________________________________________________

 

tym razem w Bolestraszycach koło Przemyśla

Sztuka w prostocie

Dzień dobry. Dzisiejszy felieton wynikł z mojego zafascynowania rzeźbą, którą dodaję na sąsiadującej u góry fotografii (znów Święty Franciszek). Cztery elementy połączone ze sobą – ot i tyle. Albo aż tyle. Sztuka, która przemawia prostotą. Nie ma w niej wysokopodniebnej egzaltacji artystycznej, jak się to mówi „przerostu formy nad treścią”. A jednocześnie zostawia miejsce dla wyobraźni…

 Dzieci potrafią zrobić coś z niczego – konia z kija, zupę z piasku z wodą, berło z tłuczka do ziemniaków. A te z Bullerbyn nawet latać na miotle (- „Ale miotła nie umie latać! – Tak, ale miotła o tym nie wie.”). Z czasem dziecko dorasta i w miejsce wyobraźni pojawiają się gotowe produkty, najlepiej markowe. Sklepy uginają się od nadmiaru zabawek (nawet w czasie pandemii w którymś to kraju postulowano, by sklepy zabawkami były cały czas otwarte, bo przecież dzieci się nudzą…) Gotowe i na wyciągnięcie ręki, ot nasza cywilizacja. A gdzie miejsce na kreatywność, wyobraźnie, twórczość? Sama przyznaję, że gdy wpadłam na pomysł pisania do Was jako formy kontaktu w czasie pandemii najpierw przyszło mi na myśl, że poszukam coś „mądrego” w Internecie i będę wysyłać linki albo cytaty. No i z tego zrezygnowałam, na rzecz własnej inwencji, koncentrując się na temacie, który trafi do mojej głowy lub serca. Uważam za bardzo ważne to, by KAŻDY MÓWIŁ SWOIM GŁOSEM. By każdy dotarł do tego osobistego kawałka SZTUKI, jaką jest jego  niepowtarzalność. Nie musi być ładnie – ma to być Twoje.

A gdy już o wyrażaniu się: jako ludzie mamy zdolność posługiwania się językiem mówionym. Służyć miał komunikacji międzyludzkiej, sygnalizowaniu ważnych informacji. Gdzie jesteśmy obecnie – w tzw. szumie informacyjnym. A z niego trudno wyłonić sedno, rozeznać się i jeszcze odszukać swoją osobistą reakcję na to co słyszysz, czytasz. Minimum słów, maksimum treści.  Przychodzi mi na myśl związek frazeologiczny – WYPOWIEDŹ LAKONICZNA (wypowiedź krótka, zwięzła, streszczająca cały tekst w kilku zrozumiałych zdaniach) . A skąd się wzięła w języku stosowanym? Otóż Filip II Macedoński zbliżając się ze swoim wojskiem do bram Lakonii  groził mieszkańcom: „Jeśli was pokonam, wasze domy spłoną, wasze miasta staną w płomieniach a wasze żony zostaną wdowami.” I usłyszał odpowiedź „Jeśli” – krótką, zwięzłą i treściwą.        \

Dalej w krainie języka – zangielszczanie wyrazów, co ma nadać słowu czy wypowiedzi „charakter” Bo nie ma już prześladowania, osaczenia tylko stalking, nie ma zastraszania, tyranizowania, znęcania ale jest bullying, w miejsce nauczyciela, korepetytora jest tutor i tak dalej ( a im dalej w świat korporacyjny, tym więcej).

I na koniec prostota w wydaniu księdza Jana Twardowskiego. Taka prostota, która jest blisko PRAWDZIWEGO ŻYCIA, nie oddala nas od tego, co ważne. Prostota, która trafia prosto do serca…To on napisał znane większości słowa, które pojawiają się na nekrologach „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” .
Świat nas kusi – dobrostanem, nowościami, produktami, bez których „żyć wręcz nie można”, zmieniającymi się modelami  spodni, samochodów, mebli… Oby w tym biegu nie odbiec za bardzo od siebie samego… Bo sztuką jest BYĆ SOBĄ,  bez całego bagażu rzeczy (nie)zbędnych. A to dla niektórych wcale nie jest takie proste….

Do następnego razu. Marta W.

 

 Przytoczę jeszcze wiersz księdza J. Twardowskiego „ Rachunek dla dorosłego”

Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną

ty stary koniu
_______________________________________________________________________

Św. Franciszek w Kalwarii Pacławskiej

Królestwo zwierząt

Na początek coś z definicji: Królestwo zwierząt –  „ wielokomórkowe organizmy cudzożywne o komórkach eukariotycznych, bez ściany komórkowej, w większości zdolne do aktywnego poruszania się. Są najbardziej zróżnicowanym gatunkowo królestwem organizmów. Największą grupę zwierząt stanowią bezkręgowce, a wśród nich owady. Drugą, obok bezkręgowców, grupą zwierząt są kręgowce. Wśród nich tradycyjnie wyróżnia się rybypłazygadyptaki i ssaki, do których należy również człowiek”.

A więc dzisiejszy temat dotyczy  królestwa, w którym żyjemy. Najbliżej w nim nam (pod względem zoologii) do ssaków.
Jak widzisz w nim swoje miejsce? Jaki jest twój stosunek do innych istot z naszego Królestwa?
Tu można uwzględniać kilka obszarów:
1. Zwierzęta domowe. Jak traktujesz (jeśli masz) swojego psa, kota, chomika itp.? Czego się od niego uczysz? Jaka zachodzi między Wami wymiana? Tu przypomina mi się cytat z „Małego księcia” Antoina De Saint Exupery :  „ Ludzie zapomnieli o tej prawdzie – rzekł lis
– lecz Tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś”. I z tą głęboką prawdą tu Cie zostawię na własne przemyślenia…

2.Zwierzęta hodowlane, czyli te, które są poświęcane dla człowieka. Przyznaję, że czuję głęboki smutek, gdy patrzę na lady sklepowe uginające się pod ciężarem mięsa. Szanuję tych, którzy mają dietę mięsną, bardziej moją uwagę przyciąga ilość oraz cena („ćwiartka” kurczaka – niecałe 4 złote)  – tak niska cena za ŻYCIE… Co z produktem, które się nie sprzeda? Kosz i śmietnik? Zachęcam Cię, byś zwrócił  swoją uwagę na to, jak żyją i jak są uśmiercane zwierzęta hodowlane, uważam, że każdy konsument powinien mieć świadomość co je. Nasuwa mi się obraz hodowli wiejskiej, z mojego dzieciństwa i obecnych, sąsiedzkich. Tu także hoduje się i  zabija koguty, świnie, kozy a następnie spożywa ich mięso. Zwierzęta traktowane są z SZACUNKIEM I TAK TEŻ SĄ ZABIJANE. Ich ofiara wykorzystana jest w całości. Zabijanie zwierząt a raczej dopuszczenie tego do społecznej świadomości budzi kontrowersje – jak choćby obywatelski projekt nowelizacji „Prawa łowieckiego”, który zezwala niepełnoletnim na udział w polowaniach za zgodą rodziców lub opiekunów prawnych.  W kulturze Słowian każdy chłopiec (w wieku około 7 lat) przechodził spod opieki matki pod opiekę ojca, odbywały się rytualne postrzyżyny (obcięcie włosów) i od tego czasu brał udział w męskich zajęciach, w tym oczywiście w polowaniach.  Dzieci na co dzień widziały śmierć zwierząt, które potem stanowiły ich pokarm. To nie jest przyjemny obraz – sama pamiętam zakrwawiony pieniek do ścinania głowy kogutom i bezgłowy kadłub ptaka w miednicy…. Ale to wszystko stanowiło CAŁOŚĆ – życie i śmierć. W moim przekonaniu – pomaga SZANOWAĆ zwierzęta.
3. Gdy już o śmierci. W świecie zwierząt nie ma litości – rządzi naturalne prawo: drapieżnik atakuje ofiarę, słabsze osobniki giną. Przyznaję, że trudno mi było zaakceptować śmierć jaskółki schwytanej na moich oczach przez pustułkę (wiesz, co to za ptak? ). Tym bardziej, że wcześniej podziwiałam tę pustułkę oglądając ją przez lornetkę… Agonię przerażonej myszy, którą bawi się jeszcze przed jej śmiercią kot. Takie jest prawo przyrody. Prawo które mam okazję poznawać na co dzień…
Zwierzęta także przeżywają żałobę, jest to cierpienie – instynktowne, pierwotne. Miałam okazję dowiedzieć się o tym, gdy dzięcioł stracił swoją partnerkę (nie wiedział o tym ale ja wiedziałam, bo znalazłam jej ciało) i przez około miesiąc nadawał dziobem dla niej sygnał  w blachę na dachu budynku. Czemu nie w drzewo? Bo dźwięk był dużo głośniejszy. Po prostu na nią czekał i ją przywoływał.

 

Moją intencją dzisiejszego felietonu było zwrócić Twoją świadomość na Twoją postawę wobec zwierząt, przybliżyć ich świat jako istot ŻYJĄCYCH I CZUJĄCYCH. Postawę bliską Św. Franciszkowi z Asyżu…

Do następnego razu. Marta W.

PS. Kilka poniższych informacji w tematyce śmierci i żałoby zwierząt uzyskałam na stronie WWF (organizacja ekologiczna):

Najbardziej widowiskowy obrządek żałoby obserwuje się u kruków. Ptaki te odbywają nad ciałem spektakularny rodzaj tańca, wydając jednocześnie charakterystyczny odgłos. W ten sposób informują pozostałych o tym, że jeden z osobników jest martwy.
Słonie również są niezwykle emocjonalne. Zbliżającą się śmierć jednego z członków wyczuwają na długo przed ostatecznością. Gdy śmierć jest już blisko, całe stado otacza umierającego i towarzyszy konającemu do samego końca. Podobnie jest u żyraf. Szczególnie bolesne jest dla nich odchodzenie młodych – opłakuje nie tylko matka – w czuwaniu, jako gest solidarności,  uczestniczą wszystkie samice. Przeżywanie śmierci dzieci jest wyjątkowo trudne także dla małp.  Zdarza się, że zarówno goryle jak i szympansie matki noszą przy sobie ciała swych utraconych pociech nawet przez… kilka miesięcy. Zresztą u tego drugiego gatunku obserwuje się równie wzruszające zachowania także w przypadku, gdy odchodzi matka. Szympansie dzieci z rozpaczy po jej stracie potrafią się wręcz zagłodzić.
Depresja po śmierci bliskich występuje też u ptaków, np. szarych gęsi. Niektóre osobniki znoszą samotność tak źle, że po miesiącu same umierają.
Zwierzęta również odwiedzają groby swoich bliskich (np. wilki).
_______________________________________________________________________

Jeśli przyglądniesz się wnikliwie, to zauważysz, że po  dawnej linii elektroenergetycznej (po prawej) zostały  słupy … Jasne, że dobrze, że zmienili, ale co z pozostałością na polu mojego dalszego sąsiada ?

JAK KORZYSTAMY Z RZECZY

Dzisiejszy temat związany jest z  podejściem człowieka do rzeczy materialnych. Najpierw tak najogólniej. Gdyby zestawić potrzeby jakiejkolwiek istoty żywej na tym świecie z tym, co potrzebuje człowiek- DYSPROPORCJA – to byłoby zbyt słabe słowo. Zwierzęta pozostawiają po sobie nory, dziuple, gniazda, które są potem wykorzystywane przez inne gatunki. Gdy drapieżnik upoluje zwierzynę – zjada ją w całości (ZABIJA, bo jest GŁODNY a nie, że ma OCHOTĘ), resztki zostają spożytkowane przez padlinożerców.

A jak to jest u nas, ludzi? Co zostaje po przedstawicielach naszego gatunku? Pomyśl, proszę przez chwilę ile ludzkich wytworów cywilizacyjnych zostawiamy – począwszy od wspaniałych zabytków a skończywszy na woreczku foliowym. A ten „woreczek foliowy” tworzy  gigantyczne „wysypisko” na Oceanie Spokojnym, zwane Wielką Pacyficzną Plamą Śmieci, ważącą więcej niż 43 tysiące dużych samochodów osobowych. I zajmuje powierzchnię pięciokrotnie większą niż Polska. A to zaledwie część problemu odpadów w morzach i oceanach naszej planety.

Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa wynika, że każdego roku marnuje się jedną trzecią wyprodukowanej globalnie żywności czyli 1,3 mld ton jedzenia. Na świecie głoduje miliard osób, podczas gdy aż 40 proc. Amerykanów wyrzuca zakupione towary, marnując przy tym rocznie kwotę stanowiącą równowartość 7 tys. złotych na osobę. W Europie rocznie marnuje się 89 mln ton żywności (średnio 179 kg na osobę), z czego w Polsce aż 9 mln ton (52 kg na osobę).

Dlaczego? Powód jest prosty – DOBROBYT. I drugi – brak szacunku. Żyjemy w kraju, o którym Cyprian Kamil Norwid, pisał: „ (…)gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba”, gdzie właśnie chleb przed pokrojeniem znaczyło się znakiem krzyża… Jak Ty traktujesz jedzenie – czy z SZACUNKIEM DLA  POKARMU? Szczególnie, jeśli jest ono pochodzenia zwierzęcego, a to znaczy, że istota żywa została poświęcona, byś Ty mógł żyć.

Jak jest z pozostałymi rzeczami, których tak „potrzebujemy” – różne sprzęty, samochody, ubrania, gadżety…..

Uważam, że zawsze warto sobie zadać pytanie – CZY TEGO POTRZEBUJĘ?  I tu jest sedno problemu – OKREŚLENIE POTRZEBY. To przy nabywaniu. A przy pozbywaniu się – drugie pytanie – DO CZEGO MOGĘ TĘ RZECZ WYKORZYSTAĆ lub: KOMU MOŻE SIĘ ONA PRZYDAĆ?

Dziś zachęcam Cię do uważności w traktowaniu rzeczy materialnych, w zwróceniu uwagi na Twój udział w zaśmiecaniu świata. Do budowania postawy odpowiedzialności za swoje „podwórko” w tym obszarze. Może niewielkie ale jednak znaczące. To tak, jak z akcja „Góra Grosza” – jeden grosz niczego niby nie zmienia ale taki jeden grosz uczynił kwotę 37 922 319,26 zł! (dane zbiórki do ubiegłego roku).

Do następnego razu. Marta W

Tym razem: Przesąd udowodniony naukowo

Dziś 15 maj, imieniny Zofii oraz  23 innych. Ale mnie dziś interesuje właśnie Zofia. A jeszcze bardziej „Zimna Zośka” –  termin związany z agrokulturą. Związany jest z oczekiwanymi przez rolników, sadowników, działkowców i sympatyków ogrodów kwiatowych i warzywnych przymrozkami lub – co najmniej – załamania pogody. Nowoczesny świat często lekceważy mądrości ludowe uważając je za przesądy. A od wielu, wielu lat nasi przodkowie wiedzieli i przekazywali następnym pokoleniom to, co było ważne dla przetrwania. I co nie było poparte ekspertyzami, wiedzą teoretyczną, wykorzystaniem sztucznej inteligencji… lecz wiedzą praktyczną, opartą na doświadczeniu i obserwacji. KONTAKTEM Z NATURĄ.

Tak więc – wracając do Zimnej Zośki – wydawać by się mogło, że zasady, by np. nie sadzić ogórków, cukini, siać fasolki przed Zimną Zośką są przesądami. Przecież kwiecień był taki słoneczny i ciepły a o maj zaczął się przyjemnie. A jednak… Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadziło analizę temperatury w latach 1881-1980. Okazało się, że 95 razy (na 100) zaobserwowano istotne ochłodzenia w okresie od 1 do 25 maja. Na podstawie tych danych ustalono, że najwyższe prawdopodobieństwo ochłodzenia występuje między 10 a 17 maja.

Aktualnie Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia przed przymrozkami w województwach: dolnośląskim, śląskim, małopolskim, podlaskim i warmińsko-mazurskim. „ Na północy kraju i terenach podgórskich może nawet spaść śnieg. Noce między 12. a 15. będą bardzo chłodne, nad ranem temperatura będzie w granicach od -1 do 4 stopni Celsjusza, a przy gruncie w wielu miejscach spadnie do -3 stopni C”. W Jodłowej ten czas jest łaskawy, jednak sama świadomość, że jest Zimna Zośka a koło niej jeszcze Trzej Zimni Ogrodnicy (tak, bo Zośka ma do współpracy Pankracego, Bonifacego i Serwacego) budziła we mnie troskę i napięcie.

Mądrość ludowa zawarta jest i zawsze była w słowie mówionym – w powiedzeniach, przysłowiach, opowieściach. Tak kiedyś przekazywano TRADYCJĘ a wraz z nią to, co najcenniejsze – MĄDROŚĆ ŻYCIOWĄ.  W czasach, gdy słowo miało moc (tu mała dygresja: kiedyś  termin „Słowo honoru”, który i dziś jest używany, miał znaczenie tak, jak obecnie wielostronicowe umowy – wystarczyło, że ktoś, a raczej KTOŚ takie słowo dał).

Lubiłam pytać o różne rzeczy mojego dziadka Antoniego Chmielowskiego, który pogodę przewidywał na podstawie chmur. Do dziś pamiętam, że słowiki milkną na Świętego Wita, bo Bóg pytał tego świętego, co tam się dzieje w zbożu, a konkretnie w życie  ale nie mógł usłyszeć odpowiedzi bo ptaszyska głośno śpiewały. Więc je uciszył, by się dowiedzieć, jak się rozwija zboże… Dziś też wiem,  że słowiki przylatują w kwietniu i samce mają zadanie przywabić samiczkę swym śpiewem a potem, pochłonięte obowiązkami ojcowskimi na śpiewanie nie mają już czasu… I to jest właśnie czas na Św. Wita, 15 czerwca.

Cenię to, co starsi ludzie mają do powiedzenia, wiem, że w wielu przekazach zawarta jest mądrość. Mądrość dająca grunt w tak zmiennych i dynamicznych czasach, w których przyszło nam żyć.

Zimna Zośka – łaskawa tego roku.

Do następnego razu. Marta W

„PRZYSŁOWIA SĄ MĄDROŚCIĄ NARODU”

 

Afirmacja w miejsce przesądu

Dzień dobry.

 Dziś 13 maja, dzień uważany za „pechowy”. A już piątek, trzynastego…

Ale po kolei – skąd pechowość trzynastki: 12 to cyfra święta, kompletna. Jest dwanaście miesięcy, dwanaście znaków zodiaku, doba składa się z 24 godziny – dwóch dwunastek. Starożytni Egipcjanie wierzyli, że życie człowieka dzieli się na dwanaście etapów, trzynastym jest śmierć. Liczba dwanaście symbolizuje ład i harmonię świata. Dodanie do niej jedynki powoduje zaburzenie tej harmonii, chaos, zamęt i zniszczenie. W tarocie trzynastą kartą Arkanów Wielkich jest Śmierć.

W naszym kręgu kulturowym pechowości 13 można dopatrzyć się w Ostatniej Wieczerzy, gdy do stołu usiadło 13 ludzi – Jezus i jego 12 (znów ta dwunastka) apostołów. Trzynastym zaproszonym był Judasz. Wierzono, że pechowe jest zasiadanie do posiłku w 13 osób, przewidywano, że jeden z biesiadników umrze w ciągu roku (i to ta, która pierwsza odejdzie od stołu lub usiądzie przy nim jako ostatnia).

A teraz ten „piątek, trzynastego”. Pierwsze skojarzenie z obszarem religijnym to piątek, 13 maja 1981r. gdy Ali Agca dokonał zamachu (na szczęście nieudanego) na papieża Jana Pawła II.

A skąd rodowód pechowości piątku, trzynastego? 13 października (w piątek) 1307 r. na rozkaz Filipa IV Pięknego aresztowani zostali wszyscy templariusze we Francji. Zadłużony król Francji pozazdrościł majątku templariuszom i nakazał swojemu kanclerzowi, Wilhelmowi de Nogaret, aresztowanie członków zakonu, zarzucając im herezję, świętokradztwo, czary, rozpustę i spiskowanie z Saracenami. Templariuszy kazał spalić na stosie, a ich majątek sobie przywłaszczył. Według legendy, Ostatni Wielki Mistrz Zakonu, Jacques de Molay, zanim spłonął na stosie rzucił klątwę na króla, jego kanclerza i papieża. Żaden z nich nie przeżył roku…

Lęk przed piątkiem, trzynastego zyskał nawet miano jednostki chorobowej  – Paraskewidekatriafobia =  rzadka fobia, czyli paniczna reakcja na piątek trzynastego.

To tyle, co do dzisiejszej trzynastki majowej. Inne przesądy – przebiegnięcie drogi przez czarnego kota, przejście pod drabiną, stłuczenie lustra, odpukiwanie w niemalowane drewno, wstawanie z łóżka lewą nogą… Są też i z branży szkolnej – tu nadmienię choćby o czerwonym elemencie garderoby na studniówce.

A jak jest u Ciebie jeśli chodzi o przesądność ? Czy mają wpływ na Twoje życie? Jeśli tak, to jaki?

A teraz AFIRMACJE. Przekonania wzmacniające, które proponuję w miejsce powyższych. I nie tylko w ich, bo głównie w miejsce takiej narracji rzeczywistości, która Ci nie służy.

Słowo afirmacja pochodzi od łacińskiego affirmare, co oznacza zrównoważony, wzmocniony. Afirmacje to pozytywne stwierdzenia, które rzeczywiście nas wzmacniają – nasze postanowienia, naszego ducha, nasze zamiary, marzenia i plany, a nawet nasze fizyczne ciało.
To, jak i co myślimy o sobie, innych, świecie wpływa na nasze życie i nasze postępowanie. Nasz umysł nie przetwarza faktów, tylko to, co myślimy o faktach. Prawa półkula mózgu nie ma zdolności do odróżniania wyobrażeń (przekonań) od obiektywnej rzeczywistości. Stąd ważne jest, by nasze myślenie oprzeć na faktach (w razie wątpliwości zapytać samego siebie: Czy to jest FAKT? I poszukać RACJONALNYCH, OBIEKTYWNYCH argumentów).

Tak więc, skoro nasze myśli są takie ważne, to po co się nimi straszyć („Ojej, czarny kot przebiegł mi drogę”), niepokoić („Jutro piątek, trzynastego, coś złego może mi się stać”), złościć („Kto na mojej drodze postawił tę drabinę”) itp. Czy nie lepiej wykorzystać nasz wręcz nieograniczony potencjał myślowy dla swojego dobra, pomyślności i spokoju?

Być może będziesz potrzebował przeprowadzić długie przeprogramowanie myślowe, bo  jedna afirmacja nie zmieni struktury mózgowej, by wytworzyć nowe połączenia i zmienić „drogę neuronową” tak, by Twoje myślenie pracowało na Twoją korzyść.
Co ważnego przy afirmacjach:

  1. Są budowane bez NIE, są twierdzące (zamiast „Nie chcę trafić do tej grupy”- „Moja nowa grupa jest mi przyjazna”).
  2. W powyższym przykładzie podałam drugi warunek tworzenia afirmacji – czas teraźniejszy.
  3. Afirmacje mogą dotyczyć tylko Cienie – nie masz prawa zmieniać innych osób, ich wyborów, decyzji.
  4. Dobra afirmacja to krótka afirmacja.
  5. Stosujemy ją długoterminowo, niektórzy mówią o co najmniej 3 tygodniach.

Zachęcam Cię do zapoznania się z książkami Luise Hay, która – jak dla mnie – jest mistrzynią w tym obszarze. Kilka z nich chcę Ci przekazać:

„Mam poczucie godności własnej i jestem bezpieczny”

„Moje ciało jest dobrym przyjacielem, o którego troszczę się z miłością”

„Mam wszystko, czego teraz potrzebuję”

„Moje myśli wspierają moje poczucie bezpieczeństwa”

„Wszystkie moje doświadczenia są częścią bogactwa i pełni mojego życia”.

Moją intencją dzisiejszego felietonu było zachęcenie Cię do wglądu w sposób, w jaki myślisz. A tylko to, co uświadomione możemy zmienić.

W moim osobistym poczuciu to bardzo istotny teren, gdzie zasiane ziarna (myśli) dają owoce, którymi karmisz się potem w swoim życiu. Jeśli zaglądasz do swego mentalnego ogrodu masz szansę prowadzić go w sposób, by się z nim i w nim dobrze czuć. W dbałości o swoją kondycję psychiczną i fizyczną, relacje z innymi i światem.  

 

 

 

„Uważaj na swoje myśli, staja się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem.”  Lao Tze

Do następnego razu. Marta W.
_______________________________________________________________________

Dlaczego takie zdjęcie w tematyce czasu? Wyjaśnienie: Jest ono wykonane 24 listopada 2019r. – a więc jak na nagietki, to późno, a nawet ZA PÓŹNO

 

Dwa miesiące odkąd ostatni raz byliśmy w szkole – kilka słów o czasie

Od 12 marca nie funkcjonujemy jak dotychczas: w szkole, w kontakcie bezpośrednim, za to z wieloma innymi zmianami, z którymi wszyscy się mierzymy. Dwa miesiące.

Szerzej: CZAS. Czas, w którym przebiega nasza egzystencja, a te dwa miesiące to odcinek czasu, który spędzamy teraz w domach.

Co ważnego się dla Ciebie w tym CZASIE dzieje? Nowa sytuacja mierzy nas wszystkich z różnymi emocjami, wpływa na poglądy, budzi refleksje.

Co się w Tobie zmieniło? Co się w Tobie ugruntowało? Co nowego ten czas Ci przyniósł dobrego? Jakie wyzwania przed Tobą postawił?

Jaka nazwę nadałbyś temu odcinkowi Twojego życia?

Może  poganiasz czas, bo Ci się nudzi i chcesz, by już był weekend, wakacje, ukończenie szkoły a w aktualnej sytuacji – by już było po restrykcjach, ograniczeniach. Jeśli zachowasz w sobie taką tendencję to będziesz się spieszył … ku śmierci. Tak, ostatecznie w tę stronę wszyscy dążymy. Pamiętaj, że każda chwila powoduje przesunięcie na Twojej Linii Życia  do przodu, ku mecie… Pytanie więc nasuwa się samo: Po co? I jeszcze do tego myślowe przesunięcia „Byle do piątku”, „żeby już było po (tym czy tamtym)”, „W następnym tygodniu będzie…(i już tam spędzasz czas, w tym następnym tygodniu)”.

Są też tacy, którzy rozpamiętują przeszły czas, trudno im pogodzić się ze stratą czegoś, kogoś, rozpamiętują zakończone już sceny w Teatrze Życia, notorycznie wracają do wspomnień, i tam rozbijają namiot mentalny, zapominając o tym, co TERAZ w ich życiu następuje.

Są też tacy, którzy żyją życiem równoległym – myślę tu o osobach oglądających seriale, w których śledzą losy innych, patrząc jak tamci jedzą, rozmawiają, wsiadają do samochodu, robią zakupy a nawet … jak oglądają telewizję 🙂 

Dziś chcę zachęcić Cię do refleksji na temat Twojej odpowiedzialności za czas, który dostałeś. A nikt nie wie ile go dostał… Od Ciebie zależy, jak go spożytkujesz i na co go przeznaczysz.

Na koniec pomyślałam jeszcze o powszechnie stosowanym zwrocie „Nie mam czasu” – jakże to kłamliwe! Każdy ma czas, istota sprawy polega na tym, na co go chce lub nie chce przeznaczyć. Tekst „Nie mam czasu Ci teraz pomóc/porozmawiać z Tobą/wysprzątać/poczytać książkę/…. – to miejsce dla Twojej opcji/ – jest wymówką w miejsce prawdy, która brzmi:  „Tak naprawdę DECYDUJĘ nie przeznaczać na To swojego czasu” – niektórzy mogą mieć jeszcze swoje osobiste uzasadnienie. Zastanów się, gdy w swoich ustach (lub kogoś) usłyszysz „Nie mam czasu”, co pod tym jest nieco głębiej.

 

Marta W.

PS. Spotkałam się z takim powiedzeniem „Zła wiadomość jest taka, że czas leci. Dobra wiadomość jest taka, że to Ty jesteś pilotem”. Dobrego i udanego lotu!

_______________________________________________________________________

SAMODYSCYPLINA

Witaj w kolejnym dniu zdalnego życia.

Każdy z naszej społeczności Liceum (i nie tylko my) jest w specyficznej sytuacji, w której nie musi wychodzić z domu o określonej porze, by dotrzeć do szkoły, ubrać się i zjeść odpowiednio wcześniej. Dyscyplinowaniu w szkole sprzyjał: plan zajęć, dzwonki, sroga mina nauczyciela i inne. Po południu niektórzy mieliście pewnie zaplanowane swoje aktywności związane z pracą domową- szkolną, treningi, wyjścia towarzyskie, zajęcia w szkole muzycznej i inne.

Zewnętrzny świat budował nam konstrukcję, w której mieliśmy się odnaleźć i w jej ramach funkcjonować. Jeśli się komuś nie chciało – świat zewnętrzny pomagał: a to upomnienie wychowawcy, a to ocena niedostateczna,  to wezwanie rodzica do szkoły czy rozmowa z nim… Poza szkołą podobnie. Twoja dyscyplina mogła oprzeć się o tę konstrukcję, może nawet próbowałeś tę konstrukcję nagiąć…

Teraz sytuacja wymaga od Ciebie więcej SAMODYSCYPLINY. „Lekcje” są po prostu inne, zakres materiału jest ten sam. Jeśli pozwolisz sobie na nierzetelną pracę, jak się to mówi w żargonie: będziesz „ściągał” – masz ku temu idealne warunki.

Jest to jednak taka sytuacja, gdzie powinieneś zadać sobie podstawowe pytanie – DLA KOGO JA TO ROBIĘ? Odpowiedź powinna brzmieć – DLA SIEBIE. Słyszałam, że w szkołach zachodnich uczniowie byli zdziwieni, że jest coś takiego jak odpisywanie, oszukiwanie na testach, bo przecież – w ich rozumieniu – testy i inne formy sprawdzianu wiadomości miały właśnie im dać informację o tym, jak sobie radzą. Ocena była tylko etykietą ich umiejętności i wiadomości…

To też element samodyscypliny – pilnujesz siebie, by być uczciwy.

Obecna sytuacja wymaga budowania swojej własnej konstrukcji – nie ma wychowania fizycznego, treningu, wyjścia na basen – sam masz zadbać o ćwiczenia i aktywność fizyczną, zmobilizować się wewnętrznie, by wyrwać się do działania (bez ram zewnętrznych). Inne aktywności podobnie. Ciekawe jakie masz obserwacje siebie w tym obszarze?

By wszystkiego nie rozmazać w jedna wielką plamę warto zadbać o drobne (i większe) rytuały, ot choćby strojem zaznaczać, że jesteś na lekcji a nie w domowych pieleszach. Zadbać o fryzurę, choć nikt poza Tobą (lub mało kto) będzie tego odbiorcą.

Warto ułożyć i utrzymywać w swoim rozkładzie dnia stałe pory różnych aktywności jak i same aktywności.

Znaleźć w sobie Dorosłego, który rozleniwione Dziecko Wewnętrzne zmobilizuje do działania, znaleźć w sobie Rodzica Normatywnego, który pokaże Ci co jest ważne, dlaczego tak trzeba i jak dobry rodzic poprowadzi ku temu co Ci służy.

Do następnego razu. Marta W.

„Jeśli nie umiesz się skupić i skoncentrować to pozostaje ci praca dla kogoś innego kto cie do tego zmusi z mocy swojego stanowiska”. Brian Tracy
_______________________________________________________________________

Brak dostępu do sieci

w dzisiejszym świecie

(na podstawie moich wczorajszych doświadczeń)

DZIEŃ DOBRY! 


 Wczoraj nie posłałam Wam kolejnego tekstu, nie z własnej winy. Odpowiedzialność za to ponosi awaria sieci, przez którą łączę się z Wami i w wielu innych sprawach ze światem. Niemożność włączenia Internetu czy wykonania połączenia telefonicznego pokazała mi jak bardzo jesteśmy zależni od systemu teleinformatycznego.

Wyobraź sobie – a może co niektórzy z Was mieli tak, jak ja – że przez kilka godzin jesteś odcięty od sieci, szczególnie teraz, gdy wszystko prawie jest zdalne. Nie przekażesz pocztą pantoflową „Przekaż X,  że chce jej przekazać to i to…”, nie dotrzesz do materiału dydaktycznego i lekcji, nie sprawdzisz czy ktoś chce Ci coś przekazać. Każdy z Was ma taki obszar, który jest dla Ciebie ważny i jednocześnie uzależniony od działania sieci takiego czy innego operatora…

Jeśli do tego dołączysz operacje finansowe wykonywane przelewami online, wykonywanie pracy zdalnej przez telefon (lekarze, właściciele firm, wiele różnych innych zawodów zawieszonych obecnie na liniach)…..

A wszystko zmierza w kierunku coraz większego wpływu elektroniki, teleinformatyki na nasze życie. Warto być tego świadomym i dostrzegać zagrożenia płynące z nowoczesności. Wspomnę choćby o nowej technologii mobilnej piątej generacji, zwanej 5G, która budzi kontrowersje.

Jeśli do tego dołożyć zagrożenie ataku crackerów zaczyna być jeszcze groźniej. Bo ludzie ci to informatycy z dużymi umiejętnościami informatycznymi i/lub elektronicznymi. Tak więc taki specjalista może stanąć po jasnej lub ciemnej stronie mocy, zależy od jego systemu wartości. „Cracker” to właściwa nazwa dla używanej potocznie i BŁĘDNIE nazwy „hacker” – określanie cyberprzestępców tym mianem jest nadużyciem. Subkultura hackerska oparta jest na wartości WOLNOŚCI w trzech wymiarach:
wolność tworzenia
wolność w dostępie do wiedzy
wolność form dzielenia się wiedzą

Media powszechnie używają określenia „HACKER” wobec osób łamiących zabezpieczenia systemów komputerowych, co w słownictwie informatycznym określa się mianem „crackingu”, a osoby łamiące te zabezpieczenia mianem „crackerów”. Określanie crackerów mianem hakerów jest bardzo źle widziane w środowisku, gdyż etyka hakerska sprzeciwia się cyberprzestępczości.

Dzisiejszy wpis jest skierowany do Ciebie po to, byś korzystając ze swojego telefonu miał świadomość, że jest to urządzenie, które niesie oczywiście wiele udogodnień, wiele dobrego ale wiąże się też z ryzykiem bycia bezradnym, gdy system lub ktoś wyłączy nam dostęp a przez to  możliwość zwykłego funkcjonowania.

Dbajmy o pozatelefonowy świat !

Do następnego razu. Marta W

 

W zacisznym gabinecie pedagoga szkolnego


W obliczu nauczania zdalnego powstała myśl, by stworzyć kącik pedagoga. Przecież każdy z nas potrzebuje wsparcia, rozmowy, obecności drugiego człowieka.

 

 

 

Marta Wardęga

pedagog szkolny w LO Pilzno